Na zjeździe absolwentów w rodzinnym mieście podeszła do mnie dawna koleżanka z ławki, Monika Lis. Nie widziałam jej od lat, a ona przeszła pięć operacji rekonstrukcyjnych po wypadku. Gdy przedstawiłam jej męża, zbladła, ale wtedy nie zwróciłam na to uwagi. Pół godziny później Monika zaciągnęła mnie do damskiej toalety, zamknęła drzwi i powiedziała: “Agnieszko, czy ty wiesz, z kim się spotykasz?

Ten mężczyzna to ten sam, za którego miałam wyjść za mąż sześć lat temu. Wtedy nazywał się Krzysztof Majewski i był męską prostytutką. Prawie mnie zabił. ”
Zaśmiałam się, bo to brzmiało absurdalnie.
Mój mąż, Oliwier Nowak, był dyrektorem w firmie inwestycyjnej, miał wizytówki i wieczorami siedział w domu. Ale Monika pokazała mi zdjęcia w telefonie: mężczyzna identyczny jak mój mąż, tylko o pełniejszej twarzy, z tatuażem motyla na lewym ramieniu. Mój mąż miał dokładnie taki sam tatuaż. Monika powiedziała, że to tatuaż, który zrobił sobie z kumplami, gdy pracował jako oszust matrymonialny.
Potem odtworzyła nagranie, które przypadkiem zrobiła, gdy mąż rozmawiał przez telefon na zewnątrz. Usłyszałam jego głos: “Wejdź pierwsza do pokoju hotelowego. Gdyby stawiała opór, musisz ją przytrzymać. Odblokujesz jej telefon odciskiem palca i przelejesz resztę.
Potem niedaleko jest rzeka, więc łatwo będzie pozbyć się ciała. Odebrać ubezpieczenie i zniknąć. ”
Osunęłam się na podłogę. Monika powiedziała, że poznała tego mężczyznę przez tę samą kobietę, która przedstawiła mi mojego męża – Joannę.
To Joanna wyszukiwała ofiary i zbierała o nich informacje. Wszystko zaczęło się układać: dlaczego mąż wiedział o mnie wszystko, dlaczego namówił mnie na pracę zdalną, dlaczego przejął moje finanse. Monika powiedziała: “Musimy natychmiast stąd wyjść. Jeśli ten facet cię złapie, stracisz cały majątek, a twój los będzie marny.
”
Zostawiłam męża na zjeździe i pojechałam z Moniką do domu, żeby zabrać najważniejsze rzeczy, a potem do ojca. Ojciec przyjął nas o drugiej w nocy. Następnego dnia przyjechała moja kuzynka Justyna, doradca podatkowy. Powiedziała, że musimy zyskać czas, żeby prześledzić finanse męża.
Kazała mi do niego zadzwonić i udawać, że ojciec jest chory, że zostanę u niego na tydzień. Zgodziłam się, choć drżały mi ręce. Mąż uwierzył i obiecał zająć się domem. W ciągu kilku dni Justyna i prawnik odkryli, że Oliwier Nowak to nie jest mój mąż.
Prawdziwy Oliwier zaginął wiele lat temu, a mój mąż ukradł jego tożsamość. Z mojego konta spadkowego zniknęło 830 000 zł – przelane na konto męża, a potem na apartament w Warszawie, dwa luksusowe samochody, sześć markowych zegarków i konta Joanny. Co gorsza, okazało się, że 4000 zł, które co miesiąc dostawałam od męża na życie, pochodziło z pieniędzy wyłudzonych od innej kobiety, Anny Zielińskiej. A na moje życie została zawarta polisa na milion złotych, z mężem jako beneficjentem.
Zrozumiałam, że mąż zamknął mnie w domu, żebym nigdzie nie poszła i nie spotkała kogoś, kto mógłby go rozpoznać. Przez dwa lata byłam więźniem we własnym mieszkaniu. Wysłałam mu wiadomość, żeby spotkał się ze mną w kawiarni. Tam, z ukrytym mikrofonem i policjantami przy sąsiednim stoliku, skonfrontowałam go z prawdą.
Pokazałam mu dokumenty, zdjęcia, nagranie. Na początku próbował kłamać, ale gdy usłyszał nagranie, jego twarz stężała. Rzucił we mnie filiżanką, a gdy poderwał się, policjant go obezwładnił. Został aresztowany.
Joanna również została zatrzymana. Próbowała udawać niewinną, ale dowody wskazywały, że była wspólniczką. Poprosiła o spotkanie ze mną. Powiedziała, że naprawdę mnie polubiła, ale nie uwierzyłam jej.
Monika ujawniła, że to ona była Anną Lis, którą Joanna i Krzysztof oszukali pięć lat temu. Joanna nie miała nic do powiedzenia. Zaczęłam odzyskiwać majątek. Sprzedałam samochody męża, zegarki, wszystkie jego rzeczy.
W dniu, gdy sprzedawałam samochody, pokazałam mu to przez okno sali mediacyjnej. Wpadł w szał. Sprzedałam też wszystkie ubrania, buty, akcesoria – za ponad 50 000 zł, które przekazałam innym ofiarom. Poszłam do niego do aresztu i pokazałam mu puste garderoby.
Wściekł się jeszcze bardziej. Podczas ostatniego widzenia zapytałam go wprost, czy naprawdę chciał mnie zabić. Zaśmiał się i powiedział, że udawanie zięcia przed moim ojcem, chodzenie na grób brata, to wszystko była praca, za którą należy mu się odszkodowanie. Odpowiedziałam, że potraktuję to jako zapłatę za nocleg.
Wyszłam, nie oglądając się. Ostatecznie został skazany na bardzo długą karę więzienia, a Joanna również. Sprzedałam mieszkanie, wróciłam do ojca i otworzyłam małą cukiernię. Nauczyłam się cukiernictwa, żeby odreagować stres.
Dziś jestem ostrożna w wyborze partnera. Lepiej być samą niż żyć w oszustwie. Jeśli nie możecie zweryfikować czyjejś przeszłości, sprawdzajcie dwa, trzy razy.
Nigdy nie puszczajcie ręki, która was prowadzi – ta ręka może trzymać wasze życie.