Ola stała w kuchni, mieszając barszcz, choć myślami była gdzie indziej. Andrzej znów nie pisał, choć obiecał wrócić wcześniej. Z salonu dobiegał śmiech dzieci, ale nie potrafił wypełnić pustki, która rozciągała się między nią a mężem. „Mamusiu, a tata będzie dziś z nami jadł kolację?

” – zapytała Kasia, tuląc misia. Ola nie odwróciła się od garnka. „Mówił, że dużo pracuje, ale się postara” – odpowiedziała. „On zawsze tak mówi” – rzucił Michał, nie odrywając wzroku od pionków.
Te słowa uderzyły w nią jak zimny podmuch. Siedzieli przy stole, każde zamknięte w sobie. Kasia paplała o rysunku, Ola kiwała głową, ale myślami była przy Andrzeju. Telefon nie zadzwonił.
Zegar wskazywał 22:17, kiedy drzwi wejściowe skrzypnęły. Andrzej wszedł jak ktoś, kto zna każdy centymetr tego mieszkania, ale od dawna nie czuje się tu jak w domu. Zdjął buty, odłożył torbę, nie spojrzał na nią. „Jadłem na budowie, za późno na kolację” – powiedział twardo.
„Nie piszesz już do mnie. Nawet nie dzwonisz” – powiedziała cicho. Westchnął. „Ola, jestem wykończony.
Ta budowa to koszmar. Rozmawialiśmy już o tym. Jeszcze tylko kilka miesięcy. ”
„A potem co?
Pojedziemy nad morze, tak jak cztery lata temu? ” – zapytała. Spojrzał na nią, ale jego wzrok był pusty. „Chcę po prostu iść spać.
Porozmawiamy jutro. ”
Ola skinęła głową, ale nie zasnęła. Leżała obok niego, patrząc w sufit. Pomiędzy nimi rozciągała się przestrzeń, której nie wypełniało już nic.
I wtedy po raz pierwszy nie zapytała siebie, co robi źle. Zapytała, kiedy zaczęła czuć się samotna, będąc obok niego. Rano nie wymienili wielu słów. Andrzej wypił kawę w milczeniu i wyszedł, rzucając tylko: „Będę późno.
” Ola siedziała przy stole długo po tym, jak drzwi się zamknęły. Czuła się jak duch we własnym życiu. Dzień mijał powoli. Zabrała dzieci do szkoły, zrobiła zakupy, wróciła do mieszkania, które wydawało się zbyt ciche.
Otworzyła szafkę nad zlewem i wyjęła stary album. Ostatni raz patrzyła na te zdjęcia rok temu. Ona i Andrzej, uśmiechnięci, młodzi, z dziećmi na plaży. Kasia była jeszcze w wózku.
Michał budował zamek z piasku. Jak to się oddaliło? Telefon zadzwonił dopiero wieczorem. Numer nieznany.
„Pani Ola Kowalska? ” – zapytał męski głos. „Tak. ” „Tu sierżant Król z komisariatu na Pradze.
Musi się pani natychmiast zgłosić. Chodzi o pani męża. ”
Serce zamarło. „Co się stało?
” „Proszę przyjechać. Wyjaśnimy wszystko na miejscu. ”
Ola stała przez dłuższą chwilę z telefonem w ręku. Potem bez słowa sięgnęła po płaszcz i kluczyki.
Zadzwoniła do sąsiadki, żeby została z dziećmi. W komisariacie kazano jej czekać. Wreszcie drzwi otworzyły się i wszedł młody oficer. „Pani mąż został dziś rano zatrzymany.
” „Za co? ” Mężczyzna spojrzał na nią z namysłem. „Znaleziono przy nim telefon należący do zaginionej osoby, kobiety. ” „Jakiej kobiety?
” „Pani zna może nazwisko Karolina Bielska? ”
Nie znała. Przynajmniej tak jej się wydawało. Ale coś w tym imieniu poruszyło nić w jej pamięci.
„Pani mąż twierdzi, że nie zna tej osoby, ale jego zeznania są niespójne. Prowadzimy dochodzenie. Potrzebujemy, by pani została na razie dostępna. ”
„Czy on…
Czy on ją skrzywdził? ” Policjant nie odpowiedział od razu. „Tego jeszcze nie wiemy. Ale wygląda na to, że Andrzej coś ukrywa.
”
Wróciła do domu późno. Kasia już spała. Michał udawał, że nie czekał, ale widziała, jak nasłuchiwał kroków. „Gdzie był tata?
” – zapytał cicho. „Musi zostać jeszcze trochę w pracy” – skłamała. Leżała tej nocy na kanapie. Imię Karolina Bielska powracało.
I wtedy przypomniała sobie zeszyt z nazwiskami, który Andrzej czasem zostawiał w kuchennej szufladzie. Podniosła się i podeszła do szafki. Wydobyła stary notes. Lista nazwisk, numery telefonów i między nimi wyblakłym długopisem jedno imię: Karolina Bielska.
Dzień 12. Nie dzwonić. Serce Oli zatrzymało się na ułamek sekundy. Kiedy po raz ostatni widziała ten zeszyt?
Dlaczego Andrzej nie chciał dzwonić? Spojrzała na datę zapisu – dwa tygodnie temu. Co się wydarzyło 12 dnia? Usiadła na podłodze, notes w ręku, i poczuła, jak wszystko w jej dotychczasowym życiu zaczyna się rozpadać.
I wtedy usłyszała pukanie do drzwi. Nieoczekiwane, natarczywe. Podniosła się powoli i podeszła. Za drzwiami stała kobieta, której twarzy Ola nie znała, ale której oczy mówiły jedno: „Znam twojego męża i musisz mnie wysłuchać.
”
Ola siedziała na brzegu łóżka z dłonią jeszcze drżącą od wspomnienia spojrzenia tamtej kobiety. Nieznajoma nie powiedziała ani słowa, tylko patrzyła, a w jej oczach było coś złamanego, coś zranionego i coś bardzo znajomego. Zanim Ola zdążyła zapytać, kim jest, kobieta odwróciła się i odeszła. Tamtej nocy Ola nie zmrużyła oka.
Andrzej nie wrócił. Michał mówił, że słyszał ojca telefonującego późnym wieczorem z łazienki, ale nie wiedział z kim. Rano Ola usłyszała trzask klucza w zamku. Andrzej wszedł zaskakująco spokojny.
„Musiałem zabrać twoje auto. Moje dalej w warsztacie” – rzucił, nie patrząc jej w oczy. Nie odpowiedziała. Po prostu kiwnęła głową i czekała, aż wyjdzie.
Powiedział coś do dzieci, jakieś puste słowa o obowiązkach i pracy, a potem zamknął za sobą drzwi. Ola patrzyła przez okno, aż dostrzegła coś, co zamroziło jej oddech. Jeep Andrzeja zaparkowany dokładnie tam, gdzie zawsze. Stał tam cały czas, nie ruszył się nawet o centymetr.
Bez słowa wzięła klucze zapasowe, zostawiła dzieci z sąsiadką i zeszła po schodach. Wsiadła do samochodu. Pachniał nim – jego perfumy, jego kurtka rzucona na tylne siedzenie. Szukała dokumentów w schowku, ale natrafiła na coś twardego, metalowego.
Telefon. Drugi telefon. Nie jej, nie ich wspólny. Przez chwilę po prostu siedziała z nim w ręku, jakby trzymała w dłoniach dowód zbrodni.
Ekran zaświecił się sam. Powiadomienie. „Martyna, kochanie, wczoraj było cudownie. ” Serce jej stanęło, ale palec sam nacisnął ikonę wiadomości.
Wideo odtworzyło się automatycznie. Młoda kobieta, idealnie umalowana, z uśmiechem, który nie znał cierpienia. „Tęsknię już za tobą. Dziś założę tę niebieską sukienkę.
Pamiętasz? ” Puściła całusa do kamery. „Tylko dla ciebie. ”
Cisza.
Ola nie zapłakała. Jeszcze nie. Siedziała, patrząc w pustkę, z telefonem Andrzeja w ręce. To nie była zdrada fizyczna.
To była zdrada wszystkiego, co budowali – życia, dzieci, planów, zaufania. Wróciła do wiadomości. Przesuwała je powoli. Każde zdanie uderzało mocniej.
„Znowu powiedziała tata: Czekamy na ciebie. Alicja była dziś niegrzeczna. Musisz z nią porozmawiać. To działa.
Nie mów Oli. Nie, jeszcze proszę. ” Alicja – dziewczynka, ich córka, córka Andrzeja i Martyny. Ola poczuła, jak coś wewnątrz niej się rozdziera, jakby wszystkie więzi, którymi trzymała się codzienności, nagle pękły.
W jednej z wiadomości sprzed kilku tygodni był adres. Nowe osiedle na drugim końcu miasta. Zanim się zorientowała, już tam jechała. Stała zaparkowana po drugiej stronie ulicy, obserwując klatkę numer 3.
Drzwi otworzyły się. Martyna wyszła pierwsza. Trzymała na rękach małą dziewczynkę. Włosy rude, kręcone, oczy ogromne, zbyt poważne jak na ten wiek.
Nie miała więcej niż dwa lata, a jednak nosiła w sobie coś, czego Ola nie potrafiła zignorować. Ten sam kształt nosa, ten sam układ brwi. Jakby Andrzej patrzył na nią przez te oczy. Martyna ucałowała dziewczynkę w czoło.
Coś do niej szeptała. Dziewczynka przytuliła się do niej mocno. Ola nie mogła się poruszyć. Wiedziała, że to prawda.
Nie potrzebowała testów ani wyjaśnień. Andrzej miał inne życie. I ono miało imię Martyna. Miało oczy.
Ola zamknęła oczy. Próbowała oddychać, ale w głowie wciąż słyszała to jedno słowo: tata. Nie wiedziała, jak długo tam siedziała. W końcu Martyna wróciła do budynku, niosąc dziewczynkę na biodrze.
Ola wysiadła z auta, weszła do klatki. Dzwonki, numer z wiadomości, drzwi oznaczone jako 3B. Nacisnęła przycisk. „Halo?
” – głos w domofonie był niepewny. „Musimy porozmawiać. ”
Cisza. Drzwi się otworzyły.
Martyna wyglądała na zaskoczoną, zmęczoną, zawstydzoną, ale nie zaprzeczyła. Wpuściła Olę bez słowa. W środku dziecięce zabawki, małe buciki przy drzwiach, kubeczek z napisem „Alicja”. „Wiesz już wszystko, prawda?
” – powiedziała Martyna, nie patrząc na nią. „Od kiedy? ” – głos Oli był cichy, ale stanowczy. „Trzy lata.
Poznaliśmy się na budowie. Byłam projektantką wnętrz. On był samotny. Tak mówił.
”
„Samotny? ” – Ola się zaśmiała, ale to był pusty śmiech. „Przysięgał, że już was nie ma, że tylko dla dzieci mieszka w tym domu, że ty go nie kochasz. ”
Ola nie odpowiedziała, tylko usiadła.
„I co? Zakochałaś się? ”
Martyna spojrzała na nią. „Tak.
Zresztą nie wiem. Może po prostu chciałam być ważna dla kogoś. ”
Zapadła cisza, tylko tykanie zegara. „Dlaczego teraz?
Dlaczego się nie ukrywasz? ”
„Bo skończyłam czekać. I bo Alicja zasługuje na prawdę. ”
Ola wstała.
„Powiedz mi jedno. On ją kocha? ”
Martyna milczała dłuższą chwilę. „Tak.
Ale ciebie też. Tylko inaczej. ”
Ola skinęła głową. Nie płakała.
Jeszcze nie. Wyszła stamtąd jak w transie i wsiadła do auta. Oparła czoło o kierownicę. Zaczęła rozumieć, dlaczego Andrzej był coraz bardziej nieobecny.
Ale jeszcze nie wiedziała wszystkiego. Jeszcze nie wiedziała, co zrobi Andrzej, gdy odkryje, że Martyna złamała milczenie. Jeszcze nie wiedziała, że tajemnica, która naprawdę miała znaczenie, nie dotyczyła tylko zdrady. To miało dopiero nadejść – i zaczęło się już tej samej nocy, kiedy ktoś zapukał do drzwi ich mieszkania.
Michał otworzył jako pierwszy. Ola usłyszała jego krzyk. „Mamo, tu jest policja! ”
Głos Michała przeciął ciszę mieszkania jak nóż.
Ola zerwała się z kanapy i wbiegła do przedpokoju. W drzwiach stali dwaj funkcjonariusze. Młodszy wyjął odznakę, a starszy odezwał się spokojnie, ale bez cienia emocji. „Pani Ola Kowalska?
” „Tak” – odpowiedziała, zerkając niepewnie na syna. „Chcielibyśmy zadać pani kilka pytań w sprawie Andrzeja Kowalskiego. Czy możemy wejść? ”
Nie miała wyboru.
Odsunęła się na bok. Michał cofnął się wystraszony. Kasia wyjrzała z kuchni, ściskając misia. „Dzieci, do pokoju” – powiedziała Ola stanowczo.
Gdy zamknęły się za nimi drzwi, funkcjonariusz kontynuował. „Pani mąż od kilku dni nie stawia się do pracy. Jego telefon milczy. Ostatni raz widziano go trzy dni temu.
Wie pani, gdzie może przebywać? ”
„Nie” – powiedziała zbyt szybko. „Nie mam z nim kontaktu. ”
Spojrzeli po sobie.
Młodszy wyjął notes. „Wie pani, czy miał jakiekolwiek powody, by zniknąć? ”
Ola zawahała się. „Miał problemy osobiste.
Nie rozmawialiśmy ostatnio zbyt często. ”
„Jego matka zgłosiła zaginięcie” – dodał funkcjonariusz. „Mówiła, że był ostatnio dziwnie nerwowy, że bał się, iż ktoś go śledzi. ”
To ją zaskoczyło.
„Nic mi o tym nie mówił. ”
„Jeśli pani przypomni sobie cokolwiek, co mogłoby być istotne, prosimy o kontakt. ” Zostawili jej numer. Zanim wyszli, młodszy jeszcze raz się odwrócił.
„W jakich okolicznościach widziała go pani po raz ostatni? ”
„Rano tego dnia, kiedy zabrał mój samochód” – zawahała się. „Jego auto wtedy nadal stało pod blokiem. ”
Zapisali to, kiwnęli głową i wyszli.
Ola stała w korytarzu długo po ich wyjściu. W jej głowie dźwięczało jedno zdanie: „Bał się, że ktoś go śledzi. ” Ale to nie ona go śledziła. To on przez lata ukrywał coś, co teraz wracało do nich obojga.
Trzy dni ciszy. Żadnych wiadomości od Andrzeja, żadnych znaków życia. Nie była pewna, czy bardziej czuje ulgę, czy niepokój. Na czwarty dzień zjawiła się Halina.
Stanęła w drzwiach jak burza, z oczami czerwonymi od płaczu, ale głosem chłodnym i pewnym. „Już wiem. Andrzej mi powiedział. Martyna, dziecko, cała ta historia.
”
Ola nie odpowiedziała. Patrzyła na nią w milczeniu. „Wiedziałaś? ” „Tak.
” Halina weszła głębiej. Usiadła bez zaproszenia. „Nie jestem zaskoczona. Jego ojciec zrobił to samo.
Też nas zostawił dla innej. Krew się nie rozcieńcza. ” Wyjęła kopertę z torebki i położyła ją na stole. „Tu są pieniądze.
Nie traktuj tego jak jałmużny. To, co on ci był winien. Sprawiedliwość, nie litość. ”
Ola przesunęła wzrokiem po kopercie, ale jej nie dotknęła.
„Martyna” – powiedziała Halina ciszej. „Miała już wcześniej kłopoty z sądem. Fałszywe dokumenty, jakaś sprawa o wyłudzenie. ” Ola uniosła wzrok.
„Jesteś pewna? ” „Tak. Słyszałam to już kiedyś, ale wtedy to zignorowałam. Teraz nie jestem już taka pewna, czy Alicja naprawdę jest jego córką.
”
I nagle coś pękło. Wszystkie wątpliwości, które Ola odsuwała, wszystkie nieścisłości. Dziewczynka nigdy nie nazywała Andrzeja „tata”. Mówiła na Martynę „mama Lina”.
A przecież miała dopiero dwa lata, a Andrzej poznał Martynę trzy lata temu. Daty się nie zgadzały. Tamtej nocy Ola nie spała. Z zamkniętymi oczami przypominała sobie każde słowo z wiadomości Martyny, każde zdjęcie, każdy detal.
Im dłużej myślała, tym więcej rzeczy przestawało się zgadzać. Następnego dnia zadzwoniła do Ani, swojej przyjaciółki z liceum, teraz pracującej w laboratorium medycznym. Powiedziała tylko jedno: „Potrzebuję pomocy. Muszę coś sprawdzić.
”
Z pomocą Ani udało jej się zdobyć filiżankę, z której Andrzej pił ostatnią kawę, zanim zniknął. Na dnie zostały ślady śliny. Kilka dni później, przy okazji odwiedzin u Martyny, Kasia dostała od niej prezent. Srebrny łańcuszek, w który zaplątał się rudy włos Alicji.
Ola go zauważyła od razu i ukryła, zanim córka zdążyła założyć naszyjnik. Minęło 7 dni. Telefon od Ani przyszedł wieczorem. „Masz wyniki?
” „Tak. I… Ola, to nie jego dziecko. 0%.
Nie ma żadnego pokrewieństwa. ”
Nie oddychała przez kilka sekund. „Jesteś pewna? ” „100%.
Dwie próbki. Dwa razy to samo. Alicja nie jest jego córką. ”
Rozłączyła się.
Zimno przeszło jej po karku. Jeśli nie była jego, to czyja? Zaczęła szukać. Całe godziny spędzone na forach, w starych artykułach, w bazach danych.
I wtedy to znalazła. Fora rodzinne. Temat sprzed trzech lat. Kobieta – Angelika Wrona.
Tytuł posta: „Moja siostra zniknęła z moją córką Alicją. Szukam ich od trzech lat. Błagam o pomoc. ”
Ola zamarła.
Kliknęła w zdjęcie dołączone do posta. Na ekranie widniała młoda kobieta obejmująca niemowlę. Dziewczynka miała rude włoski, wielkie oczy. To była Alicja, ale kobieta ją trzymająca nie była Martyną.
Była zupełnie inna. Podpis brzmiał: „Monika, moja siostra. Zniknęła bez śladu. Kto ją widział?
Proszę o kontakt. ”
Ola poczuła, jak świat się rozpada jeszcze raz. Wszystko, co uważała za zdradę, nagle stało się czymś głębszym, groźniejszym, niewyobrażalnym. Kim była Martyna?
Kim była Monika? I gdzie do cholery był Andrzej? Ola wstała od komputera, ubrała się, sprawdziła, czy dzieci śpią, zamknęła drzwi. Jeśli nikt nie miał zamiaru mówić prawdy, zrobi to sama.
Napisała wiadomość krótką, bez ozdobników. Wysłała ją na adres e-mail podany przez Angelikę Wronę na forum. „Wiem, gdzie jest Alicja. Ona żyje i nie jest z twoją siostrą.
”
Nie spała całą noc. Przeglądała zdjęcia, robiła kopie dokumentów, przygotowywała się na konfrontację, której jeszcze niedawno nie potrafiłaby sobie wyobrazić. Rano przyszła odpowiedź. „Ona jest moja.
Moja córeczka. Wiedziałam, że żyje. Już straciłam nadzieję. Proszę, pomóż mi ją odzyskać.
”
Rozmawiały przez telefon. Angelika mówiła cicho, ale zdecydowanie. Ola usłyszała w jej głosie to, czego sama długo nie miała – wiarę w prawdę, w sprawiedliwość. „Nie wiem, czy ona mnie pozna” – powiedziała Angelika.
„Minęły trzy lata. Ale jeśli spojrzy mi w oczy, jeśli powiem »mamusia«, będę wiedziała, że nie zapomniała. ”
Ustaliły plan. Ola miała przekazać dowody policji.
Angelika przyjedzie z Łodzi. Halina została poinformowana. Z początku nie dowierzała, ale kiedy Ola pokazała dokumenty, spojrzała tylko w jeden punkt i powiedziała: „Zawsze coś w niej było nie tak. Ona grała, ale teraz skończyła grę.
”
Ostatnią rzeczą, którą Ola musiała zrobić, była rozmowa z Andrzejem. To nie mogło się odbyć przez telefon. Spotkali się w kawiarni przy dworcu, zwykle pełnej ludzi. Tego dnia była niemal pusta.
Andrzej przyszedł spóźniony. Wyglądał gorzej niż kiedykolwiek. Zarośnięty, oczy zapuchnięte. Nerwowo rozglądał się, jakby spodziewał się, że Martyna gdzieś tam będzie, ukryta w cieniu.
Ola czekała już z dokumentami ułożonymi na stole. „Musimy porozmawiać. ”
Usiadł, ale nic nie powiedział. Spojrzał na papiery, potem na nią.
„Co to jest? ”
„Prawda” – odpowiedziała. „Naga, brudna i spóźniona. ” Wsunęła ku niemu wyniki testów DNA, kopię wiadomości z forum, zgłoszenie zaginięcia Angeliki, zdjęcia, daty.
„Alicja nie jest twoją córką, Andrzeju. Martyna, a raczej Monika, okłamała cię. Porwała dziecko własnej siostrze, zmieniła tożsamość, sfałszowała dokumenty. ”
Milczał, patrzył w kartki, ale jakby ich nie czytał.
„To niemożliwe” – szepnął w końcu. „Przecież bym wiedział. ”
„Wiedziałbyś? To dlaczego nigdy nie przedstawiła ci matki?
Dlaczego Alicja mówi na nią »Lina«, a nie »mama«? Dlaczego unikała twojej matki? Bo była przestępczynią i dobrze wiedziała, że jeśli zostanie zdemaskowana, wszystko się posypie. ”
Wziął papiery do rąk.
Ręce mu drżały. Usta poruszały się bez dźwięku, jakby próbował coś powiedzieć, ale nie mógł zebrać słów. „To wszystko… Wszystko było kłamstwem.
”
„Nie wszystko” – powiedziała Ola. „Dziecko nie kłamało. Alicja jest niewinna i zasługuje na prawdę. ”
Wtedy Andrzej zaczął płakać.
Cicho, jakby wstydził się sam przed sobą. Siedział tam mężczyzna, który budował kłamstwo cegła po cegle, a teraz widział, jak wszystko wali się w gruzy. „Co mam zrobić? ” – zapytał.
„Nic więcej. Policja już wie. Angelika przyjeżdża dziś wieczorem. Jutro wszystko się skończy.
”
Tego samego wieczoru policja otoczyła budynek, w którym Martyna wynajmowała mieszkanie. Próbowano ją zatrzymać na klatce schodowej, ale uciekła tylnym wyjściem. Gonitwa trwała kilka minut. Na pobliskim podwórzu została zatrzymana.
Alicja była w środku, sama, płacząca. Ola stała z Haliną i Angeliką przed komisariatem, kiedy funkcjonariusz wyprowadził dziewczynkę. Angelika podeszła, uklękła i szepnęła: „Kochanie, to ja, mamusia. ” Alicja spojrzała.
Przez chwilę tylko patrzyła, ale potem wyciągnęła ręce i powiedziała najcichszym głosem: „Mamusia. ”
Angelika zalała się łzami. Ola odwróciła wzrok. Wiedziała, że to koniec pewnego rozdziału.
Kilka dni później Andrzej przyszedł jeszcze raz, sam, bez arogancji, bez dumy, z otwartą raną w oczach. „Zniszczyłem wszystko, co miało wartość, ale ty mnie uratowałaś. Nie wiem, jak to zrozumieć. ”
Ola nie patrzyła na niego długo.
Wstała. „Wiem, kim jesteś. Teraz ty też wiesz. Masz szansę to naprawić, ale nie przy mnie.
”
Rozwód odbył się bez kłótni. Andrzej nie walczył. Przyjął wszystko. Zrzekł się części majątku.
Zgodził się na opiekę naprzemienną. Nie robił scen. Halina powiedziała później, że zaczął się leczyć, że chodzi na terapię, że stara się i że widuje dzieci w weekendy zawsze punktualnie, że przynosi Michałowi książki, a Kasi robi warkocze, choć nie wychodzi mu to najlepiej. Ola nie komentowała.
Skupiła się na pracy, na sobie, na dzieciach. Zamieniła mieszkanie, kupiła nowe meble, malowała ściany sama z Anią. Każdy kolor wybierany z myślą o tym, co chciała czuć, a nie co musiała znosić. Rutyna wróciła, ale tym razem była jej.
Nie milczała już przy stole, nie znosiła ciszy, która skrywała tajemnice. Uczyła dzieci słuchać, ale też mówić o wszystkim. Wiedziała, że pewnych rzeczy nie da się naprawić. Ale wiedziała też, że prawda, choć brutalna, potrafi być początkiem czegoś nowego.
Nie zawsze łatwiejszego, ale prawdziwego.