Ktoś kiedyś powiedział ci, że życie po osiemdziesiątce przypomina bardziej przetrwanie niż prawdziwe życie? Niewielu mówi to głośno, ale prawda jest taka, że starość nie zawsze przychodzi z mądrością, spokojem i łagodnymi porankami. Czasem oznacza słabnące nogi i niepokój, o którym nigdy byś nie pomyślał, że będziesz go nosić. Dotarłeś do tego etapu życia.

Walczyłeś, znosiłeś, dawałeś i budowałeś. Nikt nie ostrzega cię, żebyś przygotował się psychicznie. Nikt nie mówi, że sąsiedzi zaczną przeprowadzać się do domów opieki. Dlatego pierwsza prawda, którą trzeba zaakceptować, brzmi: to nie jest łatwa droga.
Jedni odnajdują radość w drobnych, regularnych czynnościach — rozmowie z tym samym kasjerem w sklepie czy w dołączeniu do klubu książki dla seniorów. Ale jeśli nazwiesz to i zawalczysz o przynajmniej jedno nowe połączenie, znajdziesz koło ratunkowe. Bo nawet gdy przeszłość zaczyna się zacierać, twoja historia wciąż się rozwija. Gdzieś tam ktoś jej potrzebuje.
Gdy pojawia się ból, pytasz siebie: iść do lekarza czy poczekać? To rzeczywistość ciała, które pracuje coraz ciężej, by wykonywać te same czynności. Przyjaciele, którzy dzwonili co tydzień, nagle milczą. Nawet rodzina — ci, którzy kiedyś potrzebowali cię do wszystkiego — wydaje się zbyt zajęta życiem.
Wspominasz więcej. Odtwarzasz stare rozmowy. Trzymasz się wspomnień, bo nowe są trudniejsze do zdobycia. Nawet gdy nadarza się okazja, wahasz się.
Mówisz „do widzenia