Nie myślałam, że na stare lata będę jeszcze przeprowadzać się do innego mieszkania. Ale pół roku temu sprzedałam nasz rodzinny dom na przedmieściach Gdańska i kupiłam przestronną kawalerkę bliżej centrum. Nie dla siebie. Dla mojego syna Piotra i jego narzeczonej Kasi.

Czułam dumę, kiedy podpisywałam akty darowizny. Oni mieli zaczynać od zera, a ja chciałam dać im fundament. Dach nad głową, bez kredytów, bez rad, bez strachu o jutro. “Tak będzie wam łatwiej” – powtarzałam, a Kasia ściskała moje ręce, Piotr klepał mnie po ramieniu, jakby chciał dodać mi otuchy.
Widziałam błysk w jego oczach, taki sam jak wtedy, gdy w dzieciństwie budował z klocków swoje pierwsze miasto marzeń. Drzwi do mieszkania Piotra były lekko uchylone. Weszłam cicho, chciałam zostawić sernik, który upiekłam, i wyjść, nie robiąc hałasu. Ale z kuchni dobiegał głos Kasi.
Nie usłyszałam, do kogo mówiła. Może do przyjaciółki, może do matki. Ale słowa, które dotarły do mnie, sprawiły, że zamarłam z ręką na klamce. Kasia coraz częściej podsuwała mi kartki do podpisu.
Papiery, które miały być drobiazgami – aktualizacje podatkowe, poprawki do darowizny. Ale im dalej czytałam, tym gorzej było. Pamiętam wieczór, gdy przyszłam do nich z sernikiem, tym samym, który Piotr uwielbiał jako dziecko. Sernik stał nietknięty do końca wieczoru, jakby był tylko rekwizytem.
To właśnie wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie coś, czego wcześniej nie chciałam nazwać. Przez chwilę uśmiechnęłam się sama do siebie. A w głowie powtarzały się wciąż te same słowa. Zofia pochyliła się do przodu.
Wydatki na remont, zaliczka dla florystki, przygotowania do wesela. Sprawdź papiery, które ci dawali do podpisu. Kiedy Piotr i Kasia polecieli do Włoch, tłumacząc, że muszą na spokojnie przygotować się do wesela, ja poszłam inną drogą. Nie na lotnisko.
Do kancelarii. Weszłam do biura mecenasa Lewandowskiego, człowieka, który od lat pomagał mojej dawnej firmie w sprawach majątkowych. Zamrożenie rachunków, cofnięcie pełnomocnictw, zawiadomienie do banku. Wieczorem usiadłam przy biurku i otworzyłam notes.
Dwa dni po ich powrocie usłyszałam pukanie do drzwi. Wydruki przelewów, kopie wydatków na remont, które trafiały na konto Kasi, faktury za przygotowania do wesela opłacone z moich pieniędzy, a na końcu kopia pełnomocnictwa, które podsunęli mi do podpisu. Tamta burza, która wpadła do mojego mieszkania wraz z krzykiem Kasi i zimnym spojrzeniem Piotra, ucichła.
Ale ja już wiedziałam, co muszę zrobić.