Bartek zawsze umiał się podobać. Gdy zaczynaliśmy, myślałam, że to urok. Pewny siebie, czarujący, każdą potrafił otoczyć uwagą. Na początku schlebiało mi, że wybrał właśnie mnie.

Koleżanki mówiły, że mam szczęście. Ale z czasem ten urok zaczął mnie uwierać. Nie przechodził obok kobiety obojętnie. Zagadywał kasjerkę, patrzył za studentką, przysuwał się w autobusie tak, by dotknąć starszej pani.
Mówiłam sobie, że taki już jest. Ale jego komplementy dla mnie stawały się coraz rzadkie. Zauważył fryzurę sąsiadki, a moje nowe włosy — nie. Pochwalił sukienkę koleżanki, a do mnie rzucił tylko, że znowu noszę ten sam szlafrok.
Potem zaczęły się dziwne telefony. Dzwonił telefon, a on szybko wychodził do łazienki. Zawsze służbowe sprawy. Kiedy wrócił, całował mnie w czoło i mówił: „Męczące zebrania, kochanie”.
Ale widziałam, że ma puls przyspieszony. Przez kilka dni nosił telefon nawet do toalety, udając, że to dużo ważne rozmowy. Pewnego wieczoru Bartek wyszedł z łazienki, zostawiając na półce zapomnianą tubkę żelu po goleniu. Nie zwracałam na nią uwagi, dopóki nie poczułam nieznajomego zapachu.
A potem spostrzegłam, że to nie ten żel, którego używał od lat. Ten był inny, słodszy, bardziej damski. Wzięłam tubkę do ręki i przeczytałam skład. Nie znałam żadnej z tych substancji.
Wrzuciłam tubkę do kosza. Ale nie mogłam przestać myśleć. Następnego dnia, gdy wyszedł, wyjęłam ją z kosza i wykręciłam całą zawartość do zlewu. Pustą tubkę wyrzuciłam.
Potem spojrzałam na jego szafę. Zauważyłam, że jedna z koszul pachnie czymś innym niż wcześniej. Po prostu zdjęłam ją z wieszaka i powąchałam. To był ten sam zapach.
Obca kobieta. W nocy nie mogłam spać. Bartek spał obok, oddychając spokojnie. Wyjęłam moją najdroższą kosmetyczkę, znalazłam biały krem i wycisnęłam go do tubki, którą on używał.
Wyrównałam masę, zakręciłam nakrętkę i odstawiłam na miejsce. Miałam zamiar tylko sprawdzić, czy zauważy. Przez dwa dni nie było żadnej reakcji. Trzeciego dnia Bartek przyszedł z pracy zły, rzucając torby.
Mówił o konflikcie z szefem. Ale następnego dnia, kiedy wyszedł, otworzyłam jego szufladę. Znalazłam tam bilet do Łodzi sprzed dwóch miesięcy, a przy nim zdjęcie. Na zdjęciu Bartek obejmował kobietę, z którą pracował.
Był na nim taki sam uśmiech, jakim obdarzał kiedyś mnie. Wiedziałam, że to nie wszystko. Zauważyłam na jego telefonie wiadomość od kogoś o imieniu „A. K.
” Pisali do siebie późnym wieczorem. Napisał: „Do zobaczenia, kochany”. A on odpisał: „Już tęsknię”. Mój mąż zdradzał mnie z kimś, kogo nazywał kochanym.
Tego wieczoru nie powiedziałam ani słowa. Patrzyłam, jak je kolację, jak kładzie się spać. A rano, zanim wyszedł, uśmiechnął się do mnie w drzwiach. Powiedziałam tylko: „Miłego dnia”.
I zamknęłam drzwi. Stałam nieruchomo, trzymając w dłoni jego telefon, który zapomniał. Ekran był odblokowany. Otworzyłam czat z A.
K. i zobaczyłam zaplanowane spotkanie na dziś wieczorem, w tym samym hotelu, w którym oni zawsze się spotykali. Nie wiem, co zrobię. Ale zanim wyjdzie z domu, musi się dowiedzieć, że wiem.
I że to nie koniec.