Jazda do naszego mieszkania na Żoliborzu była cicha, słychać było tylko szarpane oddechy Anny. Siedziała obok mnie, ściskając torebkę, a ja próbowałem złożyć w całość to, co właśnie usłyszałem. Potem wyciągnęła tablet i pokazała mi ekran. Aplikacje do wiadomości.

Tomasz. Mój syn. Ktoś włamał się do jego telefonu. Zaprowadziła mnie do salonu, ale nie mogłem usiąść.
Chodziłem wzdłuż okien, patrząc na światła miasta. Anna mówiła spokojnie, ale jej głos drżał przy każdym zdaniu. „Potem zwiększymy dawkę do finałowego uderzenia” – przeczytała na głos. Ledwo zdążyłem do łazienki, zanim zwymiotowałem.
Kiedy wyszła, pojechałem do domu i nie wiedziałem, co robić. Wysłałem próbki do dwóch różnych laboratoriów, żeby potwierdzić to, co już czułem. Wyniki miały przyjść za jeden do dwóch tygodni. Te same dłonie, które trzymały Tomasza, gdy się urodził, nauczyły go rzucać piłką.
Uścisnęły jego dłoń, gdy dołączył do mojej firmy. Teraz przygotowywał się do tego, żeby mnie zniszczyć. Zaraz się dowie, do czego zdolny jest jego ojciec, gdy walczy o życie. Rajmond pochylił się do przodu.
„Musimy zastawić pułapkę, zaprosić ich na kolację do pańskiego domu”. Mówił o dostępie do substancji kontrolowanych, o tym, że mój syn idzie do więzienia. Zostało nam jeden do dwóch tygodni. „Zabierzmy się do roboty”.
Rajmond skinął głową. „Jeśli Tomasz dostanie truciznę do pańskiego organizmu, mamy 90 sekund” – powiedział. Do niedzieli wieczorem przygotowania stały się pamięcią mięśni. Moja ręka drżała, gdy przewijałem do numeru Tomasza.
O 18:30 wszystko było gotowe. Identyczny zapas siedział w zasięgu ręki, gotowy do zamiany. Mój zegarek pokazywał 18:50. Poszedłem do okna, patrząc na kamery przygotowujące się do nagrania zdrady mojego syna.
Anna przyjechała pierwsza. Potem Tomasz. Dłoń Katarzyny od czasu do czasu dotykała jego ramienia. W moim gabinecie nalałem whisky do dwóch kryształowych szklanek.
Wrzuciłem lód do obu, podałem jedną Tomaszowi. Wróciliśmy do jadalni, gdzie Anna podała pieczeń. Przyniosłem szklankę do połowy do ust, gdy Anna przesunęła się za mną, sięgając po półmisek. „Oczywiście, tato, wracaj do zdrowia” – odpowiedział Tomasz.
Anna odprowadziła ich do drzwi. Przez okno patrzyłem, jak dochodzą do samochodu. Tomasz dodający proszek do mojej szklanki. O 22:30 warszawska policja zeszła do kamienicy Tomasza na Bemowie.
Skinąłem głową, niezdolny do mówienia. Więcej dowodów dla sprawy, która pośle mojego syna do więzienia. „Nie” – pochyliłem się do przodu. „Jesteś tylko nieudanym mordercą, który idzie do więzienia”.
Poszedłem do drzwi. Za mną głos Tomasza wzniósł się do krzyku. Biały proszek do mojej szklanki whisky. Każda witamina przybliżała Stanisława Kowalskiego do zatrzymania akcji serca.
SMS od Tomasza Kowalskiego do Marka Nowaka. Dwadzieścia za morderstwo Piotra Kamińskiego, piętnaście za spisek przeciwko Stanisławowi Kowalskiemu. Za mną jego głos wzniósł się do desperackiego krzyku.
„Chodźmy do domu” – powiedziałem do Anny.