Po latach pracy w końcu nadszedł czas, by spełnić swoje marzenie. Zawsze mówiłem, że otwarcie kawiarni to coś, co pomoże rozwijać okolicę i przyciągnie nowych ludzi. Ale było jedno, czego nie powiedziałem nikomu: najtrudniejsze nie było utrzymanie formy, tylko codzienne wracanie do pustego domu. Wstałem od stołu i wyszedłem do ogrodu, gdzie stała jabłoń posadzona razem z Haliną niedługo po narodzinach Sebastiana.

Za każdym razem, gdy na nią patrzyłem, wracało do mnie jedno pytanie: czy naprawdę chcę iść dalej sam?