Budzik jeszcze nie zadzwonił, a ja już otwierałem oczy. W kuchni nalewałem kawę do starego termosu, potem wsiadałem do swojej wysłużonej Skody, która przy odpalaniu wydawała dźwięk, jakby miała pretensje o każdy kolejny kilometr. Bogdan, jeszcze trochę i będziesz ją pchał do pracy. Żona, Edyta, przybiegła do kuchni z telefonem w ręku.

Pokój we Wrocławiu, jedzenie, bilety, książki, dojazdy do domu. W soboty zamiast odpoczywać jeździłem do ludzi naprawiać furtki, zamki, zawiasy. Czasem wracałem wieczorem i nie miałem siły nawet jeść. Może 60 tysięcy, może 70, może więcej.
Na zakończenie studiów Karoliny pojechaliśmy z Edytą do Wrocławia. Ja oczywiście twierdziłem, że coś wpadło mi do oka. Po wszystkim Karolina podeszła do nas. Nie do końca rozumiałem, na czym to wszystko polegało.
Zaczęła jeździć służbowo do Warszawy. Ja rano zakładałem robocze spodnie i szedłem do hali. Pierwszy raz przyjechał do nas późną wiosną. Kiedy przyjeżdżałem do Wrocławia, Karolina zaczęła zwracać uwagę na mój samochód.
Karolina spojrzała na mnie od góry do dołu. W drodze do domu zapytałem Edytę. Wtedy przeszła do następnego tematu. Kilka tygodni później Marcin przyjechał do nas w południe.
Jak coś jest zrobione rękami, wiadomo, że wytrzyma dwadzieścia lat. Ona kilka dni później zadzwoniła do Edyty i powiedziała, że chce do nas przyjechać. Raz byliśmy nad Adriatykiem dawno temu, jeszcze kiedy Karolina chodziła do szkoły. Karolina, około dwunastu tysięcy.
Dwanaście tysięcy? To ty wysyłasz nas do Grecji w dniu ślubu własnej córki. Potem powiedziała coś, czego chyba do końca życia nie zapomnę. Teczka z wyjazdem do Grecji leżała na komodzie w przedpokoju.
Karolina dzwoniła kilka razy, głównie do Edyty. Ona obierała fasolkę szparagową, ja czyściłem małe nożyce do gałęzi. Mówiła, że od dawna chcieliście polecieć do Grecji. Panie Bogdanie, chodź do domu.
Karolina powiedziała mi, że sami chcieliście wyjechać do Grecji. Odwróciła się do Marcina. Grecję, waszą niechęć do wesela. Nie zadzwonił do Karoliny od razu.
Lecą do Grecji. Karolina przyjechała do nas następnego dnia. Zadzwonił do mnie. Karolina, ja do niego nie dzwoniłem.
Karolina odwróciła się do Edyty. Podeszła do niej i powiedziała bardzo spokojnie. Edyta czasem pisała do niej wiadomości. Najpierw rzadko wpadała do Edyty, kiedy byłem w pracy.
Za to częściej przyjeżdżała do nas. Nie wrócili do planowania ślubu. Karolina od razu podeszła do niej. Możesz nakryć do stołu.
Pewni jesteśmy tylko tego, że nie chcemy wracać do tego, co było. Od domu przez ogród do Marcina. A jeśli ta historia dała wam do myślenia, zostawcie łapkę w górę. Wszystko zaczęło się niewinnie.
Karolina chciała skończyć studia, a my z Edytą robiliśmy, co mogliśmy, żeby jej pomóc. Pracowałem jak wół, odkładałem każdą złotówkę, ale ona coraz częściej wyjeżdżała do Warszawy. Potem pojawił się Marcin. Edyta od razu go polubiła, a ja udawałem, że wszystko jest w porządku.
Aż do dnia, kiedy Karolina ogłosiła zaręczyny. Planowaliśmy skromne wesele, ale ona nagle zapragnęła Grecji. Marcin zapewniał, że weźmie kredyt, a ja myślałem: nie dam rady. Kłótnia wybuchła przy obiedzie.
Karolina krzyczała, że zawsze wszystko robię po swojemu, że nie szanuję jej wyborów. Potem padły słowa, które mnie zmiotły: „Nawet nie musicie przyjeżdżać na wesele. Możecie polecieć do tej waszej Grecji”. Wstałem od stołu i wyszedłem.
Teczka z wyjazdem leżała na komodzie, kupiona w sekrecie, bo chciałem zrobić Edycie niespodziankę na trzydziestolecie ślubu. Ale Karolina myślała, że to dla nas, na przekór jej ślubowi. Nie tłumaczyłem się. Nie miało to już sensu.
Wieczorem Edyta płakała w sypialni. Ja siedziałem w garażu i patrzyłem na te dwa tysiące złotych, które udało mi się odłożyć na wesele. Następnego dnia Karolina przyjechała i powiedziała spokojnie: „Nie musicie przyjeżdżać. Lecimy do Grecji”.
Edyta próbowała ją zatrzymać, ale Karolina tylko się uśmiechnęła. Potem Marcin do mnie zadzwonił, ale nie odebrałem. W końcu dotarło do mnie, że ta Grecja nigdy nie była prezentem. To był tylko pretekst, żeby nas nie było.
Karolina odcięła się od nas na kilka tygodni. Edyta wysyłała jej wiadomości, ale odpowiedzi były krótkie i chłodne. Potem niespodziewanie Karolina zaczęła przyjeżdżać częściej, zwykle wtedy, gdy byłem w pracy. Siadała z Edytą w kuchni, rozmawiały cicho.
Kiedy wracałem, milkły. Nie wrócili do planowania ślubu. Zostało tylko jedno pytanie, które wisiało w powietrzu: czy to koniec, czy dopiero początek czegoś gorszego. Teraz siedzimy we trójkę przy stole, a Karolina mówi, że możemy nakryć do stołu.
Ale żadne z nas nie wie, co będzie dalej. Pewni jesteśmy tylko tego, że nie chcemy wracać do tego, co było. Od domu przez ogród do Marcina – a może jeszcze dalej, tam gdzie już nie ma ścieżek.
A jeśli ta historia dała wam do myślenia, zostawcie łapkę w górę.