Serce podeszło mi do gardła, gdy tylko przekroczyłam próg rezydencji Wysockich. Nigdy nie lubiłam tam jeździć, ale tym razem było inaczej. Byłam tu, bo musiałam. Ojciec Henryka, po śmierci jego matki, stał się jeszcze bardziej wyniosły i apodyktyczny.

Usiedliśmy przy ogromnym stole w jadalni, nakrytym białym obrusem. Obok mnie siedział Henryk, próbując zachować spokój, ale widziałam, że jego palce drżą na widelcu. Z drugiej strony stołu, naprzeciwko, siedziała Karolina, siostra Henryka, ubrana w idealnie skrojoną sukienkę, z zimnym uśmiechem na twarzy.
„Heleno, ten naszyjnik nie pasuje do tej sukienki