System poinformował mnie, że właściciel konta zażądał tymczasowego wstrzymania transakcji. To nie była awaria, nie był to też błąd systemu ani przekroczony limit. Ktoś celowo zamroził pieniądze. Stałam przy kasie w sklepie, z kartą w dłoni, a przede mną rósł rachunek za zakupy, których nie mogłam opłacić.

Z tyłu głowy wciąż miałam Janka w szpitalu, a jego rachunki już dawno przekroczyły wszelkie granice. W drodze do szpitala Janek ścisnął moją dłoń. Jego małe palce były zimne, a ja wiedziałam, że to nie choroba, tylko strach. Obiecałam mu, że wszystko będzie dobrze, choć wcale nie byłam pewna, czy to prawda.
Gdy weszłam do gabinetu ojca, poczułam zapach starych papierów i kurzu. Na biurku leżała teczka, której wcześniej nie zauważyłam. Otworzyłam ją drżącymi rękami. Dokumenty jasno stwierdzały, że pakiet kontrolny nad firmą należy do mnie.
To ojciec zapisał mi udziały, nie Wiktorii, nie Kubie. Ale oni musieli o tym wiedzieć od dawna. Wiedzieli i celowo ukrywali to przede mną. Spojrzałam na portret ojca wiszący nad biurkiem.
Wydawał się patrzeć wprost na mnie, jakby chciał coś powiedzieć. W tamtej sekundzie dotarła do mnie przerażająca prawda. Oni nie tylko chcieli mnie odsunąć od firmy. Oni chcieli mnie całkowicie zniszczyć.
Zadzwoniłam do pana Tomasza, starego przyjaciela ojca, który znał wszystkie sekrety tej rodziny. Jego głos był spokojny, ale słyszałam w nim ostrzeżenie. Powiedział, że Wiktoria od dawna planuje przejąć wszystko, a Kuba tylko jej w tym pomaga. Zapytałam, dlaczego nikt mi tego wcześniej nie powiedział.
Odpowiedział, że myślał, iż sama się zorientuję. Rozłączyłam się, zanim zdążył dokończyć. Tego samego dnia Wiktoria przyszła do szpitala. Założyła maskę troskliwej matki, ale ja widziałam jej prawdziwe zamiary.
Zapytała o zdrowie Janka, a potem niespodziewanie rzuciła: „Janek powinien być w sanatorium. Dla jego dobra. ” Wiedziałam, co to znaczy. Chciała go zabrać ode mnie, żebym została całkiem sama.
Kiedy wróciłam do domu, znalazłam na biurku wyciągi z firmowego konta. Wydatki, których nie autoryzowałam. Wynajem luksusowego apartamentu na Wilanowie, zakupy w salonie jubilerskim w centrum Warszawy, zaliczka na luksusowy samochód na nazwisko Wiktorii, ale opłacona z konta firmy. Łącznie ponad 350 000 zł.
Te 350 000 mogłoby pokryć całe studia Janka, a może nawet więcej. Zawiadomiłam głównego księgowego. Przelew na 500 000 zł na projekt oznaczony kodem 11. Kuba próbował to ukryć, ale dokumenty były jasne.
Zaprosiłam go do szpitala, do pokoju Janka. Chciałam, żeby zobaczył, co naprawdę jest ważne. Kiedy wszedł, od razu zaczął atakować. „Nie masz prawa tu być.
To ja zarządzam firmą. ” Spokojnie pokazałam mu kopie dokumentów. Jego twarz pobladła. „To moja firma, Kuba.
I ty o tym doskonale wiesz. ” Próbował mnie zastraszyć, groził, że pójdzie do sądu. Powiedziałam mu, że sąd tylko potwierdzi to, co już wiem. Wtedy Wiktoria weszła do sali.
Była wściekła. „Co ty wyprawiasz? ” – krzyknęła. – „To ty zniszczysz tę rodzinę!
” Spojrzałam na nią zimno. „To ty ją niszczysz, Wiktorio. Ty i twoje kłamstwa. ”
Zostawiłam ich w szpitalu i pojechałam do firmy.
Na zebraniu zarządu poinformowałam wszystkich, że od dziś ja przejmuję kontrolę. Kuba próbował protestować, ale nikt go nie słuchał. Dokumenty były jednoznaczne. Tej samej nocy zadzwoniłam do szpitala, żeby sprawdzić, czy Janek śpi.
Lekarz powiedział, że dobrze wraca do zdrowia. Wtedy poczułam, że mogę odetchnąć. Ale wiedziałam, że to dopiero początek. Następnego dnia Wiktoria przyszła do mnie z propozycją.
„Oddam ci spokój, jeśli oddasz mi udziały. ” Uśmiechnęłam się. „Nie masz mi nic do oddania. To wszystko moje.
”
Od tamtej pory życie naszej rodziny już nigdy nie było takie samo. Ale ja wreszcie stanęłam po właściwej stronie. Dla siebie i dla Janka. Skończyłam pisać list do prawnika.
Na kopercie napisałam nazwisko Wiktorii. Zamknęłam ją i schowałam do szuflady. Jutro rano wyślę. Wieczorem Janek zapytał mnie, czy nadal go kocham.
Przytuliłam go i powiedziałam, że zawsze. Jego uśmiech był wart każdej walki.