Mruknąłem cicho, bardziej do siebie niż do niej. To było wtedy, gdy po raz pierwszy zauważyłem, że coś się zmienia. Ale wtedy nawet nie przyszło mi do głowy, żeby dopytać. Zadzwoniłem do niej wtedy.

Pamiętam, że Ela śmiała się, złapała mnie za rękę i powiedziała: „No chodź, zatańczymy”. A tutaj, na tym zdjęciu, siedzi przy stoliku pochylona lekko do przodu. Mówiła wtedy, że idzie tylko na chwilę, że nie ma siły siedzieć do późna. A na zdjęciu kieliszek wina w ręku, głowa lekko odchylona do tyłu.
Zdjęcia robiły się rzadsze, ale były jak ślady, które ktoś próbował zatrzeć, ale nie do końca. Oczy same wracały do zdjęć, do niej, do tego uśmiechu, którego od dawna u mnie nie było. Spotkania, rozmowy, śmiech, wszystko to, co kiedyś było nasze, przeniesione gdzie indziej, do kogoś innego. Schowałem telefon do kieszeni, ale obraz nie znikał.
Czas się jakoś rozmył, jakby ktoś wyciął kawałek dnia i wyrzucił go do kosza. Wszedłem do środka. No jak po przejechaniu przez tramwaj. No widzisz.
Odwróciłem się i ruszyłem do drzwi. Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem telefon. Wracałem do domu, robiłem swoje, ale to się skończyło. „Znajdę cię” – powiedziałem cicho, bardziej do siebie niż do niego.
Poszedł do stolika w głębi. Usiadł tyłem do ściany. Podszedł prosto do Romana i usiadł naprzeciwko, bez powitania, bez uśmiechu. Plecy miałem do nich, ale uszy pracowały.
Odwróciłem się powoli i wróciłem do stolika. Przypomniałem sobie, jak zaczęła odkładać telefon ekranem do dołu, jak szybciej kończyła rozmowy, jak mówiła „nic takiego”, kiedy pytałem. To wszystko zaczęło się układać. Wstałem i podszedłem do wyjścia.
Schowałem telefon do kieszeni i odepchnąłem się od ściany. Do szpitala wróciłem późnym wieczorem. Drzwi do jej sali otworzyłem powoli, żeby nie narobić hałasu. Zawsze mówiła, że nie ma nic do ukrycia, że to tylko niepotrzebne utrudnienie.
A tam, na szafce, leżały zdjęcia – te same, które widziałem wcześniej. Jakby coś mnie zmuszało, żeby zobaczyć wszystko do końca. Były fragmenty nie do powiedzenia, jakby pisali o czymś, czego nie chcieli nazwać wprost. „No to się pomyliłaś” – powiedziałem cicho do siebie.
Nocny deszcz zostawił po sobie wilgoć, ławki mokre, liście przyklejone do ścieżek. W rękach trzymałem notes, stary, trochę zagięty na rogach. Każdy system je ma. Wróciłem do notatnika.
Roman, praca, finanse, Ela dostęp do domu. Telefon Eli, Facebook, wszystko było pod ręką. Minęło może 10 minut od momentu, kiedy wrzuciłem kopertę do skrzynki. Potem nagle odwróciła się i weszła do środka tak szybko, że drzwi odbiły się o ścianę.
Głosy dotarły do mnie po chwili. „Co to do cholery jest? Do kogo dzwonisz? ” – usłyszałem.
Przyłożył telefon do ucha. Wsiadłem do samochodu i przez chwilę siedziałem bez ruchu, ręce oparte o kierownicę. Usiadłem przy stoliku w rogu, plecami do ściany, odruchowo zacząłem robić to samo, co on. Podeszła do stolika bez wahania.
Później, kiedy odeszła, Danuta pochyliła się lekko do przodu. Sięgnęła do torebki i wyciągnęła mały pendrive. Wziąłem pendrive do ręki. Wsunąłem pendrive do kieszeni.
Dzwonił do mnie rano. Weszliśmy do środka. Drzwi do jego biura były zamknięte, ale klucz zadziałał bez problemu. Podszedłem do biurka.
System się otworzył. Foldery nazwane niby normalnie, ale wystarczyło zajrzeć do środka. Włożyłem pendrive do portu. Złapałem kilka dokumentów z biurka i wsunąłem do torby.
Te same słowa, które wszyscy mówią. Odwróciłem się i poszedłem do sypialni. Kiedy wróciłem do kuchni, stała w tym samym miejscu, jakby się nie ruszyła. Wsadziłem ją do szuflady, zamknąłem.
Kilka dni później poszedłem z Danutą do domu kultury. Kupiłem kilka kawałków ciasta, wrzuciłem datę do puszki. I wtedy to zobaczyłem. Na jednym ze starych zdjęć, które trzymała w rękach, była data.
Ta sama data, którą widziałem w notesie. Ta sama data, którą widziałem na ekranie telefonu Romana. I nagle wszystko, co myślałem, że wiem, przestało mieć sens. Spojrzałem na Danutę, a ona uśmiechnęła się w sposób, który zamroził mi krew w żyłach.
„Wiedziałeś, prawda? ” – zapytała cicho. A ja nie wiedziałem już niczego. Nie wiedziałem, kim jest Danuta.
Nie wiedziałem, dlaczego ma pendrive z dokumentami Romana. Nie wiedziałem, dlaczego na zdjęciu sprzed dziesięciu lat stoi obok mojej żony, uśmiechnięta, z ręką na jej ramieniu. I nie wiedziałem, co zrobię, kiedy wrócę do domu i znajdę na stole list, który zostawiła dla mnie Ela.