No właśnie. Tylko że rodzina raczej nie dzwoni do człowieka o wpół do nocy z pretensją, że tir stoi pod Wrocławiem. Jeszcze kilka dni temu od razu zacząłbym przepraszać, tłumaczyć się, obiecywać, że zaraz oddzwonię do magazynu. Kierownik z Radomia dzwonił do mnie trzy razy, a ciebie nie ma.

No odezwij się. Tego się nie spodziewałem. Podłożyłem telefon ekranem do dołu i poszedłem pod prysznic. Mój ojciec uważał, że człowiek jest coś wart tylko wtedy, kiedy pracuje do utraty sił.
No nareszcie. Zostaje do końca urlopu. Wróciłem do pokoju późno. Patrzyłem długo na ekran, a potem nagle dotarło do mnie coś bardzo prostego.
Terminy, koszty, transporty, problemy do ugaszenia. A teraz siedziałem przy oknie samolotu i patrzyłem na chmury, jakbym wracał nie do domu pod Warszawą, tylko do obcego miejsca. Przyjedź od razu do domu. No tak.
Henryk pochylił się do przodu. Sam do tego doprowadziłeś. Ja siedziałem nad raportami do 2:00 rano. A potem jeszcze wracałem do domu i udawałem, że wszystko jest w porządku.
Do Warszawy pojechałem następnego dnia rano, specjalnie wcześnie, żeby uniknąć korków, ale i tak utknąłem chwilę przy wjeździe do centrum. Siedziałem w samochodzie, patrząc na ludzi biegnących z kawą do biur i miałem dziwne wrażenie, że od lat żyłem obok normalnego świata. Drzwi do biura Wiktora były otwarte. I znowu uderzyło mnie to dziwne uczucie spokoju, jakbym wszedł do miejsca, gdzie nikt nie zamierzał na mnie krzyczeć.
Henryk ma talent do sprzedawania własnych sukcesów jako pracy całego świata wokół. Wstał i podszedł do okna. Wiktor wrócił do stołu. 40 000 miesięcznie na start.
Tutaj nikt nie będzie do pana dzwonił o 2:00 w nocy tylko dlatego, że ktoś źle zaplanował produkcję. Do 2 milionów złotych. Kilka razy jechałem oglądać maszyny, choć to w ogóle nie należało do moich obowiązków. Do firmy pojechałem wcześnie rano, specjalnie przed zmianą, zanim parking całkiem się zapełnił.
Ktoś inny nagle przypomniał sobie, że musi iść do magazynu. Podobno poszedł do konkurencji. Za mocno ustawiona klimatyzacja, długi stół i ten sam ekspres do kawy, który od lat robił lurę zamiast kawy. Proszę przejść do rzeczy.
Odprawa wynosi 70 000 zł brutto. Odezwałem się spokojnie do prawnika. Nie było już raportów do poprawienia, telefonów w nocy, wiecznego poczucia winy, nic, tylko cisza. Tramwaje, ludzie biegnący do pracy, chłodne, poranne światło między blokami.
Do biura przyjechałem przed 8:00. Nie mogłem się przyzwyczaić do tego, że nikt na mnie nie wrzeszczy. Wiktor usiadł z kawą i od razu przeszedł do rzeczy. No to zaczynamy od problemów.
Te kontrakty są do poprawy. No jak? I nagle dotarło do mnie coś bardzo prostego. No właśnie o to chodzi.
Siedziałem właśnie nad analizą kosztów transportu do Czech, kiedy ekran telefonu nagle rozświetlił się znajomym nazwiskiem. Patrzyłem chwilę na telefon, a potem odłożyłem go ekranem do dołu i wróciłem do raportów. Jeden kontrakt do Niemiec podobno wrócił przez wadliwe profile. Któregoś dnia Łukasz wszedł do mojego gabinetu z dziwną miną.
No i zaczęło się. Przez lata łatałem dziury tak szybko, że nikt nie widział, jak fatalny jest cały system. Wieczorem wracałem do mieszkania pieszo przez centrum Warszawy. Miejsce, do którego raczej nie trafiali ludzie z firmowych spotkań i biznesowych lunchów.
A teraz patrzę na to wszystko i Boże, on naprawdę traktuje ludzi jak części do maszyn. Chciałbym ci powiedzieć, że da się wrócić do tego, co było. Nie luksusowy apartament z katalogu, po prostu spokojne miejsce do życia. Sylwia śmiała się ostatnio, że wyglądam młodziej niż w dniu, kiedy pierwszy raz wszedłem do biura Wiktora i chyba miała rację.
Na początku aż trudno było mi się do tego przyzwyczaić. Wieści o firmie Henryka docierały do mnie coraz rzadziej. Parsknąłem cicho sam do siebie.
Nie zapomnij, że masz urlop jeszcze do poniedziałku i żadnych raportów.