Małgorzata pomyślała, że to początek czegoś nowego. Klucz wszedł do zamka, drzwi uchyliły się, a przed nią stanęło puste mieszkanie, pachnące farbą i nadzieją. Agentka machnęła ręką, mówiąc coś o formalnościach, ale Małgorzata już nie słuchała. Patrzyła na ściany, które miały należeć tylko do niej.

Oskar pojawił się przypadkiem, choć nie do końca. Odprowadzał ją do domu, dzwonił, zapraszał do kina. Wtedy jeszcze wydawało jej się, że to on jest tym czego potrzebuje. Po ślubie wprowadził się do niej, do jej mieszkania, do jej świata.
Pracował do późna, a jego matka dzwoniła codziennie. Małgorzata kroiła warzywa do sałatki, gdy wszedł do kuchni, objął ją od tyłu i oparł brodę na jej ramieniu. „Może mama mogłaby do nas przyjechać na tydzień, dopóki nie skończą remontu” – powiedział cicho. Pocałował ją w policzek i poszedł zadzwonić.
Małgorzata wróciła do sałatki, ale jej nastrój już się zepsuł. Elżbieta przyjechała z roślinami, garnkami i walizką pełną rzeczy. „No cóż, rozgoszczę się” – oznajmiła, stawiając doniczki na parapecie. Buty Małgorzaty zniknęły z przedpokoju, książki trafiły do szafy.
„Właśnie nie masz już dwudziestu lat” – usłyszała, gdy próbowała zaprotestować. Któregoś dnia drzwi do kuchni były uchylone, a głos teściowej rozbrzmiewał w całym mieszkaniu. „Włożyłam pieniądze do banku, dają dobry procent i będę żyła spokojnie z tego” – mówiła Elżbieta do kogoś przez telefon. „Oskar, proszę, żeby znalazł sobie miejsce do życia.
Jej rzeczy możesz wyrzucić do piwnicy”. Małgorzata stała nieruchomo za drzwiami, a każdy wyraz wbijał się w nią jak nóż. Zrozumiała, że rozmowa dotarła do ślepego zaułka. Wychodziła wcześniej do pracy, wracała później.
„No nic, pomyślałam, żeby trochę odświeżyć atmosferę” – powiedziała później do siebie. Pewnego wieczoru podeszła do komody, podniosła ją i odwróciła się do teściowej. Czekała, aż Elżbieta wejdzie do łazienki, i cicho zamknęła drzwi. Oskar wszedł do domu, zdjął buty i obejrzał nowy układ mebli.
Wzruszył ramionami. Potem poszedł do pokoju i zaczął wyjmować jej ubrania z szafy. „Za brak szacunku do mojej rodziny, za egoistyczne zachowanie” – mówił, wrzucając jej rzeczy do dużej torby. Małgorzata patrzyła, jak jej mąż pakuje jej życie gwałtownymi, pełnymi złości ruchami.
„Wystarczy na pokój, albo niech pani idzie do Kingi” – rzuciła Elżbieta z kuchni. Małgorzata wzięła torbę, wyszła bez słowa i zamknęła za sobą drzwi. Wieczorem Oskar próbował wejść do kuchni, ale drzwi były zamknięte. Wróciła do pracy, do wynajętego pokoju, do siebie.
To było powracanie do siebie. W weekend poszła do sklepu budowlanego. Kiedy skończyła, odsunęła się do drzwi i obejrzała pokój. Miała cicho, porządek, swoje zasady.
Wracając z pracy, usłyszała żałosne miałczenie w klatce. Wzięła kociaka ostrożnie, owinęła w szalik i zabrała do domu. „Dzwoni do mnie codziennie, żeby się skarżyć” – powiedziała Paulinie przez telefon. Śmiała się, robiła mu zdjęcia i wysyłała do przyjaciółki.
Wzięła dzień wolny, włożyła torbę do bagażnika i umieściła Rudzielca w transporterze. Próbowała wrócić do Oskara, ale on odmówił. Nie chciała wracać do cienia, do dodatku do męża, do celu krytyki teściowej. Chciała być sobą.
I pewnego dnia wróciła do swojego mieszkania. Otworzyła drzwi własnym kluczem. W środku było cicho, pusto i czysto. Nie było już Elżbiety ani Oskara, tylko ona i Rudzielec.
A ona stała w progu i po raz pierwszy od dawna czuła, że wraca do domu.