Powiedział do niej “kochanie” i pocałował ją w czoło, a pół godziny później wyprowadzał z konta ostatnie oszczędności. Gdy mu o tym powiedziałam, odparł, że to “inwestycja w naszą przyszłość”….

Siedziałem przy kuchennym stole, udając, że czytam gazetę. Ale od kilku dni prawie nic do mnie nie docierało. Wszystkie myśli wracały do jednego: 42 000 złotych zniknęło ze wspólnego konta Justyny. Jej mąż, Adrian, tłumaczył to jakąś “inwestycją”.

Thumbnail

Tylko że on nawet własnej matce nie potrafił pomóc, gdy ta potrzebowała pieniędzy na leki. Znałem Adriana od lat. Gdy wpadał do mojego mieszkania, zawsze robiło się gwarno i wesoło. Pytał o zdrowie, pomagał założyć płaszcz przy wyjściu.

Przy nim Justyna wydawała się szczęśliwa. A jednak coś w środku nie dawało mi spokoju. Może to słowa pani Edyty z apteki, które ciągle wracały mi do głowy. Może zmęczona twarz mojej córki, gdy ostatnio ją odwiedziłem.

Justyna zadzwoniła do mnie wtedy z takim podekscytowaniem w głosie, jakiego dawno nie słyszałem. “Tato, Adrian ma dla nas świetną okazję! ” — mówiła. Poszedłem do osiedlowej apteki po tabletki na ciśnienie i tam ustaliłem wszystko.

Adrian przekonał Justynę do inwestycji, a pieniądze trafiły do firmy powiązanej z Oliwią — kobietą, o której nikt w rodzinie nie chciał rozmawiać. Detektyw potwierdził moje najgorsze obawy. Adrian zaplanował to wszystko. Nawet notes w mojej szufladzie, w którym od tygodni zapisywałem pytania, nie był mi już potrzebny — odpowiedzi znałem.

Wsiadłem w samochód i pojechałem do miasteczka, gdzie mieszkała matka Adriana. Pani Stefania potwierdziła wszystko, co chciałem wiedzieć. Wracałem do domu w zupełnej ciszy. Następnego dnia zadzwoniłem do mecenas Pauliny, kontakt od siostrzenicy.

Wieczorem usiadłem przy stole w kuchni, kilka razy brałem telefon do ręki i odkładałem. W końcu wybrałem numer do Justyny. “Przyjedź z Adasiem. Musimy porozmawiać.

Gdy weszła, Adaś od razu zaczął biegać po mieszkaniu z samochodzikami. Justyna była blada. Usiedliśmy w kuchni. Powiedziałem jej wszystko — o Oliwii, o firmie, o tym, że Adrian od miesięcy wyprowadzał pieniądze.

Słuchała w milczeniu, a potem powoli wstała od stołu i podeszła do okna. Nie chciała wracać do domu, dopóki nie uporządkuje myśli. Minęło kilka tygodni, zanim Justyna pojechała do pani Stefanii. Nie musiała tego robić, ale pojechała.

“Prababciu” — mówi teraz Adaś, a starsza pani zawsze się wtedy uśmiecha, choć formalnie nie jest już jego babcią. Justyna wróciła do pracy w szkole, silna i rozważna. Kiedy już podejmie decyzję, idzie do przodu. Widzę to w jej oczach.

A ja? Nadal parzę kawę rano i otwieram okno. Ale teraz patrzę uważniej.

O wiele uważniej.