Dariusz rzucił się do przodu bez ostrzeżenia. „Jakim prawem tak się do niej odnosisz? ” – jego twarz przypominała burzową chmurę, gdy wkraczał do sali. Gwałtownie odepchnął Klaudię na bok, przykleił do twarzy najbardziej obłudny uśmiech swojego życia i praktycznie podbiegł do przodu.

Jego cera przeszła od zaczerwienionej do bladej, a potem do szarości trupa. Źrenice Dariusza skurczyły się do rozmiaru łebka od szpilki, gdy urzędnik bankowy oznajmił: „W celu zabezpieczenia naszej pożyczki pomostowej w wysokości 20 milionów złotych sąd upoważnił do natychmiastowego zajęcia pańskiego majątku. ”
Wrzasnął, rzucając się do przodu, by podrzeć dokument, ale dwóch mięśniaków przygwoździło go do ziemi. „Oczywiście, jeśli w ciągu trzech dni przeleje nam pan 20 milionów, dom znów będzie pański” – powiedział urzędnik, mijając Dariusza w drodze do drzwi wejściowych.
„Dyrektorze Dąbrowski, błagam, niech pan mnie wpuści do wiceprezesa” – jęknął Dariusz. „Myślisz, że mój wiceprezes zaryzykuje cały bank dla twoich marnych 20 milionów? ” – usłyszał w słuchawce. Zadzwonił do swojego największego dostawcy sprzętu, potem do inwestora, z którym w każdą niedzielę grał w golfa w Rajszewie.
„Możesz mi pożyczyć piątkę na most? ” – usłyszał. „Doszedłeś do ściany, co? ” – odpowiedziano mu z drugiej strony.
Kamiński, zadzwoń do działu prawnego – powiedziałam, podchodząc do sejfu biometrycznego. Nie bawcie się w wezwania do zapłaty. Szarpnęłam Klaudię do tyłu, walcząc o torbę. Chwyciła dwa Rolexy i garść gotówki, wpychając je do kurtki.
15 milionów długu osobistego, 20 milionów niespłaconego kredytu, 10 milionów długu z ulicy Uzmi – razem 45 milionów złotych pod wodą. „Bierzcie wszystko, co nie jest przykręcone do podłogi” – zarządziłam. Bandyta podniósł Rolexy, wytarł je o koszulę i włożył do kieszeni. „Mamo, Dariusz próbował…
” – zaczął ktoś, ale został uciszony. „Nawet jeśli będziesz musiał zbierać puszki do końca życia, należysz do nas” – powiedział komornik, wsiadając do samochodu i odjeżdżając. „Te szmaty i tak idą do kontenera PCK” – dodał, a szepty wbijały się w Dariusza jak szpikulce do lodu. Tego wieczoru, o 20:00, odbyło się prywatne spotkanie z syndykatem łańcucha dostaw w klubie Obsydian.
O 20:30 drzwi do pokoju VIP otworzyły się. Prezes Majewski niemal się ukłonił, gdy do mnie podszedł. „Panowie, rocznik 1990 do Maine de la Romane Conti” – zarządziłam. Zmuszona do powrotu do Warszawy, sprzedana do tego podziemnego klubu, by odpracować swoje długi, doczołgała się do moich stóp, próbując objąć moje łydki.
„Wyrzućcie tę wariatkę do załka. Niech ją wywiozą do jakiejś agencji pod wschodnią granicą” – poleciłam. „Odprowadzić panią do windy? ” – zapytał ochroniarz.
„Zabiorę cię ze sobą do piekła” – syknęła, wijąc się jak ryba na desce do krojenia. Zaktualizowałam system bezpieczeństwa do standardów wojskowych trzy dni temu. Mój zespół prawny przekaże to nagranie do prokuratury o 8 rano. „Nie, nie pójdę do więzienia.
Ja po prostu odebrałam to, co do mnie należało” – powiedziałam. „Czy naprawdę nic już do mnie nie czujesz? ” – zapytał. „Zanieś to do sądu” – odpowiedziałam.
„Zaharowywałaś się do kości, sprzątając ten bałagan” – zauważył ojciec, naturalnie przechodząc do interesów.