Na imprezie, wśród śmiechów i brzęku kieliszków, mój mąż przegrał w karty ze swoim przyjacielem. Stawką była noc ze mną. „Idź, spłać mój dług, suko! ” – warknął, popychając mnie w stronę sypialni.

Czułam, jak cała krew odpływa mi z twarzy, ale nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, drzwi zamknęły się za mną. Siedziałam tam, w półmroku, czekając na coś, czego sama nie potrafiłam nazwać. Minuty ciągnęły się jak wieczność. A potem usłyszałam kroki – szybkie, ciężkie.
Drzwi otworzyły się z hukiem. To nie był Igor, tylko Stanisław. Był blady jak ściana, jego oczy były szeroko otwarte, a ręce drżały. „Co ty zrobiłeś?
” – wyszeptał. „Co ty, do cholery, zrobiłeś? ”
Nie rozumiałam. To on mnie tu wepchnął.
To on ustalił tę żałosną stawkę. A teraz patrzył na mnie tak, jakbym to ja popełniła zbrodnię. Zza jego pleców wychylił się Igor – spokojny, opanowany, z dziwnym uśmiechem na ustach. Patrzył na Stanisława, nie na mnie.
„Źle oceniłeś sytuację, stary” – powiedział cicho. „Bardzo źle. ”
Stanisław zrobił krok do tyłu, jakby nagle zobaczył we mnie kogoś obcego. „Nie wiedziałem” – wymamrotał.
„Nie mogłem wiedzieć. ” A potem odwrócił się i trzasnął drzwiami, zostawiając mnie samą z Igorem, który wciąż się uśmiechał. „Może teraz zrozumiesz” – powiedział. „Może wreszcie zrozumiesz, dlaczego wszystko potoczyło się tak, jak się potoczyło.
”
Usiadłam na brzegu łóżka, czując, że ziemia usuwa mi się spod nóg. Cały mój świat, całe te lata małżeństwa, wszystkie kompromisy i upokorzenia – wszystko to nagle złożyło się w jedną całość, której nie potrafiłam jeszcze objąć rozumem. Mój mąż właśnie sprzedał mnie jak rzecz. Ale to nie on był teraz największym problemem.
Bo Igor patrzył na mnie tak, jakby znał odpowiedzi na pytania, których bałam się zadać.