Nawet nie spojrzał na moją wyciągniętą rękę. Woda sięgała mi już do piersi, lodowata, wdzierająca się pod ubranie, odbierająca oddech. Andrzej przycisnął mnie do cienia pod dachem samochodu, jego twarz przy uchu, szept twardy jak kamień. Zacisnęłam zęby tak mocno, że poczułam smak krwi.

Chciał go wykorzystać do przemytu. Cała jego czułość, ta pozorna troska, nawet gotowość do przyjęcia pod dach sparaliżowanego szwagra – to wszystko była gra. Dariusz, przemoczony do suchej nitki, klęczał nad wodą, ściskając moją kurtkę i płacząc do kamer. Grał rolę pogrążonego w żałobie szwagra, a ja miałam być jego ofiarą.
Głęboko odetchnęłam, zmuszając się do spokoju. Wstałam i podeszłam do krawędzi jaskini, patrząc w bezdenną wodę. Jeśli nagrać ich rozmowę, jeśli zdobędę dowód, w którym przyznają się do zabójstwa, to będzie gwóźdź do ich trumny. Musiałam odegrać swoją rolę do końca.
Wzięłam sprzęt i wróciłam do miasta. W deszczu, który spływał mi z czoła do oczu, on włożył mi do lewego ucha słuchawkę Bluetooth, a sobie do prawego. „A co do Leny, tej idiotki, przywiązałem jej pas bezpieczeństwa na amen do stalowej ramy pod siedzeniem. Do tego na tylnym siedzeniu siedział ten sparaliżowany Kaleka.
” Zgryzłam się w wewnętrzną stronę policzka, aż poczułam żelazo na języku. „No dobrze, dosyć o tych zmarłych. ”
Człowiek w masce podszedł do drzwi kierowcy Mercedesa. Wrócił do willi na pełnej prędkości, nie zdejmując butów, wpadł do sypialni i szarpnięciem ściągnął z łóżka śpiącą Klarę.
Na sali sądowej mówił do akcjonariuszy, że jeśli mają wątpliwości co do autentyczności podpisu, mogą złożyć pozew. Odwrócił się do adwokatów. Do czasu uzyskania opinii psychiatrycznej pełnomocnictwo do zarządzania akcjami pozostaje w mocy. System dźwiękowy sali został już przechwycony przez Andrzeja.
Jego szanowana maska została zerwana do ostatniego kawałka. Dariusza zawleczono do wyjścia. Do mikrofonu powiedziałam głosem spokojnym jak stojąca woda – niedelikatne zaproszenie do pułapki. Teren był skomplikowany, łatwy do obrony.
To była absolutnie bezpieczna odległość i idealne miejsce do obserwacji. Był jak tygrys, który wtargnął do stada owiec. Podpis na dokumentach należał do Grzegorza Wilka. Nadawcą była fikcyjna firma, ale dowody były prawdziwe.
Zgryzłam wargę do krwi, ale nie odpuszczałam. Woda była już zebrana, a ja podeszłam do Dariusza. Kapitan Kowalski z dużym oddziałem policji wtargnął do hali. Podszedł do mnie i połączył sprawę przemytu i morderstwa sprzed 20 lat z niedawnym usiłowaniem zabójstwa.
Do drzwi dwukrotnie zapukano. Dzięki sąsiadom, którzy wezwali karetkę, trafiło do szpitala. Jeśli dojdzie do sądu, obaj skończymy. Strażnik sądowy podszedł do mnie i wykonał zapraszający gest.
Mikrocząsteczki skóry na narzędziu należą do Dariusza Wilka. Co do mojego ocalenia – zrobiłam pauzę i odwróciłam się do bocznych drzwi sali. On nie tylko udowodni usiłowanie zabójstwa, ale także ujawni całą prawdę o przemycie i morderstwie sprzed 20 lat. Dziś przyniosłam nie tylko pełne nagrania wideo i raporty nurków, ale także żelazne dowody, że 20 lat temu Grzegorz Wilk w zmowie ze strukturami przestępczymi zajmował się przemytem.
Te same deklaracje z jego podpisem, wyjęte z sejfu. Sędzia wziął do rąk wyrok. Następnie jak szalony próbował doczołgać się do mnie. Strażnicy natychmiast go złapali i zaciągnęli do bocznych drzwi.
Andrzej podszedł do mnie. „Tak, chodźmy do domu. ” Lekko pochyliłam się do mikrofonów. Po upadku wilków kilka dużych banków, które wcześniej czekały, samo wyszło do nas z ofertą preferencyjnych kredytów.
Wzięłam dokumenty i ostrożnie schowałam je do teczki. Powoli dorzucałam do ognia rytualne pieniądze. W ciągu trzech lat postarzał się o 20 lat. Nerwowo gryzł paznokcie do krwi.
Po upadku wilków zabrałam ją do siebie.