Zawsze myślałam, że moja matka zwyczajnie porzuciła nas dwadzieścia lat temu. Dopiero gdy w starych notatkach znalazłam mapę prowadzącą do ukrytego systemu jaskiń, zrozumiałam, że wcale nie…

— To nie tylko powierzchnia ich interesuje — powiedział, a jego głos drżał od nagłego zrozumienia. — Oni chcą tego, co jest pod spodem. Dominika podeszła do mapy zawieszonej na ścianie. — Źródła w rezerwacie to tylko wierzchołek góry lodowej.

Thumbnail

Cały system jaskiń sięga znacznie głębiej. Odwróciła się gwałtownie. — Jakie archiwa? Stare rejestry?

Barbara zawahała się. — Z czasów, gdy firma nazywała się jeszcze Grupa Horyzont. Dwadzieścia lat temu. Łukasz, przeglądający dokumenty w rogu pokoju, uniósł głowę.

— Grupa Horyzont? To zmienia postać rzeczy. — Wszystko zostało zmanipulowane — Dominika wskazała ledwo widoczną szczelinę między dwiema skałami porośniętymi mchem. — Według map profesora to powinno być wejście.

Małgorzata poczuła, jak serce jej przyspiesza. Po dwudziestu latach miała odkryć to, co jej matka tak starannie ukrywała. Dominika podeszła do jednej ze ścian, studiując wyryte symbole. — Niektóre pochodzą od Słowian.

Mówią o strażnikach świętych wód. Małgorzata wyjęła notes i zaczęła szybko zapisywać. Jej naukowy umysł próbował ogarnąć wszystko, co działo się wokół. Klara Stańczyk — jej matka — dwadzieścia lat temu zrozumiała niebezpieczeństwo.

Dlatego porzuciła wszystko. Małgorzata musiała się powstrzymać, żeby nie wyjść z ukrycia. Wszystko było ze sobą powiązane: jej matka, Barbara, Rafał — każdy coś wiedział. — Przez dwadzieścia lat monitorowałam to miejsce — powiedziała Barbara.

— Upewniałam się, że nikt nie odkryje jej sekretu. — A teraz? — zapytała Dominika z nieufnością w głosie. — Teraz nie mamy już czasu.

— To, co odkryła twoja matka, to nie była tylko anomalia — powiedziała Barbara. — To cały system wodny regionu. Małgorzata kontynuowała czytanie drugiego zeszytu. — „20 kwietnia 1994.

Im więcej badam kryształy, tym bardziej jestem przekonana, że stoimy przed czymś, co może zrewolucjonizować wszystko” — przeczytała na głos. — Jeśli zdołamy to odtworzyć na większą skalę — dokończył profesor Michalski — moglibyśmy stworzyć naturalną barierę. — Czyli wykorzystać własny system obronny jaskini. — Ale musimy działać teraz — ostrzegł Rafał.

Wkrótce potem „Nowa Ziemia” uzyskała nakaz sądowy na natychmiastowe rozpoczęcie prac. Małgorzata ponownie spojrzała na dzienniki matki, na stare fotografie, na zaniepokojone twarze wokół. Dwadzieścia lat temu Klara Stańczyk podjęła decyzję o ochronie czegoś znacznie większego niż sama siebie. — W różnych punktach jaskini możemy aktywować naturalny system ochronny — powiedziała.

— A jak dokładnie zamierzamy to zrobić, żeby „Nowa Ziemia” się nie zorientowała? — zapytał Łukasz, poprawiając plecak. Barbara poprowadziła grupę, wyjaśniając:
— Ostrzeżenia to precyzyjne instrukcje. Dokładnie opisują, jak aktywować ten system.

— Droga wolna — zasygnalizował Rafał. Po kilku minutach grupa wznowiła podróż, teraz jeszcze ostrożniej, zbliżając się do wejścia do jaskini. W oddali słychać było dźwięki ciężkiego sprzętu — korporacja nie traciła czasu. Wewnątrz jaskini rozmieszczono sprzęt dźwiękowy — każdy element skalibrowany do emitowania specyficznej częstotliwości obliczonej przez Klarę.

— Pamiętajcie — powiedziała Barbara. — Musimy aktywować wszystkie punkty jednocześnie. Jakikolwiek błąd w sekwencji może zdestabilizować cały system. Używajcie radia.

Małgorzata zbliżyła się do ściany, kładąc dłoń na zimnym kamieniu. Poczuła delikatną wibrację. To nie była zwykła technologia, którą można kontrolować. To był żywy, połączony system.

— Słowianie zawsze to wiedzieli — szepnęła Helena. — Strażnik to nie zasób do eksploatacji. Nagle woda trysnęła z kilku szczelin w ścianach, a dźwięk wibrujących kryształów utworzył nieziemską symfonię. Niebieskie światło przepływało między kryształami, łącząc je w skomplikowane wzory przypominające pajęczyny.

— Dokładnie tak, jak opisała to moja matka — powiedziała Małgorzata. — To system obronny — wyjaśniła Barbara. — Nie po to, by trzymać kogoś z daleka. Po to, by chronić równowagę.

— Musimy stąd wyjść! — krzyknął ktoś. Ale Helena pozostała nieruchoma, wpatrzona w pulsujące wzory światła. — To idealne — wyszeptała.

— Samoregulujący się system. Nie musimy wydobywać kryształów. Musimy to odtworzyć. — Nie ma czego odtwarzać — zaprotestowała Barbara.

— Cały system budzi się. Helena zrobiła krok w kierunku centralnego kryształu, ale Małgorzata chwyciła ją za ramię. — Nie zbliżaj się. System przywraca równowagę.

Jakakolwiek ingerencja teraz może wszystko zniszczyć. Helena odwróciła się do niej. Jej twarz była poważna, ale łagodna. — Nie jest za późno, by dokonać właściwego wyboru.

Klara zrobiła to dwadzieścia lat temu. Teraz twoja kolej. Małgorzata poczuła ciężar tych słów. Spojrzała na pulsujące kryształy, na wodę tryskającą ze ścian, na ludzi, którzy na nią czekali.

Wzięła głęboki oddech. — Więc zróbmy to inaczej. Przekształćmy to w obszar specjalnej ochrony. Z unikalnym statusem konserwacji.

Nie pozwólmy im tego zniszczyć. Kryształy kontynuowały swój rytmiczny puls — teraz łagodniejszy, jakby aprobowały nowy kierunek. Małgorzata wyprostowała się.

Wiedziała, co musi zrobić.