Usłyszałam ją przez drzwi sypialni. Zofia mówiła do Tomasza przejętym głosem, że widziała mnie znowu z tą znajomą, że sąsiedzi komentują, że robi to tylko dlatego, że kocha syna. Stałam na korytarzu z szklanką w dłoni i czułam, jakbym połknęła lód. Następnego dnia Tomasz zapytał mnie o to przy kolacji.

Szybko, defensywnie, nie patrząc na mnie. Powiedział, że jego matka tylko martwi się o nasze dobro. Wtedy zrozumiałam, że zaczął wierzyć jej bardziej niż mnie, jeszcze zanim usłyszał moją wersję. Przyjechałam do Wrocławia z Łodzi z jedną walizką i pewnością, że miłość wystarczy na wszystko.
Wyszłam za Tomasza na skromnej ceremonii, bo Zofia od początku dała jasno do zrozumienia, że nie akceptuje tego małżeństwa. A teraz jego matka wkraczała do naszego mieszkania jak do własnego królestwa, przynosiła jedzenie, zaglądała do szafek, rozmawiała z synem z poufałością, która miała pokazać, że ja jestem tylko dodatkiem. Pewnego ranka Zofia przyszła, gdy byłam sama. Wzięła kopertę, schowała ją do torebki i wyszła, nie kończąc kawy.
Nie powiedziała ani słowa o tym, co się w niej znajdowało. Ale ja widziałam jej oczy. Widziałam, że ta koperta była bronią. W przeddzień kolacji urodzinowej, którą Zofia organizowała z podejrzanym entuzjazmem, weszłam wcześnie do kuchni.
Moja kuzynka Elena, która przyjechała z Gdańska, parzyła kawę. Bez planu powiedziałam głośno: „Już nie wiem, co robić”. Elena odwróciła się powoli. I wtedy powiedziała coś, co zmroziło mi krew.
Widziała Zofię w agencji pracy. Widziała, jak prosi o zatrudnienie kogoś podatnego na krzywdę. Kogoś bez rodziny, bez nikogo, do kogo mógłby się zwrócić. I wtedy usłyszałam kroki na schodach.
Tomasz wracał wcześniej. Przy kolacji Zofia wstała, stuknęła widelcem w szklankę i ogłosiła, że ma coś ważnego do powiedzenia. Wyjęła z torebki kopertę. Tę samą.
„Wynajęłam detektywa, synu, nie ze złośliwości, z miłości do ciebie, a to, co odkrył, jest tutaj”. Spojrzałam na Elenę. Ona patrzyła na Zofię z kamienną twarzą.
A ja siedziałam naprzeciwko nich, trzymając widelec tak mocno, że myślałam, że go złamię.