Na zjeździe absolwentów przyłapałam się na tym, że mój mąż zniknął na chwilę, a do toalety wciągnęła mnie dawna koleżanka z ławki, blada jak ściana. „Ten mężczyzna, z którym jesteś, to ten sam,…

W kawiarni obok sali konferencyjnej poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Monika, dawna koleżanka z liceum, którą poznałam tamtego wieczoru na zjeździe absolwentów, ściskała moją dłoń tak mocno, że zdrętwiały mi palce. Właśnie powiedziała mi, że mężczyzna, z którym żyję od dwóch lat, to oszust, który kiedyś omal jej nie zabił. Poznałam go pięć lat temu, wiosną.

Thumbnail

Przedstawiła mi go Joanna, starsza o trzy lata koleżanka z lokalnego klubu dyskusyjnego. Zapisałam się tam kilka lat po śmierci matki, gdy czułam, że oszaleję, jeśli nic nie zrobię. – Agnieszko, wszystko masz wypisane na twarzy. Było ciężko, prawda?

– mówiła Joanna, przytulając mnie. – Mnie możesz powiedzieć wszystko. Minęło wtedy zaledwie kilka miesięcy od dnia, w którym w wypadku straciłam matkę i brata. Joanna codziennie stawiała mi lunch, zabierała do kawiarni, polecała albumy jazzowe.

Pewnego dnia zapytała, czy myślałam o tym, żeby z kimś się spotkać. – Mam kuzyna. Ma prawie czterdziestkę na karku, ale to porządny facet z dobrą pracą – powiedziała. – Dziwnym trafem dziś rano, kiedy o nim myślałam, twoja twarz nałożyła mi się na jego.

Może was poznam? Tak poznałam Oliwiera. Był niezwykle sympatyczny, sprawiał wrażenie kogoś, kto czuje się swobodnie w towarzystwie kobiet. Rozmowa potoczyła się gładko od pierwszego spotkania.

Mieliśmy wiele wspólnego, a on pamiętał o mnie w najdrobniejszych szczegółach. – Mówiłaś, że też lubisz tę piosenkę – powiedział kiedyś. – Skąd wiedziałeś? – Joanna mi wspomniała mimochodem.

Pomyślałem, że to przeznaczenie. Ktoś, kto lubi piosenkę, o której nikt inny nie wie. Czułam, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Po zaledwie sześciu miesiącach znajomości pobraliśmy się.

Trzy miesiące po ślubie Joanna dostała delegację do Londynu i wyjechała. Obiecała dzwonić codziennie, ale od tamtego dnia nie miałam z nią kontaktu. Przestała korzystać z mediów społecznościowych. Moje małżeństwo z pozoru było godne pozazdroszczenia.

Mąż pracował jako dyrektor działu zarządzania aktywami w firmie inwestycyjnej. Zaraz po ślubie namówił mnie na pracę zdalną. – Kochanie, na pewno męczysz się w tej pracy – mówił. – Porozmawiaj z szefem o przejściu na pracę zdalną.

Możesz zjeść spokojnie śniadanie w domu. Czy to nie wspaniałe? Wtedy tego nie rozumiałam. Brałam to za troskę.

Prawdę mówiąc, mąż idealnie się do mnie dopasowywał. Zawsze pytał mnie o zdanie i zgadzał się na wszystko, co proponowałam. Zarabiał mnóstwo pieniędzy. Dlatego po ślubie powierzyłam mu wszystkie oszczędności, pieniądze z ubezpieczenia po śmierci mamy i brata, a nawet udział w kamienicy, który dostałam od ojca.

Na początku nie chciał ich przyjąć. – Kochanie, nie zrozum mnie źle. Chciałbym zainwestować twoje pieniądze, ale inwestowanie twoich to dla mnie presja – mówił. – Daj spokój.

Jesteś specjalistą od zarządzania aktywami. W końcu zgodził się wziąć na początek niewielką kwotę. Cztery miesiące później zwrócił mi pieniądze z pokaźnymi odsetkami. Potem kolejne kwartały również.

Byłam z niego dumna. Wcześniej moimi finansami zarządzała kuzynka Justyna, doradca podatkowy. Ojciec ustawił powiadomienia z mojego konta na jej telefon, żeby miała wszystko pod kontrolą. Ale mąż przekonał mnie, że teraz my jako małżeństwo powinniśmy zarządzać naszymi finansami.

– Twoja kuzynka może czuć się tym obciążona – powiedział. Zgodziłam się i na początek przekazałam mu tylko jedną część aktywów. Ten z pozoru idealny mąż miał jednak jedną wadę. Był tak przystojny, że przyciągał wiele kobiet.

Minął może rok od ślubu. Wychodząc ze szpitala po badaniach kontrolnych, w kawiarni po drugiej stronie ulicy zobaczyłam kogoś bardzo podobnego do mojego męża. Była jedenasta rano w dzień powszedni. Mąż siedział naprzeciwko młodej kobiety i śmiał się.

To nie był uśmiech, jaki kieruje się do kolegi z pracy. To był ten sam uśmiech, którym obdarzył mnie, gdy mi się oświadczał. Tego wieczoru ostrożnie zapytałam:

– Kochanie, byłeś dziś w okolicy szpitala? – Szpitala?

Nie, cały dzień byłem w centrali. Miałem trzy spotkania. – Wydawało mi się, że cię widziałam w kawiarni niedaleko szpitala. – Musiałaś się pomylić.

Jestem pewien, że to nie byłem ja. Następnego dnia kupił mi naszyjnik z pereł. – Co to za okazja? – To rocznica dnia, w którym pierwszy raz byłaś o mnie zazdrosna – powiedział.

Będąc tak kochaną, czułam się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. A potem, w maju następnego roku, pojechaliśmy na zjazd absolwentów z mojego rodzinnego miasta. Mąż wybrał dla mnie drogą sukienkę i piękne buty. Byłam mu tak wdzięczna, że chciało mi się płakać.

Wśród śmiechów i toastów podeszła do mnie jakaś kobieta. – Agnieszka, to ja, Monika. Monika Lis. Bardzo się zmieniłam, prawda?

– Naprawdę ty? O mój Boże, co u ciebie? – Trzy lata temu miałam poważny wypadek. Przeszłam pięć operacji rekonstrukcyjnych.

Przedstawiłam jej męża. Uścisnęli sobie dłonie. W tym momencie mignęło mi, jak twarz Moniki zbladła. Poczułam ukłucie.

Przypomniałam sobie, że jej ślub został odwołany tuż przed ceremonią. Pomyślałam, że pewnie poczuła się nieswojo, widząc parę. Pół godziny później Monika wróciła z całkowicie zszokowaną miną. Podeszła prosto do mnie, chwyciła moją dłoń i pociągnęła mnie do toalety.

Zamknęła drzwi na klucz. – Agnieszko, czy ty wiesz, z kim się spotykasz? Czy to na pewno twój mąż? – O czym ty mówisz?

– Ten mężczyzna to ten sam, za którego miałam wyjść za mąż sześć lat temu. Wtedy nazywał się Krzysztof Majewski i nie był pracownikiem korporacji, tylko męską prostytutką. To nie wszystko. Prawie mnie zabił.

Wybuchnęłam śmiechem. To było tak absurdalne. – Monika, pomyliłaś go z kimś. Mój mąż nazywa się Oliwier Nowak.

Jest dyrektorem w firmie inwestycyjnej. – Może nie poznał cię po operacjach, ale imię by rozpoznał. Celowo ci nie mówiłam, ale zaraz po studiach zmieniłam imię. Kiedy się z nim spotykałam, nie nazywałam się Monika.

To szczęście, że zawołałaś mnie starym imieniem. Inaczej mógłby mnie poznać. Twój mąż ma tatuaż motyla na wewnętrznej stronie lewego ramienia, prawda? – zapytała.

Zbladłam. Skąd ona to wie? – Widzisz ten tatuaż? Twierdził, że zrobił go dla zabawy w wojsku?

To wszystko kłamstwo. Mnie też tak powiedział. Zrobił go, gdy pracował jako oszust matrymonialny. Monika pokazała mi zdjęcia w telefonie.

Były tam zdjęcia jej i mężczyzny identycznego jak mój mąż, tylko o nieco pełniejszej twarzy. I jedno decydujące – fotografia tatuażu motyla na jego ramieniu. Następnie odtworzyła nagranie. – Przed chwilą wyszłam na zewnątrz i przypadkiem usłyszałam, jak rozmawia przez telefon, paląc papierosa.

Nagrałam to. Z telefonu popłynął głos mojego męża:

– Tak, to już koniec. Wejdź pierwsza do pokoju hotelowego. Gdyby stawiała opór, musisz ją przytrzymać.

Jeśli będzie pijana i zaśnie, sprawa będzie łatwiejsza. Odblokujesz jej telefon odciskiem palca i przelejesz resztę. Potem niedaleko jest rzeka, więc łatwo będzie pozbyć się ciała. Odebrać ubezpieczenie i zniknąć.

Osunęłam się na podłogę. – Mojego męża poznałam przez znajomą. Joannę. – Bo to ta sama kobieta, która przedstawiła mi tego drania – powiedziała Monika.

– Ja też poznałam ją w klubie. Przedstawiła go jako swojego starszego kolegę z uczelni. Jej rolą jest wyszukiwanie ofiar i zbieranie o nich informacji. Czy twój mąż nie wiedział o tobie wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach?

Mój świat się zawalił. Wszystko zaczęło się układać w całość – pytania Joanny, to, jak wiele wiedział o mnie mąż. – Musimy natychmiast stąd wyjść. Jeśli ten facet cię złapie, stracisz cały majątek, a twój los będzie marny.

W końcu zostawiłam męża i razem z Moniką pojechałyśmy do mojego domu, żeby zabrać najważniejsze rzeczy. Potem pojechałyśmy do domu mojego ojca. Wcześniej zadzwoniłam do niego i wyjaśniłam mu całą sytuację. Po około dwudziestu minutach jazdy mój telefon zaczął dzwonić.

To był mąż. Zignorowałam połączenie. Zaczął wysyłać SMS-y, najpierw pełne troski, potem z groźbą: „Kochanie, natychmiast napisz, gdzie jesteś”. Do domu ojca dotarłyśmy o wpół do drugiej w nocy.

Gdy otworzył drzwi, zobaczył moją twarz i bez słowa wprowadził nas do środka. – Uratowałaś dziś moją Agnieszkę – powiedział do Moniki, ściskając jej dłonie. – Myślę, że po prostu miałam szczęście. Ja sama ledwo uciekłam z jego rąk sześć lat temu.

Wtedy nikt mi nie pomógł. Dziś chciałam być taką osobą dla Agnieszki. Następnego ranka przyjechała moja kuzynka Justyna. – Agnieszko, mam tylko jedną prośbę – powiedziała, kładąc teczkę na stole.

– Nie wiemy, do czego ten człowiek jest teraz zdolny. Zajmie nam kilka dni, żeby prześledzić jego finanse. W tym czasie może sprzedać apartament, przenieść pieniądze i uciec za granicę. Zadzwoń do niego i zyskaj nam dokładnie dziesięć dni.

– Ja nie mam siły nawet słyszeć jego głosu. – Dlatego właśnie ty musisz to zrobić. Gdybym ja albo wujek zadzwonili, zorientowałby się. Tylko ty sprawisz, że poczuje się bezpiecznie i będzie grzecznie czekał w domu.

Z drżącymi rękami zgodziłam się. Ojciec objął mnie, dodając otuchy. Odebrał przed drugim sygnałem. – Kochanie, gdzie jesteś?

Dlaczego nie odbierasz? – Jestem u taty. Dostałam telefon, że jest chory. Akurat byłam w samochodzie Moniki, więc mnie tu przywiozła.

Upuściłam telefon i się zepsuł, więc nie mogłam zadzwonić. – Zaraz przyjadę. – Nie trzeba. Ty masz swoje obowiązki.

Tutejszy znajomy lekarz taty ma mu zrobić badania, więc zostanę tu na tydzień. W tym tygodniu przychodzą rachunki za mieszkanie. Mógłbyś się tym zająć? I podlej kwiaty na balkonie.

– Oczywiście, kochanie, zajmę się wszystkim, ale za tydzień musisz wrócić. – Dobrze. Wrócę za tydzień. Po zakończeniu rozmowy osunęłam się na krzesło.

Kuzynka położyła mi rękę na ramieniu. – Dobra robota. Zyskałyśmy tydzień. On wierzy, że wrócisz, więc wtedy uderzymy z zaskoczenia.

Ojciec podwoił liczbę kamer monitoringu i zatrudnił dwóch prywatnych ochroniarzy. Następnego dnia siedziałam w dużej sali konferencyjnej z ojcem, kuzynką i poleconym przez nią prawnikiem. Przed nami leżała góra dokumentów. – Najpierw sprawdziliśmy dane pani męża – zaczął prawnik.

– Okazuje się, że Oliwier Nowak to nie jest on. Posługuje się jego tożsamością. Znaleźliśmy rodzinę prawdziwego Oliwiera Nowaka. Kiedy pokazaliśmy im zdjęcie, powiedzieli, że to nie jest ich syn.

Podobno zaginął wiele lat temu. – To za kogo ja wyszłam za mąż? – Wyszła pani za kogoś, kto nie jest pani mężem. Kuzynka podała mi kolejne dokumenty.

– To jest dwuletnia historia transakcji z twojego konta spadkowego. W ciągu ostatnich dwóch lat zniknęło łącznie 830 000 zł. Zostały przelane na konto zarządzane przez twojego męża pod pretekstem inwestycji. Sprawdziłam, gdzie trafiły.

Apartament w Warszawie, dwa luksusowe samochody, sześć markowych zegarków i dwa konta na nazwisko Joanny. Ale jest jeszcze coś ważniejszego. Pamiętasz te 4000 zł, które co miesiąc dostawałaś od męża na życie? To pieniądze, które wyłudził od innej kobiety, zanim cię poznał.

Pięć lat temu z konta niejakej Anny Zielińskiej zniknęła duża suma pieniędzy. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam. – Co więcej, twoje przejście na pracę zdalną też było częścią jego planu – dodała kuzynka. – Żebyś nie wychodziła z domu i nigdzie go nie spotkała.

Ten typ już wtedy szukał kolejnej ofiary. A gdybyś pracowała w biurze, istniałaby szansa, że na niego wpadniesz. Dlatego zamknął cię w domu. Ile razy wychodziłaś sama z domu przez te dwa lata?

– zapytała. – Rzadko. Po ślubie prawie zawsze planowaliśmy wszystko razem. – Ten człowiek zamknął cię w więzieniu i przez dwa lata cię tam trzymał.

Nie z miłości, ale dlatego, że musiał odciąć cię od świata, żeby nie zostać zdemaskowanym. Prawnik w milczeniu podał mi ostatni dokument. – Pani Agnieszko, ostatnio została na panią zawarta polisa na życie o wartości miliona złotych. Beneficjentem jest pani mąż.

Ta rozmowa, którą nagrała pani Monika – teraz rozumie pani, jak ważnym jest dowodem. To prawdziwe szczęście, że tamtej nocy nie weszła pani do tego hotelowego pokoju. Wkrótce tożsamość Joanny została ujawniona. Zapisała się do tego samego klubu co ja, żeby wyszukiwać ofiary.

Okazało się, że oszukała co najmniej cztery inne kobiety. Jedna z nich leczyła się na depresję w szpitalu psychiatrycznym, inna po rozwodzie zerwała kontakt z rodziną. Pozostałe dwie wciąż nie odważyły się opowiedzieć o oszustwie nawet najbliższym. Nie minął tydzień.

Z trudem powstrzymując rozpadające się serce, wysłałam mężowi ostatnią wiadomość: „Przyjdź jutro w południe do kawiarni niedaleko domu mojego ojca. Musimy spokojnie porozmawiać”. Odpowiedź przyszła w niecałą minutę. „Po co?

Przecież mogę przyjść do domu. A dawno nie byliśmy na randce”. Wybrałam cichą kawiarnię niedaleko domu ojca. Wcześniej poprosiłam właściciela o współpracę.

Przy stoliku obok siedziało dwóch policjantów po cywilnemu, udając klientów. Prawnik usiadł z tyłu, a w kołnierzyku mojej bluzki ukryty był miniaturowy mikrofon. Gdy tylko usiadł, otarł łzy. – Kochanie, dawno się nie widzieliśmy.

Tak sobie myślałem i naprawdę cię przepraszam. Byłem zestresowany pracą i cię zaniedbywałem. Dlatego mnie unikałaś, prawda? Mówiłaś, że chcesz mieć dziecko.

Ostatnio byłem zajęty, ale teraz bardziej się postaram. Parsknęłam śmiechem. – Po co nam teraz dziecko? – Kochanie, co to za słowa?

Jak to beze mnie? Spokojnie odstawiłam filiżankę i wyjęłam z torby dokument. – Czy naprawdę nazywasz się Oliwier Nowak? Sprawdziłam.

Rodzina Oliwiera Nowaka nie rozpoznaje twojej twarzy. Powieki męża zadrżały na ułamek sekundy. – Oliwier Nowak to bezdomny, który został zgłoszony jako zaginiony sześć lat temu. Wziąłeś ślub na cudze nazwisko.

Nie jesteśmy małżeństwem. Przez dwa lata żyliśmy jak obcy ludzie. – To jakieś nieporozumienie. – Sfałszowałeś dowód osobisty i przekupiłeś urzędnika.

Jak udało ci się oszukać system PESEL? Skoro nie Oliwier Nowak, to może Krzysztof Majewski albo Tomasz Duda? Twarz męża po raz pierwszy stężała w kamiennym grymasie. – Skąd wiesz?

– Trzeba było usunąć ten tatuaż na ramieniu. Ktoś go rozpoznał. Podobno pracowałeś jako host. Oszukiwałeś mnie, wyciągałeś ze mnie wszystko, a potem szukałeś kolejnej kobiety do oskubania.

Dlatego kazałeś mi pracować z domu, prawda? Z mojego konta spadkowego na twoje konto inwestycyjne przelano 830 000 zł. Z tego 300 000 na apartament, 200 000 na dwa luksusowe samochody, do tego markowe rzeczy i 250 000 na konto Joanny. Ręce męża pod stołem zaczęły drżeć.

– Gdyby to było wszystko, nie mówiłabym nic. A ta polisa na życie na milion złotych na moje nazwisko? Beneficjentem jesteś ty. Naprawdę chciałeś mnie zabić.

– Naprawdę mogę wszystko wyjaśnić. – W takim razie posłuchaj tego i spróbuj wyjaśnić. Wyjęłam smartfona i odtworzyłam nagranie. Głos mojego męża rozbrzmiał w kawiarni – mówił o obezwładnieniu mnie, kradzieży pieniędzy za pomocą odcisku palca, o pozbyciu się mnie.

Twarz męża całkowicie stężała. – Wiem też, że ty i Joanna jesteście parą – dodałam. – Razem uknuliście tę intrygę przeciwko mnie. Wychodziłeś niby do pracy, spotykałeś się z nią, a wieczorem mówiłeś mi, że mnie kochasz.

Oczy męża zwęziły się. Spojrzał na mnie z drwiącym uśmiechem, jakiego nie widziałam przez całe dwa lata. – Skąd się dowiedziałaś? Wszystko ukartowałem.

– Skoro oszukałeś tyle osób, nie powinieneś był siedzieć cicho. Zostawiałeś za sobą tyle śladów, że w tydzień dowiedziałam się, kim jesteś. Mąż rzucił we mnie filiżanką z kawą. Przeleciała mi koło ramienia i rozbiła się o ścianę za mną.

Gdy poderwał się z miejsca i wyciągnął rękę w moją stronę, policjant z sąsiedniego stolika wykręcił mu ramię i obezwładnił go. – Krzysztof Majewski, jest pan aresztowany pod zarzutem gróźb karalnych i usiłowania napaści. Mąż szarpał się, wykrzykując obelgi. – Myślałeś, że przyjdę na spotkanie z takim przestępcą jak ty sama?

Oczywiście, że przyprowadziłam ludzi. I co teraz? Nawet jeśli mnie zamkną, myślisz, że cię zostawię w spokoju? Wiesz, kto za mną stoi?

Jak wyjdę, znajdę cię. – Nie wiem, kto stoi za tobą, ale za mną też stoi solidne wsparcie. Cztery kobiety, które oszukałeś, wszystkie złożą przeciwko tobie pozew. Myślisz, że wyjdziesz po kilku latach?

Mąż został wyprowadzony z kawiarni, spluwając w moją stronę. Przez szybę widziałam, jak policjant wciska jego głowę do radiowozu. Dopiero wtedy zaczęły mi drżeć ramiona. Prawnik podszedł z tyłu i zarzucił mi na ramiona kardigan.

– Świetnie się pani spisała, pani Agnieszko. Całe nagranie zostało zabezpieczone jako dowód. Rzucony kubek, wyciągnięta ręka i ostatnie słowa również. Teraz ten człowiek na długo nie wyjdzie na wolność.

Gdy on był w areszcie, Joanna również została zatrzymana. Najpierw próbowała odgrywać scenę, płacząc i twierdząc, że nic nie wiedziała, ale dwuletnia historia połączeń i przepływów na kontach bankowych dowodziły, że była jego wspólniczką. Poprosiła o spotkanie ze mną. Poszłam tam z Moniką.

– Agnieszko, tak bardzo cię przepraszam – płakała. – Za co przepraszasz? Za to, że razem z tym draniem wyłudziliście mój majątek? Czy za to, że od początku podeszłaś do mnie z takim zamiarem?

– Agnieszko, na początku robiłam to na jego zlecenie, ale poznając cię, naprawdę cię polubiłam. Mówiłam mu, żebyśmy przestali. – Naprawdę? To dlaczego, kiedy moje pieniądze wpływały na twoje konto, nie skontaktowałaś się ze mną z poczucia winy?

Po aresztowaniu przepraszasz? Gdyby było ci przykro, nie byłoby już pięciu ofiar. Na moje słowa mina Joanny zaczęła się zmieniać. Monika cicho odezwała się z boku:

– Pani Joanno, pamięta mnie pani?

Może przypomni sobie pani, jeśli powiem Anna Lis. Nieudany projekt sprzed pięciu lat. Po tym, jak pan i Krzysztof Majewski mnie oszukaliście, miałam wypadek, zmieniłam twarz i wróciłam do imienia sprzed zmiany. Monika Lis.

Dzięki temu ten drań mnie nie rozpoznał i mogłam uratować Agnieszkę. Joanna na chwilę zamarła, patrząc to na mnie, to na Monikę. Wyszłyśmy, nie oglądając się za siebie. Kiedy spotkałam pierwszą ofiarę, która leczyła się psychiatrycznie, chwyciłam jej dłonie i nie mogłam nic powiedzieć.

– Nie możemy tak zostawić tego człowieka, prawda? – powiedziałam w końcu. – Połączmy siły i zniszczmy go. Jeśli pozwę go sama, posiedzi kilka lat i wyjdzie.

Ale im więcej będzie ofiar, tym dłużej zostanie w więzieniu. Ja stanę na czele. Proszę tylko użyczyć swojego imienia. Kobieta mocno ścisnęła moją dłoń i skinęła głową.

Tego dnia nasza grupa wspólnego oskarżenia liczyła pięć osób. Kuzynka Justyna dołożyła wszelkich starań, aby odzyskać mój utracony majątek. – Najpierw odzyskamy wszystkie twoje pieniądze, a potem przejmiemy na twoje nazwisko wszystko, co jest na jego imię. Najpierw jednak załatwmy sprawę twojego małżeństwa.

Nie możesz pozostawać w związku małżeńskim z nieznajomym. Proces o unieważnienie małżeństwa zakończył się wyrokiem unieważniającym po trzech miesiącach. Dopiero po otrzymaniu dokumentu poczułam, że to wszystko dzieje się naprawdę. – Tato, małżeństwo zostało unieważnione.

– To dobrze. Ten człowiek był przestępcą. Teraz jesteś wolna. Ojciec przytulił mnie i po raz pierwszy głośno zapłakał.

Kopia wyroku została dostarczona do aresztu. Pod wyrokiem dopisałam krótką notatkę: „Przez cały ten czas nie byłeś ani moim mężem, ani nikim bliskim, tylko obcym człowiekiem. Między nami jest tylko relacja ofiary i sprawcy oszustwa. Jako ofiara będę domagać się odszkodowania za wszystko, co mi zabrałeś”.

Później dowiedziałam się, że rzucił wyrokiem o ścianę celi, a potem podarł go na strzępy. Najbardziej satysfakcjonującym dniem podczas procesu był dzień, w którym sprzedałam jego samochody. Podczas przerwy w mediacji moja kuzynka i ja wskazałyśmy na parking za oknem. – Panie Oliwierze, a raczej panie Krzysztofie, widzi pan za oknem ten biały i czarny luksusowy samochód?

To moje samochody. Prokurator właśnie nakazał je zająć, ponieważ udowodniono, że kupiłeś je za skradzione mi pieniądze. Zostaną zlicytowane, a pieniądze wrócą do mnie i do innych ofiar. Nie masz już niczego.

Kuzynka zawołała dwóch handlarzy do pokoju mediacyjnego. Ukłonili się i podali mi umowy. – Proszę pani, oba samochody zostały wycenione. Możemy je zabrać jeszcze dzisiaj.

Twarz mężczyzny poczerwieniała. – Wysoki. To ja je kupiłem nowe. Tylko spróbujcie je tknąć.

– A tak – powiedziała kuzynka, wyjmując z teczki pudełko z sześcioma zegarkami. – Te sześć zegarków też zostało dziś wycenionych. Te zegarki okazały się twoimi trofeami. Kupowałeś jeden za każdym razem, gdy oszukałeś kobietę.

Ktoś, kto ma sześć takich, nie jest zdolny do refleksji. Lepiej zgnij w tym więzieniu na zawsze. Mężczyzna uderzył pięścią w stół. Mediator wykręcił mu ręce i zaprowadził z powrotem do aresztu.

Następnego dnia razem z Moniką po raz ostatni pojechałam do mieszkania, w którym przez dwa lata żyłam z tym człowiekiem. Stojąc przed szafą pełną jego markowych ubrań, powiedziałam:

– Te ubrania też sprzedamy. Zamienię je na pieniądze, a potem przekażę innym ofiarom jako niewielką pomoc. Moje pieniądze łatwo odzyskać, bo wszystko jest jasne, ale innym jest trudniej.

Przyjechali ludzie od sprzedaży używanych rzeczy. Okazało się, że w szafie było o wiele więcej, niż się spodziewałam – nie tylko ubrania, ale też buty, zegarki, akcesoria, torby. – Proszę pani, jeśli sprzeda pani to wszystko jako używane, dostanie pani ponad 50 000 zł – powiedział handlarz. Zebraliśmy wszystko.

Poprosiłam Monikę, żeby zrobiła mi zdjęcie, jak podpisuję umowę z handlarzem. – Jeśli chcemy, żeby go szlak trafił, to jest najlepszy sposób – powiedziałam. – On i tak nie żałuje, więc będzie siedział w celi i tylko się wściekał. Poszłam do niego i pokazałam mu zdjęcia.

Pusta garderoba, pusty pokój. – Tam nie ma ani jednej twojej rzeczy, psycholu. Skoro nie jesteś Oliwierem Nowakiem, to nie są twoje pieniądze. Sprzedałam wszystko i podzieliłam się z innymi kobietami, które oszukałeś.

A ty nie musisz się martwić o ubrania. Masz to, co nosisz teraz, i to, co będziesz nosić w więzieniu. Moje słowa tak go rozsierdziły, że zaczął walić głową w ścianę. Kiedy strażnicy go powstrzymali, wrzasnął:

– Zobaczysz, co ci zrobię, jak wyjdę.

– Raczej szybko nie wyjdziesz. A kiedy będziesz tam siedział, ja odetnę ci wszystkie kontakty i zablokuję źródła finansowania. Twoja ładna buźka już się kończy. Będzie ci trudno podrywać kobiety z taką twarzą.

A Joanna prosiła mnie o łaskę. Mówiła, że opowie o wszystkim, co zrobiłeś, jeśli ją wyłączę ze sprawy. Na moje słowa mąż wpadł w jeszcze większą furię. Poczułam ogromną satysfakcję.

Ostatnie zdanie celowo skłamałam – chciałam zobaczyć, jak cierpi, zdradzony przez osobę, której ufał. Później dowiedziałam się, że to on pierwszy zaczął sypać na Joannę. Najwyraźniej płytkie relacje szybko się rozpadają. Joanna została skazana w osobnym procesie za oszustwo, kradzież tożsamości, naruszenie ustawy o ochronie danych i pomocnictwo w ukrywaniu przestępcy.

W dniu jej ostatniego oświadczenia siedziałam z Moniką na sali sądowej. Kiedy Joanna mnie zobaczyła, zalała się łzami. – Agnieszko, siostro… – Jaka siostra?

Proszę nie nazywać mnie tak i przestań udawać smutną. Myśli pani, że nikt nie widzi, że próbuje pani wzbudzić moją litość? Czy w twoim życiu jest cokolwiek prawdziwego? Zadajesz się z takim typem i podsuwasz mi takiego pasożyta?

Oszukałaś niejedną kobietę. To ty jesteś najgorsza. Joanna zrozumiała, że jej taktyka nie działa, i resztę czasu siedziała z kamienną twarzą. Tydzień przed jego ostatecznym wyrokiem przyszła prośba o ostatnie widzenie.

Poszłam tam z Moniką i kuzynką. Za szybą siedział on, po raz pierwszy od dawna wyglądający na zmizerniałego. Zaczął od płaczu. – Agnieszko, na początku to był plan, ale potem naprawdę cię pokochałem.

– Naprawdę? Miłość. Kochałeś co najwyżej swoje cenne markowe rzeczy, a kiedy byłeś ze mną, podrywałeś inne kobiety. I ty mówisz o miłości?

Jesteś taki sam jak Joanna. Jeśli próbujesz mnie wzruszyć łzami, przestań, tylko mnie to wkurza. I ostatnie pytanie. Czy tamtej nocy naprawdę chciałeś mnie zabić?

Zamilkł na chwilę, a potem nagle wybuchnął śmiechem, odsłaniając zęby. Łzy wciąż spływały mu po policzkach, a on się śmiał. – Przez dwa lata tak łatwo dawałaś się nabierać, a teraz nagle oprzytomniałaś. To było zabawne.

Wiesz, ile musiałem się powstrzymywać, widząc, jak płaczesz po matce i bracie? Udawanie zięcia przed twoim ojcem, dbanie o rocznicę śmierci twojej matki, chodzenie na grób twojego brata. To wszystko była praca. Należy mi się za to przynajmniej jakieś odszkodowanie.

Uderzył pięściami w szybę. Siedziałam bez zmiany wyrazu twarzy. – Panie Krzysztofie Majewski, wygląda na to, że przez dwa lata starał się pan przypodobać, więc odszkodowanie potraktujemy jako zapłatę za nocleg. Zgoda, przecież mieszkał pan w moim domu za darmo, jadł i spał.

W takim razie to ja powinnam dostać od pana więcej. Ale z tego wielkodusznie zrezygnuję. Wyszłam, nie oglądając się za siebie. Monika chwyciła moją dłoń, a kuzynka objęła mnie ramieniem.

Gdy drzwi pokoju widzeń się zamknęły, po raz pierwszy zapłakałam w sercu za samą sobą, której skradziono dwa lata życia. Ostatecznie został skazany na bardzo długą karę więzienia po zsumowaniu wielu zarzutów. Dzięki istnieniu polisy na życie i nagraniu Moniki dodano mu również zarzut przygotowania do zabójstwa. Joanna również została skazana w osobnym procesie.

Z czasem wszystko zaczęło wracać do normy. Sprzedałam mieszkanie, które przypominało mi o strasznych wydarzeniach. Wróciłam do ojca i otworzyłam małą cukiernię w centrum rodzinnego miasta. Po tych wydarzeniach, żeby odreagować stres, zaczęłam uczyć się cukiernictwa.

Spodobało mi się to, a moje umiejętności rosły, więc postanowiłam zmienić zawód. W poprzedniej pracy plotki już się rozeszły i nie mogłam normalnie pracować. Odeszłam, wzięłam odprawę i za pieniądze ze sprzedaży mieszkania otworzyłam firmę. W przyszłości będę bardzo ostrożna w doborze partnera.

Jeśli nie znajdę odpowiedniej osoby, mogę żyć sama. To lepsze niż życie w oszustwie. Drodzy państwo, nawet jeśli ktoś ma najczulszą twarz, jeśli nie możecie zweryfikować jego przeszłości, sprawdzajcie go dwa, trzy razy i nigdy nie puszczajcie ręki osoby, która wam ją podaje.

Ta ręka może trzymać wasze życie.