„Znalazłaś u siebie osteopenię – bezwzględnie zaczynamy leczenie, bo inaczej połamiesz sobie kości” – usłyszałam w gabinecie, mając 72 lata. Wyszłam z receptą na bisfosfonian, chociaż nigdy nie…

W gabinecie siedziała moja 76-letnia ciotka, ściskając w dłoniach wynik badania gęstości kości. Lekarz powiedział jej, że ma osteopenię i bez leków wkrótce połamie sobie wszystkie kości. Patrzyła na mnie z przerażeniem, a ja widziałem, jak w ciągu jednej minuty zdrowa, energiczna kobieta zamieniła się w pacjentkę. Ale to, co powiem dalej, zmieni wasze podejście do badań po siedemdziesiątce.

Thumbnail

Istnieje ukryta prawda, której większość seniorów nigdy nie usłyszy od swoich lekarzy. Co roku miliony starszych osób ustawia się w kolejkach na badania, myśląc, że dbają o swoje zdrowie. A tymczasem nowe badania ujawniają, że nawet 37% testów medycznych u seniorów prowadzi do niepotrzebnych terapii, powikłań lub dożywotnich skutków ubocznych. Co gorsza, 99% osób po siedemdziesiątce nie ma pojęcia o nadmiernej diagnostyce.

Jedno z tych badań, które znajduje się na pierwszym miejscu listy, jest przyczyną 5% wszystkich przypadków nowotworów w Stanach Zjednoczonych. To tyle samo, ile przypadków spowodowanych codziennym piciem alkoholu. Nie usłyszycie o tym w klinice, nie zobaczycie tego na billboardzie, ale prawda leży głęboko w nauce. **Badanie numer pięć: gęstość kości**

Zaczynamy od badania, które wygląda na całkowicie nieszkodliwe.

Szybki skan, bez bólu, bez igieł, a wychodzisz z wiedzą o stanie swoich kości. Ale jest pewien haczyk. Po siedemdziesiątce to badanie często wywołuje więcej lęku niż realnej korzyści. Test DEXA mierzy, jak mocne są kości, i służy głównie do wykrywania osteoporozy.

Jednak u osób starszych, zwłaszcza u kobiet, wyniki prawie zawsze pokazują niższą gęstość, nawet gdy nie ma realnego zagrożenia. To normalna część starzenia się, tak jak zmarszczki czy siwe włosy. Zdarza się każdemu. Mimo to wielu seniorów ląduje na lekach takich jak bisfosfoniany.

Mają wzmacniać kości, ale wiążą się z poważnymi skutkami ubocznymi: martwicą kości szczęki, chorobą, w której kość zaczyna umierać, oraz podrażnieniem przełyku. Badanie opublikowane w „Journal of the American Geriatric Society” śledziło ponad 1200 kobiet po siedemdziesiątce. Okazało się, że bisfosfoniany zmniejszały ryzyko złamań tylko o 0,3% po pięciu latach. To prawie nic, a kobiety były znacznie bardziej narażone na skutki uboczne leków.

Weźmy Rose, siedemdziesięcioletnią emerytowaną nauczycielkę gry na fortepianie. Nigdy nie miała upadku, nie odczuwała bólu, codziennie chodziła na spacery. Badanie DEXA wykazało u niej osteopenię, czyli łagodne zmniejszenie gęstości kości, które nie jest jeszcze osteoporozą. Lekarz od razu przepisał jej bisfosfonian.

Po trzech miesiącach Rose miała ciężki refluks i ból szczęki. Nie mogła grać na fortepianie od tygodni. Dopiero gdy odstawiła leki, wdrożyła program z witaminą D, ćwiczenia oporowe i dietę bogatą w wapń, wróciła do formy. Rok później występowała z mocniejszymi nogami, lepszą równowagą i bez złamań.

Dla osób po siedemdziesiątce, które nie upadają i nie łamią kości, lepszą opcją jest styl życia. Ćwiczenia siłowe, trening równowagi, odpowiednia dieta i leczenie niedoboru witaminy D potrafią zmniejszyć ryzyko złamań o ponad 20%. Nie pozwól, żeby liczba na ekranie przeraziła cię do leczenia, którego możesz nie potrzebować. **Badanie numer cztery: rezonans magnetyczny mózgu**

Naturalnym impulsem jest strach.

Strach przed demencją, przed chorobą Alzheimera. Dlatego lekarze często reagują, zlecając rezonans magnetyczny mózgu. Ale oto niewygodna prawda: MRI rzadko daje odpowiedzi, na które pacjenci liczą. U większości osób po siedemdziesiątce po prostu pokazuje zmiany związane z wiekiem, czyli niewielkie zmniejszenie objętości lub plamy białej materii, które są całkowicie normalne.

Gdy te plamy zostaną zauważone, wywołują kaskadę strachu, dalsze badania, a nawet operacje. Operacje, które mogą nie poprawić pamięci, a wręcz pogorszyć sytuację. Badanie opublikowane w 2021 roku w „Neurology Today” przeanalizowało ponad 3000 skanów MRI u pacjentów w wieku od 70 do 85 lat z łagodnymi skargami poznawczymi. Aż 86% wykazało jakąś formę nieprawidłowości w mózgu, ale tylko 3% tych wyników było powiązanych z faktycznym schorzeniem, które można leczyć.

To oznacza, że 97% ludzi przeszło przez emocjonalny ciężar informacji, że coś jest z nimi nie tak, podczas gdy w rzeczywistości było inaczej. Prawie 12% zostało skierowanych na inwazyjne procedury, takie jak nakłucia rdzeniowe czy biopsje, na podstawie niejasnych wyników skanów. George, 74-letni emerytowany inżynier, zgłosił się zaniepokojony zapominalstwem. Często gubił klucze i zapominał imiona.

Lekarz skierował go na MRI, które pokazało zmiany w białej materii. George spanikował, przekonany, że ma demencję. Przestał prowadzić samochód, przestał chodzić do kościoła. Lęk się pogłębiał.

Gdy ponownie go oceniono standardowym testem poznawczym, wynik był w normie. Wyjaśniono mu, że te zmiany w MRI są adekwatne do wieku i pomogli mu skupić się na śnie, nawodnieniu i grach umysłowych. W ciągu trzech miesięcy pamięć wróciła do normy. Jeśli nie występują poważne objawy neurologiczne, takie jak napady, nagła zmiana osobowości czy szybka utrata funkcji, MRI jest rzadko pomocne przy łagodnej utracie pamięci.

Lepszym pierwszym krokiem jest proste przesiewowe badanie poznawcze — papierowy test oceniający pamięć, uwagę i umiejętność rozwiązywania problemów. Jest tani, skuteczny i nie wywołuje niepotrzebnej paniki. **Badanie numer trzy: test wysiłkowy serca**

To jeden z najczęściej wykonywanych testów u seniorów skarżących się na łagodne zmęczenie, ucisk w klatce piersiowej albo po prostu brak dawnej energii. Test wysiłkowy monitoruje serce podczas chodzenia na bieżni lub po podaniu leku symulującego wysiłek.

Ma na celu wykrycie zablokowanych tętnic. Ale po siedemdziesiątce ten test często przynosi więcej szkody niż pożytku. Problem tkwi w dokładności. U dorosłych po siedemdziesiątce wskaźnik fałszywie pozytywnych wyników może wynosić aż 40%.

Test wskazuje problem, którego nie ma. To prowadzi do dalszych badań, angiogramów, a nawet niepotrzebnego zakładania stentów czy operacji pomostowania. Badanie z 2017 roku opublikowane w „JAMA Cardiology” wykazało, że ponad połowa wszystkich stentów zakładanych po skierowaniach na test wysiłkowy trafiała do pacjentów, którzy nie mieli rzeczywistych objawów ani korzyści. Ci pacjenci nie doświadczyli poprawy przeżywalności ani jakości życia, za to mieli wyższe ryzyko krwawienia, uszkodzenia nerek przez barwniki kontrastowe i dłuższe pobyty w szpitalu.

Raymond, 75-letni emerytowany listonosz, pozostawał aktywny, spacerując codziennie. Podczas rutynowej kontroli wspomniał, że czasem czuje się zmęczony na wzgórzach. Lekarz zaplanował test wysiłkowy „dla pewności”. Wyniki były niejasne, więc skierowano go na cewnikowanie.

Znaleziono lekkie zwężenie i założono stent. Tej nocy Raymond miał reakcję na barwnik kontrastowy i rozwinął problemy z nerkami. Spędził w szpitalu kilka dni i potrzebował opieki przez tygodnie. Zmęczenie nigdy się nie zmieniło — bo to nie był problem z sercem.

Po prostu był starszym mężczyzną, który potrzebował lepszego nawodnienia i więcej odpoczynku. **Badanie numer dwa: kolonoskopia**

Prawdopodobnie się tego nie spodziewałeś, ale kolonoskopia nie zawsze jest mądrym wyborem po siedemdziesiątce. Prawie nigdy nie jest zalecana po siedemdziesiątce piątej, chyba że występują konkretne objawy. Ryzyko rośnie wraz z wiekiem.

Przygotowanie jest drastyczne — silne środki przeczyszczające mogą powodować odwodnienie, zawroty głowy i problemy z nerkami. Znieczulenie dodatkowo obciąża mózg starszych ludzi. Samo badanie może prowadzić do krwawienia, uszkodzenia jelit, a nawet zaburzeń rytmu serca podczas znieczulenia. Badanie z 2019 roku opublikowane w „JAMA Internal Medicine” śledziło ponad 1,3 miliona pacjentów Medicare w wieku 70 lat i więcej.

Odkryto, że na każde 1000 kolonoskopii wykonanych u pacjentów po 75. roku życia ratuje się tylko dwa życia, ale ponad 20 osób doświadcza poważnych powikłań. To stosunek ryzyka do korzyści wynoszący dziesięć do jednego. Nawet gdy polipy zostaną znalezione, wiele z nich jest małych i wolno rosnących.

Ich usunięcie u osoby starszej może bardziej zaszkodzić niż pozostawienie ich w spokoju. Dana była 73-letnią babcią, która prowadziła małą piekarnię z córką. Nie miała żadnych objawów, żadnych krwawień, żadnych zmian w stolcu ani rodzinnej historii raka jelita grubego. Jednak jej młody lekarz pierwszego kontaktu, świeżo po rezydenturze, namawiał ją na profilaktyczną kolonoskopię.

Zgodziła się. Podczas procedury usunięto jej mały polip i odesłano do domu. Tej nocy poczuła intensywny ból brzucha i zemdlała. W szpitalu stwierdzono perforację jelita.

Spędziła dziewięć dni na leczeniu, straciła dziesięć kilogramów i od tamtej pory nie jest już taka sama. Wcześniej miała dwie czyste kolonoskopie — nie było powodu, by powtarzać to badanie. Amerykańska grupa zadaniowa ds. profilaktyki zaleca obecnie zaprzestanie rutynowych badań przesiewowych raka jelita grubego w wieku 75 lat dla większości ludzi.

Dla osób w doskonałym zdrowiu test oparty na stolcu, taki jak test FIT, wykonywany w domu, jest często bezpieczniejszą opcją. Nie wymaga przygotowania, znieczulenia i nadal wykrywa większość niepokojących przypadków. **Badanie numer jeden: coroczne skany CT całego ciała**

Dotarliśmy do najbardziej nadużywanego, najbardziej niebezpiecznego badania dla seniorów. Skany CT całego ciała, reklamowane jako sposób na wczesne wykrycie nowotworów, narażają organizm na wysoką dawkę promieniowania jonizującego.

Dla osób po siedemdziesiątce ryzyko wywołania niepotrzebnych badań, biopsji, a nawet operacji jest niezwykle wysokie. I nie ma żadnych dowodów na to, że skany całego ciała bez objawów ratują życie. Każdy skan dostarcza od 10 do 20 milisiwertów promieniowania, czyli tyle, co około 500 zdjęć rentgenowskich klatki piersiowej. Badanie opublikowane w 2023 roku w „JAMA Internal Medicine” wykazało, że wzrost liczby skanów CT w Stanach Zjednoczonych może odpowiadać za nawet 5% wszystkich nowotworów.

Jeden na dwadzieścia nowotworów mógł zostać spowodowany skanem, który miał zapobiegać chorobie. Skan może wykryć nieszkodliwe guzki, zwapnienia i torbiele, które są po prostu częścią starzenia się. Ale gdy tylko zostaną zauważone, zapalają się czerwone lampki: kolejne skany, biopsje, panika. Markus, aktywny 80-latek, który uczył sztuk walki młodszych seniorów, czuł się świetnie.

Uczestniczył w elitarnym badaniu zdrowotnym w prywatnej klinice. Jego skan całego ciała wykazał mały guzek wielkości 3 milimetrów. Został skierowany do onkologii, zrobiono mu badanie PET, a w końcu biopsję igłową płuca. Wynik był łagodny.

Jednak biopsja spowodowała zapadnięcie się części płuca, co doprowadziło do hospitalizacji i dwumiesięcznej rekonwalescencji — z powodu czegoś, co mogło zostać w spokoju. Eksperci są zgodni: skany całego ciała nigdy nie powinny być używane do ogólnego przesiewania osób bez objawów. Amerykańska Rada Radiologii jest jasna — nie ma udowodnionych korzyści, a potencjał szkody jest znaczny. Jeśli występują objawy, takie jak nieuzasadniona utrata wagi, kaszel z krwią czy widoczne obrzęki, wtedy celowane obrazowanie ma sens.

Ale skanowanie całego ciała bez powodu jest jak szukanie skarbów wykrywaczem metali — możesz coś znaleźć, ale straty mogą być większe niż to, czego próbujesz uniknąć. Prawdziwa profilaktyka zaczyna się od stylu życia. Bądź aktywny, odżywiaj się zdrowo, śpij głęboko i mądrze wybieraj badania. Jeśli test coś znajdzie, zawsze pytaj, co będzie dalej.

Jeśli odpowiedź jest niejasna albo ryzyko przewyższa korzyści, może warto się zatrzymać.