Kasia zamknęła laptopa i weszła do kuchni, bo Jan siedział nad talerzem placków i marszczył brwi z niezadowoleniem. Na stole leżały świeżo usmażone placki, jeszcze gorące, ale on patrzył na nie jak na coś obraźliwego. W rogu pokoju stało wielkie pudło po nowej konsoli do gier, którą kupił kilka dni wcześniej. Kosztowała prawie cztery tysiące złotych.

Przez pół wieczoru opowiadał wtedy Kasi, jaki świetny interes zrobił dzięki promocji. Teraz nie było nawet sosu do obiadu. "Gdzie ten sos pieczarkowy? " zapytał.
Kasia spojrzała na niego. "Jaki sos?? " "No do placków. Przecież nie będę jadł suchych.
" Kasia odpowiedziała spokojnie: "Sos robi się z pieczarek i śmietany. A one kosztują. Trzeba je kupić. " Jan westchnął ciężko.
"Bez przesady. Chyba stać nas na zwykły sos do obiadu. " Kasia oparła się o blat. "Nas?
Czy ja płacę za prąd, internet i wodę? Kupiłam proszek, płyn do naczyń, papier i większość jedzenia na ten miesiąc. Moja wypłata nie jest z gumy. " Jan prychnął.
"Przecież też pracuję. " "Wiem, tylko jakoś tego nie widać we wspólnych wydatkach. " "Bo ja teraz odkładam. " "Na co?
" "Michał z chłopakami organizują wyjazd do Pragi. Weekend, ale porządny. Dobry hotel, restauracje. Trzeba wpłacić zaliczkę.
" Kasia uniosła brwi. "Czyli na hotel w Pradze pieniądze są, ale na pieczarki szkoda. " "To zupełnie co innego. " Jan odsunął talerz.
"Nie zamierzam wydawać swojej wypłaty na codzienne drobiazgi. Jak człowiek będzie ciągle kupował jedzenie, chemię i płacił rachunki, to nigdy niczego sobie nie odłoży. " Kasia patrzyła na niego w milczeniu. Nie było w niej złości.
Miesiące temu próbowałaby tłumaczyć, że mieszkanie i zakupy nie są drobiazgami. Może nawet kłóciłaby się z nim. Tym razem nie miała ochoty. "Rozumiem.
" Jan wyprostował się. "No właśnie, wiedziałem że w końcu zrozumiesz. " Kasia podeszła do stołu, wzięła jego talerz i przełożyła placki do pojemnika. "Ej, co robisz?
" "Pakuję sobie obiad na jutro. " "A ja? " Kasia zatrzasnęła wieczko. "Ty odkładasz na Pragę.
" Jan popatrzył na nią z niedowierzaniem. "Kasia, przestań. " "Nie żartuję. Od dziś każdy płaci za swoje zachcianki i swoje jedzenie.
Ja nie będę finansować całego mieszkania i jeszcze twoich kolacji tylko dlatego, że ty postanowiłeś oszczędzać na weekend z kolegami. " "Ale przecież jesteśmy małżeństwem. Rachunki powinny być wspólne. " Jan skrzyżował ręce.
"Ty naprawdę robisz awanturę o kilka złotych?? " Kasia wskazała pudło po konsoli. "Nie, próbuję zrozumieć matematykę. Cztery tysiące na konsolę to rozsądny wydatek.
Weekend w Pradze to inwestycja w odpoczynek. Ale zakupy do domu to wyrzucanie pieniędzy. " "Nie przekręcaj. " "Niczego nie przekręcam.
Od jutra kupuję tylko to, czego sama potrzebuję. Ty możesz robić dokładnie to samo. " Jan roześmiał się krótko. "Dobra, zobaczymy, jak długo wytrzymasz.
" Kasia tylko wzruszyła ramionami. Następnego ranka wyszła wcześniej do pracy. Po drodze zatrzymała się w piekarni, wzięła kawę i drożdżówkę. W porze obiadowej poszła z koleżankami do baru na zupę i naleśniki.
Wieczorem wróciła z pustymi rękami. Jan siedział przed konsolą. "Nic nie kupiłaś? " zapytał.
"Nie potrzebowałam. " "Mleka nie ma. " "Ja piję kawę w pracy. " "Szynka się skończyła.
" "Ja jej dzisiaj nie jem. " Jan zmarszczył czoło. "I co ja mam zrobić?? " "Sklep jest pięć minut stąd.
" Jan pokręcił głową, ale nic więcej nie powiedział. Był pewien, że Kasia szybko się znudzi i wróci z torbami. Drugiego dnia w lodówce zostało kilka jajek, kawałek masła i musztarda. Trzeciego Jan sam zajrzał do szafek.
Stał przed nimi długo, jakby liczył na cud. Kasia obserwowała go z salonu i milczała. W końcu mruknął: "Dobra. Jutro coś sobie kupię.
" Kasia uśmiechnęła się pod nosem. Na to czekała. Następnego dnia Jan poszedł do sklepu. Spędził tam prawie pół godziny.
Najpierw wrzucał do koszyka wszystko, na co miał ochotę: szynkę, ser, jajka, pieczywo, sok, kawę, gotowe pierogi. Potem spojrzał na ceny i wyjął sok. Odłożył lepszy ser. Przy wędlinach stał dwie minuty, porównując ceny.
Starsza pani obok spojrzała na niego z rozbawieniem. "A pan pierwszy raz na zakupach?? " Jan udał, że nie słyszy. Przy kasie zapłacił ponad sto złotych i wyszedł z miną człowieka oszukanego przez cały system handlu.
Wieczorem zrobił jajecznicę. Był z siebie zadowolony. Pokroił cebulę, rozgrzał patelnię, wbił jajka, posolił. Problem pojawił się później.
Na blacie zostały łupiny, deska, nóż, talerz i tłusta patelnia. Jan zjadł, odstawił wszystko do zlewu i wrócił do salonu. Kasia przechodziła przez kuchnię. "Jan, co patelnia?
" "Umyję później. " "Dobrze. " Następnego ranka patelnnia nadal stała w zlewie. Obok pojawił się kubek i talerz.
Wieczorem Jan chciał przygotować pierogi, ale musiał najpierw umyć garnek, bo wszystkie czyste naczynia zniknęły. "Kasia, gdzie jest ten mały garnek? " "W zmywarce. " "A czemu nie włączona??
" "Bo są tam głównie twoje rzeczy. " "To co?? " "To ją włącz. " Westchnął tak ciężko, jakby powierzono mu prowadzenie elektrowni.
Kasia funkcjonowała normalnie. Jadła śniadanie po drodze do pracy, w południe wychodziła do baru mlecznego z koleżankami. Nie robiła nic na pokaz. Po prostu przestała organizować życie Jana.
I właśnie to drażniło go najbardziej. Wcześniej zakupy były niewidzialne. Otwierał lodówkę i znajdował mleko. Kończyła się pasta, a po dwóch dniach stała nowa.
Teraz wszystko miało cenę, termin i wymagało pamiętania. W czwartek skończył mu się chleb. Wieczorem zapomniał kupić nowy. W piątek odkrył, że nie ma kawy.
"Kasia, ty jutro będziesz gdzieś wychodzić? " zapytał obojętnie. "Będę. " "To może kupisz po drodze kawę??
" Spojrzała na niego. "Tobie? No do domu. Ja mam swoją w pracy.
" Jan zacisnął zęby. "Dobra, już nic nie mówiłem. " W sobotę rano Kasia wyszła wcześniej. Spotkała się z Bożeną i Zbigniewem w kawiarni niedaleko centrum.
Bożena przywitała ją: "Siadaj. Coś się stało?? " Kasia opowiedziała wszystko spokojnie. Nie robiła z Jana potwora.
Mówiła o rachunkach, zakupach, odkładaniu na Pragę i o tym, że Jan uważał codzienne wydatki za coś, czym powinna zajmować się ona. Bożena słuchała z napiętymi ustami. "Czyli on naprawdę myślał, że ty będziesz płacić za wszystko, a on sobie odkłada na wyjazdy?? " "Mniej więcej.
" Zbigniew westchnął. "Pięknie. " Bożena spojrzała na męża. "Wychowaliśmy księcia.
" "Nie księcia. Odpowiedział Zbigniew. Książę przynajmniej wie, że ktoś utrzymuje zamek. Nasz nawet tego nie zauważył.
" Kasia się roześmiała. Bożena pokręciła głową. "Dobrze, że nam powiedziałaś. " "Nie chcę, żebyście robili awanturę.
" "I nie będziemy. " powiedział Zbigniew spokojnie. Spojrzał na żonę, a ona odpowiedziała mu krótkim, znaczącym spojrzeniem. Kasia od razu zrozumiała, że zapadła jakaś decyzja.
"Co wy kombinujecie?? " Bożena uśmiechnęła się niewinnie. "My nic. " Zbigniew dopił kawę.
"Po prostu czasem dorosłemu człowiekowi trzeba pokazać kilka rzeczy w praktyce. " Kasia po raz pierwszy od dawna poczuła, że nie musi wszystkiego załatwiać sama. W piątek wieczorem Jan wrócił do domu rozdrażniony. Od progu było słychać, że coś mu nie pasuje.
Najpierw głośno odstawił buty. Potem otworzył lodówkę, zajrzał, zamknął. Po chwili otworzył jeszcze raz, jakby za drugim razem miało się pojawić coś nowego. Kasia siedziała przy stole z herbatą.
"I co? " "Co? " "Widzę, że czegoś szukasz. " "Normalnego jedzenia.
To kup. " "Kasia, ile można? W domu powinno być coś gotowego. Człowiek wraca po tygodniu pracy i nie chce zastanawiać się, co kupić, co ugotować i co potem posprzątać.
" Kasia uniosła brwi. "Ciekawe, że kiedy ja się nad tym zastanawiałam przez lata, to ci nie przeszkadzało. " Jan westchnął. "Znowu zaczynasz??
" "Nie, to ty zacząłeś. " Przez chwilę cisza. Jan otworzył szafkę, wyjął makaron, spojrzał i odstawił. "Ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego robisz z tego zasadę.
" "Bo to jest zasada, że dwoje dorosłych ludzi mieszka razem i oboje dba o wspólny dom. " Jan prychnął. "Moja matka całe życie ogarniała wszystko sama i nie robiła tragedii. " Kasia odstawiła kubet.
"Świetnie. To może zapytaj ją, co o tym myśli. " Jan spojrzał na nią uważnie. "Myślisz, że nie zapytam?
Proszę bardzo. " Wyjął telefon i wybrał numer. Bożena odebrała po kilku sygnałach. "Mamo, no wreszcie.
Słuchaj, bo tu już naprawdę dzieją się dziwne rzeczy. Kasia stwierdziła, że nie będzie robić normalnych zakupów do domu. Wszystko mam sobie kupować sam. Jedzenie, swoje rzeczy, wszystko.
I jeszcze mówi, że to niby jest sprawiedliwe. " Po drugiej stronie cisza. "Tak, mamo, dokładnie. No przecież ja też mam swoje wydatki.
Mówiłem wam o Pradze. Michał już wszystko organizuje. " Znów posłuchał. "No dobrze, to przyjedźcie i jej wytłumaczcie, bo mnie już nie słucha.
" Kasia odwróciła głowę, żeby się nie uśmiechnąć. Jan zakończył rozmowę i położył telefon z miną człowieka, który wygrał sprawę w sądzie. "No teraz zobaczymy. " "Co zobaczymy?
" "Mama przyjedzie sama? " "Nie wiem. Może z tatą. " "To dobrze.
" Jan zmarszczył czoło. Chyba spodziewał się innej reakcji. Przez pół godziny chodził po mieszkaniu i nakręcał się coraz bardziej. Opowiadał, jak to dawniej wyglądały normalne rodziny, jak jego matka zawsze miała obiad, a ojciec nie musiał sprawdzać, czy jest chleb.
Kasia słuchała spokojnie. W końcu rozległ się dzwonek. Jan natychmiast się wyprostował. "No i są.
" Kasia otworzyła drzwi. Na klatce stała Bożena, obok Zbigniew. Nie wyglądali na ludzi, którzy przyjechali robić awanturę. Bożena miała jasny płaszcz i torebkę pod pachą.
Zbigniew stał spokojnie z rękami w kieszeniach. "Dobry wieczór. " "Dobry wieczór, kochanie. " Jan wyszedł do przedpokoju.
"No mamo, powiedz jej. " Bożena spojrzała na syna. "Co mam jej powiedzieć?? " "No to co mówiłem przez telefon.
" "Słyszałam. " "No właśnie. " Zbigniew wszedł do środka i zdjął kurtkę. "Jan, usiądźmy.
" "Ale po co?? " "Bo chcemy porozmawiać. " Sam ton ojca sprawił, że Jan przestał się uśmiechać. Usiedli w salonie.
Bożena zajęła miejsce obok Kasi. Zbigniew naprzeciwko syna. "Synku, zaczęła Bożena. Ty naprawdę uważasz, że żona ma płacić za wspólne życie, a ty możesz odkładać całą wypłatę na własne przyjemności??
" Jan poruszył się niespokojnie. "Niecałą. " "To ile dokładasz do rachunków?? " zapytał Zbigniew.
Jan milczał. "Do zakupów? Cisza. Do środków czystości?
" Jan odchrząknął. "Przecież Kasia zawsze to kupowała. " "Właśnie. " pokiwał głową Zbigniew.
Bożena westchnęła. "Myśmy cię chyba za długo wyręczali. A potem Kasia przejęła pałeczkę. I ty nawet nie zauważyłeś, że ktoś cały czas robi za ciebie połowę życia.
" Jan zrobił się czerwony. "Czyli wy też jesteście przeciwko mnie?? " "Nie jesteśmy przeciwko tobie. Odpowiedział Zbigniew.
Właśnie dlatego tu jesteśmy. " "To znaczy?? " Ojciec spojrzał na Bożenę, potem na syna. "Masz niedługo urlop.
" "No mam. " "To spędzisz jego część z nami. " "Gdzie?? " "U nas.
" "Po co?? " Bożena uśmiechnęła się lekko. "Pamiętasz stary dom po dziadkach na obrzeżach miasta?? " Jan spojrzał podejrzliwie.
"Pamiętam. " "Trzeba tam sporo ogarnąć. Ciągnęła, garaż, piwnicę, okna, trochę malowania. Przyda się para rąk.
" "Chwileczkę. Ja jadę do Pragi. " Zbigniew pokręcił głową. "Nie tym razem.
" "Ale Michał już wszystko ustala. " "To mu powiesz, że plany się zmieniły. " Jan poderwał się z fotela. "To jest karanie mnie??
" "Nie. Odpowiedziała Bożena stanowczo. Kara byłaby wtedy, gdybyśmy chcieli ci dokuczyć. My chcemy, żebyś zobaczył, jak wygląda normalne prowadzenie domu, kiedy nikt nie robi wszystkiego za ciebie.
" Jan spojrzał na Kasię. "To ty ich namówiłaś?? " "Opowiedziałam tylko, co się dzieje. " Zbigniew wstał.
"Spokojnie. Nikt cię nie wysyła do kopalni. Będziesz z nami mieszkał, jadł normalnie, odpoczywał, ale będziesz też uczestniczył w tym, co trzeba zrobić. " "A jak nie chcę??
" Bożena spojrzała na niego z tym spokojem, który znał od dzieciństwa. "To i tak pojedziesz. " Jan otworzył usta, ale nic nie powiedział. Kilka minut później pakował torbę bez entuzjazmu.
Kiedy wychodzili, Zbigniew chciał wziąć torbę, ale Jan od razu ją odebrał. "Sam poniosę. " Ojciec spojrzał krótko. "Bardzo dobrze.
" Kasia została w drzwiach. Bożena uśmiechnęła się do niej. "Odezwę się. " Jan rzucił tylko: "Pa.
" Drzwi się zamknęły. Kasia wróciła do salonu, usiadła na kanapie i spojrzała na pusty fotel. Pierwszy raz od dawna w mieszkaniu było naprawdę cicho. Stary dom po dziadkach stał na obrzeżach miasta przy spokojnej ulicy.
Jan pamiętał go z dzieciństwa jako ogromny. Teraz zobaczył przede wszystkim pracę. W garażu piętrzyły się kartony, narzędzia, puszki po farbie i deski. W piwnicy stały słoiki, puste skrzynki i krzesła z urwanymi oparciami.
Ogrodzenie straciło kolor, rynny były pełne liści. Pierwszego ranka Bożena postawiła na stole chleb, twarożek ze szczypiorkiem, pomidory i jajka. Jan usiadł i spojrzał podejrzliwie. "To wszystko??
" Bożena uniosła brwi. "A czego się spodziewałeś? Bufetu hotelowego?? " Zbigniew parsknął.
"Jedz, bo potem jedziemy do marketu budowlanego. " "Po co?? " "Po farbę, worki, rękawice i drobiazgi. " Jan westchnął.
"Dopiero przyjechałem. " "Wczoraj. " przypomniała matka. Po śniadaniu Jan automatycznie wstał i ruszył w stronę drzwi.
"Talerz. " powiedziała Bożena. Odwrócił się. "Co talerz??
" "Sam się nie zaniesie do zlewu. " Jan wrócił, zabrał talerz i kubek. Zbigniew powiedział: "Widzisz, pierwszy sukces. " "Bardzo śmieszne.
" W markecie Jan próbował zachowywać się jak gość. Szedł kilka kroków za rodzicami, dopóki Zbigniew nie podał mu wózka. "Prowadź. " "Czemu ja??
" "Bo masz dwie zdrowe ręce. " Potem trzeba było znaleźć farbę, porównać ceny pędzli, policzyć worki i sprawdzić, czy tańszy preparat się opłaca. Jan szybko zauważył, że zakupy nie polegają na wrzucaniu pierwszej rzeczy do koszyka. Po powrocie Zbigniew zaprowadził go do garażu.
"Zaczniemy tutaj. " "Co dokładnie?? " "Wszystko, czego nie używamy, dzielimy na trzy kubki: zostaje, do oddania, do wyrzucenia. " Jan popatrzył na garaż.
"To zajmie cały dzień. " "Możliwe. I po co trzymaliście tyle rzeczy?? " "Dobre pytanie.
Jak skończysz, możesz zapytać sam siebie: po co ty trzymasz w domu pięć pudełek po elektronice?? " Jan nic nie odpowiedział. Przez kolejne dni pracy nie brakowało. Czyścił rynny z ojcem, wynosił stare rzeczy z piwnicy, malował ogrodzenie.
Największym zaskoczeniem była jednak cała reszta. Wracali zmęczeni, a Bożena mówiła: "Jan, rozpakuj zakupy" albo: "Wstaw pranie, proszek jest w szafce", albo: "Jak idziesz na górę, zabierz czyste ręczniki". Pierwszego dnia pytał o wszystko. "Gdzie jest płyn??
" "W szafce. " "W której?? " "Otwórz i zobacz. " "A jaki program w pralce??
" "Przeczytaj. " Bożena odpowiadała spokojnie, bez złości, ale też bez biegania za nim. Trzeciego dnia Jan sam zauważył pełny kosz na pranie i zaniósł go do łazienki. Zbigniew zobaczył to z korytarza.
"Proszę, proszę. " "Co?? " "Nic. Człowiek się rozwija.
" "Tato, daj spokój. " Wieczorem Jan wszedł do kuchni. Bożena siedziała przy stole i czytała gazetę. "Mamo, co będzie na kolację??
" Nie podniosła wzroku. "Nie wiem. " Jan zatrzymał się. "Jak to nie wiesz??
" "Normalnie. " "To nic nie robisz?? " Bożena odłożyła gazetę. "Lodówka jest pełna.
Kuchnia działa. Dzisiaj twoja kolej. " Jan otworzył lodówkę. Były jajka, ser, warzywa, wędlina, jogurt, masło i ziemniaki.
"Z tego da się zrobić kolację, Jan. Ludzie od lat robią kolacje z rzeczy, które są w lodówce. " Zbigniew wszedł i usiadł przy stole. "Ja się nie wtrącam.
Jestem klientem. " "Jeszcze tego brakowało. " Jan wyjął ziemniaki, cebulę i jajka. "Gdzie jest większa patelnia??
" "Dolna szafka. " "A ile tej cebuli?? " "Ile uważasz. " "A przyprawy??
" "Są nad kuchenką. I tak codziennie?? " Bożena spojrzała na niego. "Ktoś codziennie musi wiedzieć, co jest w lodówce, czego brakuje, co kupić, co ugotować i co potem posprzątać.
" Jan przestał mieszać. Przez moment nic nie mówił. Przypomniał sobie Kasię wracającą z pracy z torbami. Listy zakupów na stole.
Pytania, czy czegoś potrzebuje. Pełną lodówkę, której nigdy nie uważał za czyjąś pracę. Po prostu była. Kolacja wyszła całkiem dobrze.
Ziemniaki z cebulą, jajka sadzone i pomidory. Zbigniew spróbował. "Da się jeść. " Jan spojrzał oburzony.
"Tylko tyle?? " "Chcesz medal?? " Bożena się roześmiała. Po kolacji Jan zaczął zbierać talerze.
Matka nic nie powiedziała. Dopiero kiedy włączył wodę i sięgnął po płyn, spojrzała na Zbigniewa. Ten uśmiechnął się. Jan zauważył.
"Co znowu?? " "Nic. Po prostu miło popatrzeć. " Później, leżąc w swoim dawnym pokoju, długo nie mógł zasnąć.
Nie męczył go garaż ani malowanie. Męczyła go jedna myśl. Przez lata uważał, że Kasia po prostu ogarnia dom. Dopiero teraz zaczynał rozumieć, ile rzeczy kryło się za tym krótkim zdaniem.
Minęły prawie dwa tygodnie. Kasia przyzwyczaiła się do ciszy. Wracała z pracy, robiła herbatę i nikt nie pytał, czy jest coś dobrego. W niedzielę po południu zadzwonił domofon.
Bożena nacisnęła przycisk. Kiedy Kasia otworzyła drzwi, przez moment nic nie mówiła. Jan stał między rodzicami z dwiema torbami zakupów. Był trochę szczuplejszy, opalony i wyraźnie spokojniejszy.
W dłoni trzymał bukiet tulipanów. "Cześć. " "Cześć. " Zbigniew wszedł pierwszy.
"Dostawa specjalna. " Bożena uśmiechnęła się, a Jan sam wszystko wniósł. "Mamo, no co?? " "Chwalę.
" Kasia odsunęła się, żeby ich wpuścić. Jan postawił torby w kuchni i od razu zaczął wyjmować zakupy. Chleb, warzywa, ser, jogurty, kawa, mleko, owoce, środki czystości. Kasia stanęła w drzwiach.
"Ty to wszystko kupiłeś?? " "Tak, sam. " "Sam i przeżyłeś?? " Zbigniew parsknął.
Jan pokręcił głową. "Wiedziałem, że tak będzie. " Układał rzeczy: produkty do lodówki, chemię pod zlew, pieczywo do chlebaka. Nie robił idealnie.
Pomidory prawie włożył do lodówki obok mleka, ale po chwili sam się zatrzymał. "Nie, te zostawię tutaj. " Kasia nic nie komentowała. Bożena obserwowała syna.
Kiedy skończył, Zbigniew wyjął złożoną kartkę. "Jeszcze dokumentacja. " "Jaka dokumentacja?? " "Po przeglądzie technicznym.
" Jan jęknął. "Tato, błagam. " Zbigniew rozłożył kartkę i zaczął czytać z powagą urzędnika: "Funkcja zakupy uruchomiona. Funkcja gotowanie działa, choć wymaga aktualizacji.
Funkcja sprzątanie wykryta. Funkcja wspólny budżet gotowa do wdrożenia. Szacunek do cudzej pracy przywrócony. " Bożena zakryła usta dłonią.
Kasia już się nie powstrzymywała. "I co? Jest gwarancja. " Zbigniew spojrzał na Jana.
"Warunkowa. W razie problemów mamy jeszcze piwnicę do malowania. " Jan od razu spoważniał. "Wszystko będzie działać.
" Bożena podeszła do Kasi i ścisnęła ją za rękę. "My już będziemy jechać. " "Napijecie się chociaż kawy?? " "Innym razem.
Niech teraz sami porozmawiają. " Po kilku minutach drzwi się zamknęły. Zostali sami. Jan spojrzał na zlew.
Stały tam dwa kubki i talerzyk. Bez słowa podszedł, odkręcił wodę i zaczął myć. Kasia usiadła przy stole. "Nie musisz robić pokazówki.
" Wyłączył wodę. "Wiem. Właśnie dlatego to robię. " Kasia patrzyła uważnie.
Jan szukał słów. "Ja naprawdę wcześniej tego nie widziałem. Wiedziałem, że robisz zakupy, gotujesz, ogarniasz różne rzeczy. Tylko w mojej głowie to wszystko było takie normalne.
Jakby działo się samo. " Kasia milczała. "U rodziców człowiek rano wstawał i od razu było coś do zrobienia. Jak nie garaż, to zakupy.
Jak nie zakupy, to pranie. Potem trzeba było pomyśleć o obiedzie, po obiedzie posprzątać. I nagle dzień się kończył. A ja wracałem tutaj i pytałem cię, gdzie jest sos.
" Kącik ust Kasi drgnął. "To akurat pamiętam. " "Ja też. Niestety.
" Jan sięgnął do kieszeni. "Jest jeszcze coś. " Wyjął kopertę i położył na stole. W środku były dwa bilety lotnicze.
Kasia przeczytała kierunek. "Paryż. " Jan skinął głową. "Dwa bilety i hotel, nieduży, ale w dobrej dzielnicy.
Sprawdzałem opinie trzy wieczory. " Kasia patrzyła na kartki. "A Praga?? " "Nie jadę.
Michał się nie obraził. Trochę ponarzekał, ale mówi, że przeżyje. " Jan spoważniał. "Pomyślałem, że skoro umiałem odkładać pieniądze na siebie, to mogę też zrobić coś dla nas.
" Kasia nadal milczała. "Tym razem chciałem zrobić coś dla nas obojga. Nie tylko dla siebie. " Po chwili dodał: "I jeszcze jedno.
Od przyszłego miesiąca siadamy razem do budżetu. Rachunki, zakupy, wszystko. Ustalamy, ile każdy wpłaca, i koniec z tym, że ty pilnujesz wszystkiego sama. " Kasia uśmiechnęła się lekko.
"To brzmi rozsądnie. Mam nadzieję. " "A kolacja?? " Jan spojrzał na zegarek.
"Mogę zrobić. " Wstał i otworzył lodówkę. "Spokojnie. Tym razem najpierw zobaczę, co mamy, a dopiero potem podejmę decyzję.
" Kasia się roześmiała. Jan wyciągnął ser, warzywa i kilka innych rzeczy. Zaczął krzątać się po kuchni. Kasia sięgnęła po telefon i napisała do Bożeny: "Chyba naprawdę pomogło.
Zakupy zrobił, naczynia umył. O budżecie sam zaczął rozmawiać i kupił nam bilety do Paryża. Możecie być z siebie zadowoleni. " Odpowiedź przyszła po chwili: "My to on miał się czego nauczyć.
Teraz niech już sam pilnuje, żeby nie zapomniał. " Kasia odłożyła telefon i spojrzała na Jana. Stał przy blacie, kroił warzywa i co chwilę sprawdzał coś w lodówce.
Nie było idealnie, ale pierwszy raz od dawna miała wrażenie, że naprawdę są w tym domu, we dwoje.