Obudziłam się w hotelowym pokoju z potwornym kacem i gołą ręką, na której błyszczał diament. Obok spał mój szef – milioner, playboy, mężczyzna, którego miałam za aroganckiego egoistę. A potem on…

Obudziła się z potwornym bólem głowy, a pierwsze, co zobaczyła, to porozrzucane ubrania na podłodze hotelowego pokoju. Potem wzrok padł na mężczyznę śpiącego obok niej. Piotra Mazura. Jej szefa.

Thumbnail

Najbardziej niedostępnego CEO, jakiego znała. Weronika Nowak nigdy nie lubiła firmowych imprez, ale tamtego wieczoru poszła, bo plotki mówiły, że mają zostać ogłoszone awanse. Ubrała najlepszą sukienkę, na jaką było ją stać, i wmawiała sobie, że jej ciężka praca w końcu zostanie doceniona. Zamiast tego doceniono Pawła, kolegę, któremu oddała gotowy projekt.

Zgorzkniała, poszła utopić żal w barze. Jedno drink, drugi, trzeci. A potem ktoś usiadł obok niej. Piotr Mazur, człowiek, którego nie znosiła za jego beztroskie podejście do życia i reputację playboya.

Tej nocy był jednak inny, wyraźnie czymś przygnębiony. Alkohol rozluźnił atmosferę. Śmiali się, zwierali, wznosili toasty. I jakoś tak wyszło, że w windzie rozmawiali o zaręczynach.

Teraz leżał obok niej. Otworzył oczy i wyglądał na równie zagubionego jak ona. – Co my zrobiliśmy? – szepnęła.

– Weronika… – zaczął, siadając na łóżku i przecierając twarz. – Musimy porozmawiać. Ktoś nagrał, jak wchodzimy razem do tego pokoju. I słyszał naszą rozmowę o zaręczynach.

– To był żart. Pijany żart. – Dla ciebie może tak. Ale dla mnie to może kosztować opiekę nad córką.

Piotr wyjaśnił, że walczy o prawo do opieki nad córeczką po śmierci jej matki. Jego reputacja playboya i ten filmik z pijaną nocą mogły zniszczyć jego sprawę w sądzie. Spojrzał na nią z desperacją. – Potrzebuję, żebyś udawała moją narzeczoną.

Chociaż przez jakiś czas. Zapłacę ci. Ile tylko zechcesz. Weronika chciała wyjść i nigdy nie wracać, ale myśl o ciężko chorej cioci, którą się opiekowała, i o rachunkach, których nie miała z czego opłacić, zatrzymała ją w miejscu.

To była szansa, żeby rozwiązać wszystko. Ale za jaką cenę? – To tylko umowa – powiedziała w końcu. – Kiedy to się skończy, płacisz mi i każde z nas idzie w swoją stronę.

Żadnych emocji. Nic więcej. – Zgoda – odpowiedział szybko. Farsa się zaczęła.

Ogłosili zaręczyny, a świat zwariował. Zdjęcia na okładkach magazynów, kolacje z rodziną Piotra, gale charytatywne i błyski fleszy. Matka Piotra patrzyła na Weronikę podejrzliwie, a znajomi zadawali niewygodne pytania. Weronika nauczyła się kłamać jak zawodowiec, ale z każdym dniem trudniej było jej udawać.

Piotr, którego znała jako aroganckiego szefa, zaczął pokazywać inną twarz. Pewnego wieczoru zastała go wpatrzonego w zdjęcie córki w telefonie. Mówił o niej z taką czułością, że Weronice zmiękło serce. A on z kolei zaczął dostrzegać w niej coś, czego nie widział w kobietach, które zwykle go otaczały.

Była prawdziwa. Bez gierek, bez gier. Im więcej czasu spędzali razem, tym trudniej było im pamiętać, że to wszystko jest kłamstwem. Weronika łapała się na tym, że myśli o nim przed snem.

Piotr przyłapywał się na tym, że szuka jej wzrokiem w tłumie. Ale oboje milczeli, bo umowa była jasna. Pewnej nocy, po kolejnym przyjęciu, siedzieli w jego mieszkaniu. Cisza była ciężka jak ołów.

– Weronika – przerwał w końcu. – Wiem, że to miała być tylko umowa. Ale… zastanawiałaś się kiedyś, czy to mogłoby być czymś więcej? Jej serce zabiło mocniej, ale uciekła wzrokiem.

– Piotr, to farsa. Pamiętasz? Potrzebowałeś pomocy z opieką nad córką. Ja jestem tutaj tylko dlatego.

– Nie wiem już, co czuję – przyznał. – Nie wiem, czy cię wykorzystuję, czy naprawdę… się w tobie zakochuję. – Nie mogę tego zrobić – wyszeptała i wybiegła, zostawiając go samego. Walczyła ze sobą przez kilka dni, aż w końcu zrozumiała, że nie może udawać, że nic się nie dzieje.

Musiała mu powiedzieć prawdę. Poszła do niego, cała drżąca. – Piotr, nie mogę już tak żyć. Zakochałam się w tobie.

Spojrzał na nią z niedowierzaniem, a potem zaśmiał się gorzko. – O to ci chodzi, tak? Teraz chcesz to wykorzystać przeciwko mnie? Myślałem, że jesteś inna.

– Wykorzystać? – Jej głos zadrżał. – Chciałam tylko ci pomóc. Nigdy nie chciałam nic więcej.

– Oczywiście, że chciałaś. Wiedziałaś, że jestem podatny. I teraz to obracasz na swoją korzyść. Jego słowa uderzyły ją jak cios.

Łzy popłynęły po jej policzkach. – Jeśli tak to widzisz, to nie mam tu już czego szukać. Kończę to. Farsa, umowa, wszystko.

Wyszła, trzaskając drzwiami. Przez kolejne dni Weronika próbowała wrócić do normalności, ale każda myśl wracała do Piotra. A on, po początkowym gniewie, zaczął widzieć wszystko wyraźniej. Bał się zaufać po stracie matki swojej córki.

Zbudował mury, które teraz odepchnęły jedyną osobę, która naprawdę się o niego troszczyła. Zrozumiał, że kocha ją od samego początku. Zapukał do jej drzwi, gdy już prawie stracił nadzieję. – Byłem idiotą – powiedział, gdy otworzyła.

– Dałem się ponieść strachowi. Zraniłem jedyną osobę, która sprawiła, że znów coś poczułem. Nie przyszedłem prosić o kontynuowanie farsy. Przyszedłem, bo cię kocham.

I wiem, że byłem tchórzem. – A jeśli ci wybaczę, to co się zmieni? – zapytała cicho. – Nie chcę żyć w kłamstwie.

– Ja też nie chcę. Chcę ciebie. Zmierzymy się ze wszystkim razem. Z opieką, z sądem, z całym światem.

Ale tym razem bez umów. Po prostu chcę być z tobą naprawdę. Weronika przez chwilę walczyła z własną obroną, ale w końcu opuściła ramiona. – Ja też cię kocham.

I najbardziej boli mnie to, że próbowałam ci to powiedzieć, a ty mi nie zaufałeś. – Nie popełnię tego błędu ponownie – obiecał. Zaczęli od nowa. Weronika poznała jego córkę, a Piotr z pomocą Weroniki udowodnił sądowi, że potrafi być odpowiedzialnym ojcem.

Związek kwitł, bo opierał się już nie na kłamstwie, ale na zaufaniu i szczerości. W końcu, w piękny słoneczny dzień, stanęli przed ołtarzem. Tym razem naprawdę. Bez umów, bez farsy.

Biała suknia, łzy wzruszenia i miłość, która narodziła się z chaosu i przetrwała najgorsze. Kto by pomyślał, że fałszywe zaręczyny zaprowadzą ich prosto do szczęśliwego zakończenia.