Gdy obudziłam się po operacji, lekarz powiedział, że usunął raka. Ale zanim zamknęłam oczy, przez szparę w drzwiach sypialni usłyszałam głos mojego męża i teściowej. Planowali sprzedać moje…

Znieczulenie po operacji zaczynało ustępować, a obraz przed moimi oczami powoli odzyskiwał ostrość. Wciągałam powietrze przez maskę tlenową i zobaczyłam mamę oraz starszą siostrę siedzące przy łóżku. Mama wypuściła wstrzymywany oddech, a jej usta uniosły się w lekkim uśmiechu. Operacja przebiegła bez zarzutu, a ostatni znak, który zapisałam na jej dłoni przed wejściem na salę, zadziałał.

Thumbnail

Właśnie wracały z siostrą po perfekcyjnie załatwionej sprawie. Poczułam ulgę i spokojnie zamknęłam oczy. Usunięcie złośliwej choroby z mojego ciała zajęło cztery godziny. Jednak pozbycie się toksycznych ludzi, którzy przyczepili się do mojego życia, wymagało całego miesiąca przygotowań.

Wszystko zaczęło się dokładnie miesiąc wcześniej, w zwykłe środowe popołudnie. Wzięłam pół dnia wolnego, żeby odebrać wyniki badań ze szpitala. Wyraz twarzy lekarza nie był optymistyczny. Rak we wczesnym stadium, ale dzięki wczesnemu wykryciu operacja miała wystarczyć, by nie było zagrożenia dla życia.

Wychodząc ze szpitala, miałam nogi jak z waty. Chciałam zadzwonić do męża, ale postanowiłam powiedzieć mu wieczorem, twarzą w twarz. Kiedy otworzyłam drzwi wejściowe, w domu panowała dziwna cisza. W salonie nikogo nie było, a drzwi do sypialni były lekko uchylone.

Przez szparę usłyszałam głosy męża i teściowej. – Mamo, powiedziałem Justynie, że jeśli w biurze nieruchomości będą chcieli zweryfikować tożsamość właściciela, zrobimy fałszywy dowód z jej zdjęciem na moje dane. Założy maseczkę i okulary i nikt się nie zorientuje. – O mój Radosław, jaki ty jesteś mądry.

– Jak tylko ona wejdzie na salę operacyjną, my we trójkę pojedziemy sfinalizować umowę i od razu znikamy. Serce spadło mi do samych stóp. Skąd oni wiedzieli o mojej operacji? Szpital wysłał SMS na numer osoby upoważnionej, czyli mojego męża.

Stałam jak wryta, nie mogąc wydobyć z siebie oddechu. Z telefonu w trybie głośnomówiącym dobiegł nieznajomy kobiecy głos. Justyna, koleżanka z pracy męża. – Kochanie, już kupiłam wszystkie sukienki na Wyspy Kanaryjskie.

Jak tylko dostaniemy pieniądze, masz przyjechać prosto do mnie. – Oczywiście. Jak tylko zobaczę, że moja żona wjeżdża na salę operacyjną, podpisuję dokumenty i ruszam. – Uf, co za ulga.

Ależ ja się namęczyłam, żeby dogodzić tej humorzastej synowej. Jak sprzedamy mieszkanie, będziemy żyć jak królowie. Nie popłynęła ani jedna łza. W mojej głowie zapanował lodowaty spokój i pojawiła się jedna myśl – sprawię, że ich życie stanie się pasmem nieszczęść.

Bezszelestnie wyjęłam smartfon z torebki i włączyłam nagrywanie. Potem wyszłam na zewnątrz i wróciłam dopiero wieczorem. Tego wieczoru usiadłam przy stole, jakby nic się nie stało. – Byłeś dzisiaj w szpitalu.

Jakie wyniki? – zapytał. – Wczesne stadium. Muszę mieć operację.

– Naprawdę? O Boże kochanie, jak ci musiało być ciężko. Nie martw się, będę przy tobie i o wszystko zadbam. Patrząc na jego obłudną twarz, miałam ochotę zwymiotować, ale powstrzymałam się.

– W takim razie przez jakiś czas będziesz musiał zająć się wszystkimi domowymi obowiązkami. Lekarz powiedział, żebym unikała stresu. – Oczywiście. Sprzątanie, pranie, wszystko zrobię.

Ty tylko dbaj o siebie. Od następnego dnia sceneria w domu całkowicie się zmieniła. Zamiast zachowywać się jak pacjentka w terminalnym stadium, zaczęłam rządzić jak prawdziwa władczyni. Rano siadałam na kanapie i wołałam męża.

– Wyczyść toaletę w sypialni i umyj podłogę w salonie. – Dobrze kochanie. Zrobię to szybko przed wyjściem do pracy. – Nie byle jak, ale dokładnie w każdym zakamarku.

Moja odporność nie może spaść. Patrząc na jego plecy w gumowych rękawicach, prychnęłam pod nosem. W duchu pewnie odliczał dni do mojej operacji, powtarzając sobie „wytrzymaj, wytrzymaj”. Z sypialni wyszła teściowa.

– Dziecko, dlaczego tak go męczysz od samego rana? Chłopak musi iść do pracy. – Teściowo, jestem chora. Lekarz zalecił absolutny odpoczynek.

A ty nie spieszysz się? – Mimo wszystko przygotuję śniadanie, ale ty też trochę przystopuj. – Nie mam apetytu. A pani potrawy są dla mnie za słone.

Zamówię sobie catering dietetyczny, a teściowa niech sama sobie coś przygotuje. – Co ty powiedziałaś? – Teściowo, jestem chora. Jeśli będę się stresować, nie wiadomo, co się może stać.

I tak już myślałam o zmianie beneficjenta mojego ubezpieczenia na życie na kogoś z mojej rodziny. Jeśli teściowa będzie mnie dalej stresować, natychmiast zadzwonię do ubezpieczyciela. Teściowa zaniemówiła, jakby połknęła język. Słowo „ubezpieczenie” musiało ją zaboleć.

Kilka dni później wpadła moja szwagierka. Zawsze przychodziła z pustymi rękami i kręciła się koło mojej toaletki i szafy, co mnie irytowało. – Bratowo, jak się czujesz? Radek bardzo się martwi twoją operacją.

– Siostrzyczko, co ty opowiadasz? On o wszystko doskonale dba, prawda, kochanie? – No tak, oczywiście, muszę o wszystko zadbać. – Ojej, to wspaniale.

A nasza mama mówiła, że twoi rodzice na pewno się martwią i zastanawiała się, czy nie powinniśmy im wysłać jakiejś bonbonierki. – Teściowa na pewno bardzo by się przejęła, gdyby twoja mama zachorowała. Muszę jej coś podrzucić. W duchu wybuchnęłam śmiechem.

Na zewnątrz udawali troskę, a w głębi duszy knuli, jak sprzedać mieszkanie i uciec. – Dajcie spokój. Moja mama poczułaby się jeszcze bardziej niezręcznie, gdyby dostała od pani prezent. Lepiej niech teściowa dobrze zarządza swoimi pieniędzmi.

A właśnie – w tym miesiącu nie będzie dla teściowej kieszonkowego. – Co? Ale dlaczego? – Jestem chora.

Koszty leczenia nie są małe, a po operacji będę musiać przejść rehabilitację. Teściowa ma przecież swoje oszczędności. Na razie niech z nich korzysta. – Ale jakie oszczędności?

To pieniądze na czarną godzinę. – Jeśli teściowej się nie podoba, niech prosi Radka. Kochanie, dasz mamie pieniądze ze swoich zaoszczędzonych? – Jakich oszczędzonych?

Ja nie mam żadnych. – Jak to nie masz? A gdzie są pieniądze, które zostały po opłaceniu ubezpieczenia samochodu w zeszłym miesiącu? Daj jej z tego.

Jestem zmęczona. Idę się położyć. Załatwcie to między sobą. A skoro siostrzyczka wpadła, niech sama zamówi sobie coś do jedzenia.

Ja odpoczywam, więc bądźcie cicho. Trzasnęłam drzwiami tak głośno, że aż huknęło. Z zewnątrz dobiegały wściekłe pomruki teściowej i uspokajający głos męża, ale nie przejmowałam się tym. Tego popołudnia zadzwoniła moja starsza siostra.

– Hej, ty naprawdę masz tę operację? Twój głos brzmi tak dziwnie energicznie. – Siostro, pojutrze kładę się do szpitala. Operacja to jedno, ale mam teraz coś pilniejszego.

Masz czas dziś wieczorem? Zabierz mamę i przyjdźcie do kawiarni koło mojego domu. – Co się dzieje? A twój mąż?

– On teraz czyści toaletę. W każdym razie do zobaczenia. Następnego wieczoru spotkałam się z mamą i siostrą. Gdy tylko usiadłyśmy w kącie kawiarni, wyjęłam z torby kopertę z dokumentami i mały pendrive.

– Co to wszystko jest? – Mamo, w dniu mojej operacji ten drań zamierza sprzedać mieszkanie i uciec. – Co? Oszalał?

Jak on może sprzedać mieszkanie, które jest na ciebie? – Sfałszują wszystkie dokumenty, zrobią fałszywy dowód ze zdjęciem kochanki. Jak tylko pojawi się kupiec, w czasie mojej operacji podpiszą umowę i wyjadą z kraju. – Co za parszywe dranie.

Zaraz tam pójdę i powyrywam wszystkie włosy. – Mamo, uspokój się. Jeśli teraz zrobimy awanturę, tylko damy im czas na zatarcie śladów i ucieczkę. Na pendriveie były nagrania z kamery samochodowej, którą potajemnie wyjęłam z auta męża, oraz nagrania rozmów z jego kochanką.

Zastrzegłam też dowód i zablokowałam możliwość wydawania pełnomocnictw moim imieniem. – To jest instrukcja dla was. Musicie działać zgodnie z planem w czasie mojej operacji. W kopercie zapisałam wszystko krok po kroku, z adresami i numerami telefonów.

– Dobrze, rozumiem. Zrobimy wszystko, co nam każesz. A my tym draniom tak dołożymy, że się nie pozbierają. Wróciłam do domu, czując się o wiele lżej.

Był wieczór tydzień przed operacją. Mąż wrócił podśpiewując pod nosem. – Coś dobrego cię spotkało? – Nie, po prostu pogoda jest ładna i cieszę się na myśl, że twoja operacja się uda.

– To dobrze. A właśnie, zrób porządek w mojej szafie. Kiedy będę w szpitalu, ciężko ci będzie znaleźć moje rzeczy. – Dobrze, kochanie.

W weekend wszystko uporządkuję. Kiedy mąż poszedł pod prysznic, szybko otworzyłam jego telefon. Hasło znałam od dawna. Przeglądnęłam wiadomości z agentem nieruchomości – data finalizacji transakcji dokładnie pokrywała się z datą mojej operacji.

Potem wiadomości z Justyną. – Kochanie, a co jeśli w biurze nieruchomości zorientują się, że dowód jest fałszywy? Tak się denerwuję. – Nie martw się.

Moja mama będzie obok i zagada, a ja będę udawał idealnego męża. Jak tylko pieniądze wpłyną, bierz taksówkę i jedź prosto na lotnisko. Prychnęłam. Żałosne kombinacje tych nieudolnych oszustów były wręcz wzruszające.

W noc przed operacją wyjęłam walizkę, żeby się spakować. Teściowa wsadziła głowę do sypialni. – Spakowałaś się już? Jutro rano wcześnie musisz jechać.

– Tak. Jutrzejsza operacja będzie długa, więc teściowa nie musi przyjeżdżać do szpitala. Niech odpoczywa w domu. – Ale jak to mam nie przyjeżdżać?

Synowa ma taką poważną operację. Muszę tam być z synem i się modlić. Jak wygodnie. W końcu nadszedł dzień operacji.

Przebrałam się w szpitalną piżamę i położyłam na łóżku. Przez kroplówkę zaczęły napływać środki uspokajające. Głowa stała się ciężka, a powieki ciążyły jak z ołowiu. Pielęgniarka wyszła, a zasłona w pokoju była zaciągnięta.

Mąż i teściowa myśleli, że już całkowicie zasnęłam. Z końca łóżka dobiegały ich szepty. – Mamo, Justyna z fałszywym dowodem już czeka w biurze nieruchomości. Jak tylko dostaniemy pieniądze, od razu jedziemy na lotnisko.

– Dobrze. Jak tylko zobaczymy, że podają jej narkozę, bierzemy taksówkę. Uf, nareszcie koniec z tym nieznośnym szpitalnym zapachem. W półśnie ich głosy dźwięczały mi w uszach niezwykle wyraźnie.

Poczułam, jak cicho wymykają się z pokoju. W tej samej chwili drzwi sali otworzyły się i weszły moja mama i siostra. Mama pogłaskała mnie po głowie. – Córeczko, mama jest tutaj.

Śpij spokojnie. Zebrałam wszystkie pozostałe siły. Otworzyłam dłoń mamy i powoli, ale z naciskiem napisałam palcem dwa słowa: biuro, fałszywy dowód. Mama mocno ścisnęła moją dłoń.

– Rozumiem. Wszystko rozumiem. Śpij spokojnie. Mama i siostra wszystko załatwią i wrócą.

Kiedy ja byłam przewożona na zimne łóżko operacyjne i zapadałam w sen pod wpływem narkozy, na zewnątrz działy się rzeczy o wiele bardziej spektakularne, niż przewidywał mój scenariusz. Mąż i teściowa pędzili taksówką do biura nieruchomości, nie zdając sobie sprawy, że zmierzają nie na Wyspy Kanaryjskie, ale do własnego piekła. Pierwsza do akcji wkroczyła moja siostra. Dokładnie w momencie, gdy wjechałam na salę operacyjną, weszła do naszego mieszkania, używając kodu do zamka.

Ukryła się w szafie w sypialni i cicho czekała. Nie minęło pół godziny, a usłyszała dźwięk wciskanego kodu. Osobą, która swobodnie weszła do środka, była moja szwagierka. Moje przewidywania sprawdziły się co do joty – podczas gdy jej brat sprzedawał mieszkanie, ona włamała się do pustego domu, żeby ukraść moje rzeczy.

Rozłożyła w salonie wielką walizkę i podśpiewując weszła do sypialni. Otworzyła szufladę toaletki, zabrała zegarek i biżuterię, które dostałam w prezencie ślubnym, a potem otworzyła szafę i zaczęła wyjmować markowe torebki. Siostra obserwowała ją przez szparę w drzwiach szafy i w odpowiednim momencie otworzyła je na oścież. – Hej, co ty robisz w cudzym domu?

– O matko, co za niespodzianka, szwagierko? Co ty tu robisz? – To dom mojej siostry, więc co w tym dziwnego? A ta walizka?

Widzę, że pakujesz wszystko, co popadnie. – Ależ skąd. To ta torebka, którą bratowa kiedyś obiecała mi dać. Pomyślałam, że wezmę ją sobie wcześniej.

– Co za bzdury. Myślisz, że moja siostra jest szalona, żeby dawać ci torebkę wartą kilka tysięcy? To jest kradzież. Włamanie do pustego domu i kradzież to przestępstwo.

– Jaka kradzież między rodziną? – Jaka rodzina? Jesteś zwykłym złodziejem, który okrada dom mojej siostry. Siostra chwyciła szwagierkę za nadgarstek, zabrała jej telefon, rzuciła na kanapę i związała kablem od odkurzacza.

Zgodnie z instrukcją unieszkodliwiła ją całkowicie. – Zadzwonię na policję, więc siedź cicho. Zostaniesz zatrzymana na gorącym uczynku. Szwagierka płakała i błagała, ale siostra nie mrugnęła okiem.

Po zabraniu szwagierki przez policję, natychmiast pojechała do biura nieruchomości, gdzie czekała już nasza mama. W biurze panowała pozornie spokojna atmosfera, ale w powietrzu unosiło się napięcie. Przy stole siedziała para kupujących mieszkanie, a naprzeciwko nich mój mąż, teściowa i kochanka Justyna udająca mnie. Miała na sobie duże okulary przeciwsłoneczne i maseczkę, która zakrywała jej twarz.

Ze strachu przed zdemaskowaniem nie podnosiła nawet głowy. – O, pani sprzedająca, słyszałem, że ma pani wyznaczoną datę operacji, a mimo to przyszła pani osobiście. – Tak, tak, to tylko prosty zabieg. – Nasza synowa złapała jeszcze ostrą grypę.

Ledwo żyje. Ze strachu, żeby kogoś nie zarazić, nawet maseczki nie może zdjąć. Mamy wszystkie dokumenty, więc proszę szybko podpisać i dać pieniądze. Musimy zaraz jechać z synową do szpitala.

Agent nieruchomości wziął kopertę z dokumentami. Mąż, pocąc się obficie, wymuszał uśmiech. – Moja żona dzisiaj kładzie się do szpitala. Będziemy wdzięczni za szybkie sfinalizowanie transakcji.

Przygotowujemy się też do emigracji. – A dokąd państwo emigrują, że sprzedajecie mieszkanie? – Myślimy o Wyspach Kanaryjskich. Agent dokładnie sprawdził kserokopię dowodu osobistego i odpis z księgi wieczystej.

Dowód był bardzo precyzyjnie podrobiony. – Hm, proszę pani, zdjęcie w dowodzie trochę się różni od pani wyglądu. Czy mogłaby pani na chwilę zdjąć maseczkę? Muszę dokładnie zweryfikować tożsamość.

Cała trójka zamarła. Justyna ze strachu skuliła ramiona, a mąż pośpiesznie wtrącił. – Panie agencie, moja żona ma bardzo ciężką grypę. Jeszcze kogoś zarazi, jeśli zdejmie maseczkę.

– Właśnie. Człowiek jest chory, twarz mu zmizerniała, a pan się czepia. Proszę kontynuować. Agent miał niepewną minę, ale kupujący kiwnął głową, że nie ma problemu.

Potwierdzili treść umowy. Z ceny sprzedaży półtora miliona złotych, zadatek w wysokości stu pięćdziesięciu tysięcy został już zapłacony. Dzisiaj po wpłacie pozostałej kwoty nastąpi przekazanie dokumentów. Mąż podał karteczkę z numerem konta bankowego, które nie było na moje nazwisko.

– To nie jest konto właścicielki. Czy mogę na nie przelać? – Moja żona jest chora i nie może zajmować się sprawami bankowymi. Ustaliliśmy, że pieniądze wpłyną na moje konto, a ja zajmę się opłaceniem leczenia.

Proszę spojrzeć na umowę, jest tam taki zapis. Mąż wyjął z kieszeni podrobiony dokument z moim podpisem i przyłożył pieczątkę. Ręka mu lekko drżała. Pieczątka niemal dotknęła papieru.

Wtedy drzwi biura otworzyły się z hukiem. – Natychmiast przestań. Ręce precz od tego, oszuście. Na donośny głos mojej mamy wszyscy zwrócili na nią wzrok.

Za nią stała moja siostra z groźnym spojrzeniem, prosto z posterunku policji. – Teściowo? Co pani tu robi? – mąż z przerażenia upuścił pieczątkę.

Mama podeszła energicznie do stołu i zrzuciła na podłogę wszystkie sfałszowane dokumenty. – Moja córka leży na stole operacyjnym, a ty co tu wyprawiasz? Sprzedajesz potajemnie mieszkanie? Emigrujesz, ty podły, nikczemny draniu.

– Teściowo, to nieporozumienie. Żona o wszystkim wiedziała i zgodziła się. – Nieporozumienie? Myślisz, że moja siostra nie wiedziała, że potajemnie sfałszowałeś dokumenty?

– siostra chwyciła sfałszowany dowód i potrząsnęła nim w powietrzu. – Proszę pana, ta kobieta, która tu siedzi, to nie jest moja siostra. To oszustka. Próbuje sprzedać mieszkanie, podszywając się pod kogoś innego.

Proszę natychmiast przerwać transakcję. Kupujący zszokowani wyłączyli aplikację bankową. Agent z otwartymi ustami wpatrywał się w Justynę, która drżąc wstała i zaczęła się cofać w stronę drzwi. Siostra stanęła jej na drodze.

– A ty dokąd uciekasz? To ty jesteś tą Justyną? Zdejmij maseczkę. Pokaż swoją twarz.

Siostra w mgnieniu oka zerwała Justynie maseczkę i okulary. Jej blada twarz została w pełni odsłonięta w biurze. – To naprawdę nie jest właścicielka. To jacyś oszuści.

Chcieli mnie oszukać na półtora miliona. Kochanie, dzwoń na policję. Mąż, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, upadł na kolana przed kupującym. – Przepraszam pana.

Potrzebowałem pilnie pieniędzy. Straciłem rozum. Zwrócę natychmiast zadatek. Tylko proszę nie dzwonić na policję.

– Panie, mój syn popełnił błąd. Proszę mu raz wybaczyć. A wy, swatowo, powstrzymajcie ich. Przecież jesteśmy rodziną.

Nie można tak. Na słowo „rodzina” oczy mojej mamy zapłonęły gniewem. – Jak śmiesz używać słowa „rodzina”. W dniu operacji mojej córki wbiliście jej nóż w plecy.

Dzisiaj was zniszczę. – Policja już wezwana. Zaraz tu będą. Wy oszuści, cudzołożnicy.

Dzisiaj zamiast na lotnisko pojedziecie do aresztu. Justyna osunęła się na podłogę i zaczęła głośno płakać. Mąż leżał twarzą do ziemi. Teściowa zawodziła: „O mój losie, mój losie!

”. Biuro nieruchomości zamieniło się w pobojowisko. Pieniądze, których tak pragnęli, nie wpłynęły na ich konto, a bilety na Wyspy Kanaryjskie stały się bezwartościowymi skrawkami papieru. Z zewnątrz zaczęły dobiegać syreny policyjne.

Im bliżej były, tym bardziej ich twarze bladły. W momencie, gdy policja weszła do środka, Justyna zerwała się, wskazała palcem na mojego męża i krzyknęła: „Ja nic nie wiem. To on wszystko kazał mi zrobić”. Żałosna zdrada, która rozegrała się w areszcie, i prawdziwy zwrot akcji prawny miały się dopiero zacząć.

Kiedy znieczulenie całkowicie ustąpiło i mogłam usiąść oparta o poduszki, siostra, obierając dla mnie jabłko, zaczęła opowiadać o wydarzeniach z komisariatu. Słuchając jej, śmiałam się do bólu, zapominając o bólu pooperacyjnym. Mąż, teściowa i Justyna, aresztowani na gorącym uczynku w biurze nieruchomości, zostali przewiezieni na komisariat. Siostra, mama i para kupujących udali się tam w celu złożenia zeznań jako świadkowie.

Na początku cała trójka zachowywała się bardzo pewnie. Szczególnie mój mąż. Udawał niewiniątka. – Panie oficerze, to naprawdę nieporozumienie.

Moja żona jest w szpitalu, więc ja tylko próbowałem w jej imieniu sfinalizować umowę. Czy sprzedaż domu w imieniu żony to takie wielkie przestępstwo, żeby zakładać mi kajdanki? – Dokładnie. Mój syn jest takim porządnym człowiekiem.

Wszystko było uzgodnione z żoną, a tu nagle te swatowe wpadły i zrobiły awanturę. To tylko rodzinne nieporozumienie. – Rodzinne nieporozumienie, powiadacie? Jeśli to była umowa w zastępstwie, powinniście mieć notarialne pełnomocnictwo.

A co to za dowód osobisty? Zdjęcie tej pani, a imię, nazwisko i PESEL chorej żony w szpitalu. Podrobiliście dowód osobisty. Dokument państwowy.

To fałszerstwo dokumentów i posługiwanie się nimi. Do tego próbowaliście wyłudzić milion trzysta pięćdziesiąt tysięcy złotych, sprzedając mieszkanie warte półtora miliona. Więc dochodzi do tego próba oszustwa wielkiej wartości. Grubo się w to wplątaliście.

Na słowa „fałszerstwo dokumentów” Justyna zerwała się z krzesła. – Panie oficerze, ja naprawdę nic nie wiem. To ten pan wszystko zorganizował. Poprosił mnie tylko o zdjęcie, a ja mu je wysłałam.

Nie miałam pojęcia, że zrobi fałszywy dowód. – Hej, co ty wygadujesz? Przecież to ty wpadłaś na ten pomysł. Mówiłaś, że jeśli w biurze będą podejrzliwi, to ty będziesz udawać moją żonę.

– Kiedy ja tak powiedziałam, to ty mnie namawiałeś, żebyśmy pojechali na Wyspy Kanaryjskie. To ty obiecywałeś, że z pieniędzy ze sprzedaży domu będę żyła jak pączek w maśle. Ja tylko robiłam to, co ten mężczyzna kazał. Jestem niewinna.

Oczy teściowej, która do tej pory traktowała Justynę jak przyszłą synową, zapłonęły gniewem. – Ty wstrętna jędzo, jak śmiesz zrzucać winę na mojego syna? To ty go uwiodłaś, a teraz próbujesz się wymigać. Teściowa rzuciła się na Justynę i chwyciła ją za włosy.

Justyna nie pozostała dłużna i złapała teściową za ubranie. Dwie kobiety tarzające się po podłodze komisariatu i szarpiące się za włosy – policjanci musieli się nieźle napocić, żeby je rozdzielić. To był prawdziwy cyrk. Moja siostra i mama z założonymi rękami przyglądały się temu z satysfakcją.

Gdy bójka została opanowana, wznowiono przesłuchanie. Policjant przyjrzał się podrobionej pieczątce i pełnomocnictwu. – Proszę pana, gdzie pan wyrobił tę pieczątkę? – Ale to jest pieczątka mojej żony.

Wziąłem ją z szuflady w naszej sypialni. – Proszę nie kłamać. Właśnie sprawdziłem w urzędzie miasta. Pana żona już miesiąc temu zastrzegła sobie możliwość wydawania odpisów i pełnomocnictw w jej imieniu.

Wydawanie ich przez pełnomocnika jest całkowicie zablokowane. A ta pieczątka wzorem minimalnie różni się od tej zarejestrowanej. Wygląda na to, że wyrobił ją pan na lewo. A i poświadczenie notarialne też jest sfałszowane.

Wtedy z pokoju przesłuchań wyszedł kupujący i kipiąc złością stanął przed moim mężem. – Ty oszuście, przez ciebie straciłem cały dzień i o mało co nie zostałem oszukany na półtora miliona złotych. Natychmiast oddawaj mój zadatek. A nie, nie sto pięćdziesiąt tysięcy.

Za zerwanie umowy i próbę oszustwa należy mi się podwójny zadatek. Jutro z samego rana składam wniosek o zajęcie komornicze twojego konta i całego majątku, więc szykuj trzysta tysięcy. – Panie, proszę o wybaczenie. Skąd ja teraz wezmę trzysta tysięcy?

Na koncie mam niecałe dwadzieścia tysięcy. Proszę, niech mi pan daruje. Mąż uczepił się nogawek spodni kupującego, ale ten odepchnął go bezlitośnie i wyszedł. Mąż upadł na podłogę i zaczął głośno płakać.

W tym całym zamieszaniu drzwi komisariatu otworzyły się i weszła kolejna znajoma twarz prowadzona przez policjanta. To była moja szwagierka, w kajdankach, cała we łzach i smarkach. Zobaczywszy teściową i męża, krzyknęła, jakby zobaczyła zbawienie. – Mamo, Radek, ratujcie mnie!

Ta córka swatów zgłosiła mnie za włamanie i przywieźli mnie tutaj. Wyciągnijcie mnie stąd. Jednak teściowa i mąż nie podnieśli nawet głów. – O Boże, córeczko, a ty dlaczego tu trafiłaś w takim stanie?

O mój losie, moje dzieci, co wyście narobiły? – No proszę, cała rodzinka z powołania przestępców. Ta pani jest podejrzana o próbę kradzieży, zatrzymana na gorącym uczynku. Proszę do pokoju przesłuchań.

Szwagierka, nie rozumiejąc, co się dzieje, została zaprowadzona do pokoju przesłuchań, głośno płacząc. Kilka dni później zostałam wypisana ze szpitala. Chociaż nie byłam jeszcze w pełni sił, było jedno miejsce, które chciałam odwiedzić w pierwszej kolejności. Razem z siostrą pojechałam do aresztu śledczego na widzenie.

Za szklaną szybą pojawił się mój mąż, postarzały o dziesięć lat. Gdy tylko mnie zobaczył, zaczął płakać i przywarł do szyby. – Kochanie, jak się czujesz? Operacja się udała?

– Ja czuję się świetnie. Patrząc na twoją twarz, od razu mi lepiej. – O Boże, chyba oszalałem. To wszystko przez Justynę.

To ona mnie namówiła. Mówiła, że skoro dom jest na ciebie, to ja też mam do niego prawo, że zaczniemy nowe życie za granicą. I dałem się zaślepić. Kochanie, przepraszam.

Jak wyjdę, będę ci służył do końca życia. Tylko wycofaj pozew. Kupujący zajął mi wszystkie konta. Jestem spłukany.

Nie mam nawet pieniędzy na adwokata. Porozmawiaj z teściową, proszę. – Myślisz, że jestem szalona, żeby wycofywać pozew? Właśnie złożyłam pozew o rozwód z orzeczeniem o winie i żądaniem zadośćuczynienia.

A przeciwko tej twojej Justynie złożyłam pozew za zdradę. – Co? Rozwód? Naprawdę musisz posuwać się aż tak daleko?

Przecież przeżyliśmy razem tyle lat. Mama ciągle płacze w areszcie, a siostrze grozi proces za kradzież. To ty zniszczyłaś naszą rodzinę. Prychnęłam.

To, że do końca zrzucał winę na innych, było po prostu obrzydliwe. – To ty, próbując potajemnie sprzedać mój dom i uciec w dniu mojej operacji, doprowadziłeś do rozpadu. Ja tylko dochodzę swoich praw. A co do Justyny, przekaż jej, że fałszerstwo dokumentów państwowych nie kończy się na grzywnie.

Ty też za fałszerstwo i próbę oszustwa dostaniesz co najmniej pięć lat więzienia. – Kochanie, proszę, przepraszam. Uratuj mnie ten jeden raz. – Chciałeś jechać na Wyspy Kanaryjskie, co?

No to jedz sobie więzienny chleb i śnij o nich w areszcie. I nie pokazuj mi się więcej na oczy. Zostawiając za sobą jego zawodzenie, wyszłam z sali widzeń bez żalu. Za plecami słyszałam, jak uderza w kraty i wykrzykuje moje imię, ale ani razu się nie obejrzałam.

Czułam się, jakbym wymazała największą plamę na moim życiu. Ale moja prawdziwa zemsta jeszcze się nie skończyła. Gdy rana pooperacyjna się zagoiła i bezpiecznie wróciłam ze szpitala do domu, rozpoczęła się prawdziwa, legalna zemsta. Podczas gdy oni przebywali w areszcie, zatrudniłam adwokata i jednocześnie wszczęłam postępowanie cywilne i rozwodowe.

Pierwsze pismo trafiło do firmy, w której pracowała kochanka Justyna. Złożyłam w sądzie pozew o odszkodowanie za zdradę wraz z wnioskiem o zajęcie jej wynagrodzenia. Gdy dokumenty dotarły do działu kadr firmy, w której oboje pracowali, wybuchł skandal. Na anonimowym forum firmowym rozeszła się plotka o ich romansie i próbie sprzedaży mojego mieszkania, która zakończyła się aresztowaniem.

Pewnego dnia zadzwonił nieznany numer. Odebrałam, a w słuchawce usłyszałam Justynę. Płakała i błagała. – Pani Elżbieto, to ja, Justyna.

Czy nie mogłaby pani darować mi tego jednego razu? Dziś dostałam wezwanie na komisję dyscyplinarną. Grozi mi natychmiastowe zwolnienie. Na forum firmowym ujawniono moje imię i nazwisko oraz dział, w którym pracuję.

Ludzie patrzą na mnie i wytykają palcami. – I co z tego? Skoro sprawiłaś, że w cudzych oczach pojawiły się łzy, to w twoich powinny pojawić się krwawe łzy. To normalne.

– Radek mówił, że się mną zaopiekuje. Obiecywał, że ze sprzedaży mieszkania żony usiądę na pieniądzach. Ja naprawdę nie wiedziałam, że to takie poważne przestępstwo. – To, że sfałszowałaś mój dowód, udawałaś mnie i próbowałaś sprzedać mieszkanie, to oszustwo.

Twoim zdaniem to lekkie przestępstwo? Myślisz, że skończy się na zwolnieniu z pracy? Fałszerstwo dokumentów państwowych to nie grzywna. Pójdziesz do więzienia.

– Proszę wycofaj pozew. Będę pracować całe życie, żeby spłacić dług. Jak tylko zajmą mi pensję, nie będę miała z czego zapłacić za wynajem kawalerki i wyląduję na bruku. – Wyląduj.

Czy będziesz spać na ulicy, czy nie – co mnie to obchodzi? Masz regularnie spłacać moje odszkodowanie? Jeśli zadzwonisz jeszcze raz, zgłoszę cię za nękanie. Bezlitośnie rozłączyłam się.

Później dowiedziałam się, że Justyna została zwolniona z pracy za naruszenie dobrego imienia firmy i zakłócanie porządku. Musiała zapłacić mi odszkodowanie, na co poszła cała kaucja za jej kawalerkę. Podobno skończyła, tułając się po noclegowniach. Tymczasem sytuacja mojego męża w areszcie była jeszcze gorsza.

Para kupujących, która o mało co nie została oszukana, była wściekła. Kupujący natychmiast pozwał go o zwrot podwójnego zadatku, czyli trzystu tysięcy złotych. Pewnego dnia zadzwonił telefon z numeru aresztu. Zgodziłam się na połączenie.

– Kochanie, jak się czujesz? Wyszłaś już ze szpitala? – Ja jem dobrze, śpię dobrze. A ty?

Jedzenie w areszcie ci smakuje, kochanie? – Czy ty naprawdę musisz być taka okrutna? Zostałem pozwany przez kupującego. Wszystkie konta bankowe mam zablokowane.

Dostałem wypowiedzenie z pracy, a kupujący złożył wniosek o zajęcie mojej odprawy. – I dobrze ci tak. To cena za próbę zarobienia na sprzedaży mojego mieszkania. – Kochanie, czy nie mogłabyś spotkać się z tym kupującym i poprosić go o litość?

Nie mam teraz nawet złotówki. Nie mam pieniędzy na zakupy w kantynie. Nawet mydła nie mogę sobie kupić. – Gdzie się podziała twoja przyzwoitość?

Ty, który próbowałeś sprzedać mój dom i uciec z kochanką za granicę. Dlaczego miałabym ci pomagać? Jeśli tak dalej pójdzie, przez te trzysta tysięcy długu będziesz do końca życia bankrutem. – Przecież wiesz, że nic nie mam.

Codziennie dostaję wezwania do zapłaty od adwokata kupującego. Duszę się tutaj. – Skoro się dusisz, to wytrzymaj. Skoro twoje konta są zablokowane, to z czego zamierzasz zapłacić mi zadośćuczynienie za zdradę?

– Co? Ty pozwałaś mnie też o zadośćuczynienie? – Oczywiście. Jutro pozew rozwodowy dotrze do aresztu, to sobie przeczytasz.

Twój majątek przejmę jako odszkodowanie, a ty wyjdziesz na wolność jako bankrut z trzystutysięcznym długiem. – O Boże, proszę, porozmawiaj z teściową. Teściowa widziała się z tą parą kupujących w biurze nieruchomości. Przekaż im, żeby chociaż obniżyli odsetki.

– Teściowa moja mama na dźwięk twojego imienia dostaje drgawek. Nie waż się więcej wspominać o naszej rodzinie. Długo będziesz spłacał swoje winy, więc jedz porządnie i nabieraj sił. Satysfakcja, którą poczułam po rozłączeniu, była nie do opisania.

Ten, który pożądał cudzego majątku, sam stracił wszystko i do końca życia będzie tonął w długach. Minęło kilka miesięcy i w końcu rozpoczął się proces karny. Mąż, teściowa i kochanka Justyna, ubrani w zielone stroje więzienne, stali obok siebie na ławie oskarżonych. Ja, moja siostra i mama siedziałyśmy w pierwszym rzędzie, obserwując na własne oczy ten wspaniały finał.

Sędzia zaczął odczytywać wyrok. Stwierdził, że wina oskarżonych, którzy w biurze nieruchomości przedstawili fałszywe pełnomocnictwo, fałszywy dowód osobisty i fałszywą pieczątkę, próbując wyłudzić milion trzysta pięćdziesiąt tysięcy złotych, jest bardzo wysoka. Ostatecznie mój mąż i teściowa zostali uznani za winnych fałszerstwa dokumentów i próby oszustwa wielkiej wartości i skazani na sześć lat więzienia. Kochanka Justyna jako współwinna fałszerstwa dokumentów została skazana na trzy lata więzienia.

Gdy tylko sędzia ogłosił wyrok, na sali rozpraw zapanował chaos. Teściowa osunęła się na podłogę i zaczęła głośno szlochać. – Panie sędzio, mój syn jest niewinny. Dlaczego zamyka go pan w więzieniu?

To ta jędza go uwiodła. Mój syn nic nie wie. Proszę o łaskę. Teściowa zerwała się i rzuciła na Justynę, chwytając ją za ubranie.

Strażnicy sądowi musieli interweniować, żeby je rozdzielić. Sala zamieniła się w pobojowisko. Patrząc na to, śmiałam się w duchu. To, że do końca nie przyznawali się do winy i obarczali się nawzajem, było idealnym zakończeniem na ich poziomie.

Jednak w tym procesie była jedna osoba, która uniknęła więzienia i dostała wyrok w zawieszeniu. To była moja szwagierka, która w czasie mojego pobytu w szpitalu próbowała ukraść torebki i zegarki z pustego domu. Za próbę kradzieży, jako że była to jej pierwsza kara, dostała dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Słysząc wyrok, szwagierka odetchnęła z ulgą, ale nie miała pojęcia, że to, że nie pójdzie do więzienia, będzie początkiem jej prawdziwego piekła.

Po zakończeniu procesu, gdy wychodziłyśmy z sądu, szwagierka pośpiesznie zastąpiła nam drogę. Z jej dawnego wystrojonego wyglądu nie zostało nic. Była bez makijażu, zmęczona i opalona na czarno. Odepchnęłam ją zdecydowanie i odwróciłam się.

Moja siostra syknęła:

– Zejdź nam z drogi. Ciesz się, że sama nie siedzisz w celi, ty złodziejko. Kilka dni po procesie pojechałam do więzienia na widzenie, żeby ostatecznie uświadomić im ich sytuację. Za szklaną szybą siedzieli mój mąż i teściowa w niebieskich strojach więziennych.

Oboje postarzeli się o kilkadziesiąt lat. Teściowa, gdy tylko mnie zobaczyła, zaczęła uderzać w szybę i krzyczeć. – Ty jędzo, myślisz, że jak nas wsadziłaś do więzienia, to będziesz spała spokojnie? – Tak, teściowo, spałam.

Bardzo dobrze. A do więzienia trafiliście, bo teściowa i ten oto człowiek fałszowali dokumenty i próbowali oszukać. Nie powinniście obwiniać mnie. – Nieważne.

Skoro już tak się stało, to trudno. Wpłać nam chociaż trochę pieniędzy na wypiskę. Tutejsze jedzenie jest niejadalne. Jem tylko suchy chleb.

Chciałabym sobie chociaż coś kupić. Prychnęłam z niedowierzaniem na bezczelność teściowej. To, że wciąż nie rozumiała sytuacji i prosiła mnie o pieniądze, było absurdalne. – Teściowo, dlaczego mam płacić za jedzenie oszustów?

O pieniądze na wypiskę proszę prosić szwagierkę, która na zewnątrz czyści grille w barze. A pewnie jest tak zajęta, że nie ma nawet czasu, żeby wpłacić pieniądze. – Naprawdę musisz być taka bezwzględna? Kupujący zajął moją pensję i odprawę, a siostra spłaca za mnie dług.

Do tego ty pozwałaś mnie o odszkodowanie. Nie mam ani grosza. Jak to możliwe, że przy podziale majątku nie dostałem ani złotówki? – Czy to możliwe, czy nie, wyrok sądu już zapadł.

Nie dostaniesz ode mnie ani grosza, więc nie licz na to. – Kochanie, przepraszam. Jak wyjdę, będę ci służył. Spłać mój dług, proszę.

Sprzedaj mieszkanie i spłać te trzysta tysięcy długu, proszę. Jak wyjdę, będę ścigany przez wierzycieli. – Dlaczego mam sprzedawać mieszkanie? To mój dom.

Jak wyjdziesz, to idź na budowę i spłacaj długi. Ty i teściowa, jak odsiedzicie swoje wyroki, na zewnątrz czeka was piekło, więc cieszcie się, że tu macie co jeść. Odwróciłam się od ich wykrzywionych twarzy i bez żalu wyszłam z sali widzeń. To był moment, w którym wszystkie więzy zostały ostatecznie zerwane.

Wszystkie procedury prawne, odszkodowania i podział majątku zostały zakończone. Moje mieszkanie pozostało w całości moją własnością. Spakowałam walizki, żeby pojechać w podróż, którą obiecałam mamie i siostrze miesiąc temu, tuż przed operacją. – Mamo, siostro, macie paszporty i bilety?

– Wszystko mam. Dzięki tobie ta stara matka poleci pierwszą klasą. Ale luksus. – Hej, ale naprawdę tam lecimy?

– Oczywiście. Tam, gdzie ci dranie tak bardzo chcieli uciec za pieniądze ze sprzedaży mojego domu. My polecimy tam i będziemy się świetnie bawić, wydając pieniądze. Siedzimy teraz wygodnie w saloniku pierwszej klasy na lotnisku Chopina w Warszawie.

Naszym celem są Wyspy Kanaryjskie, miejsce, do którego oni chcieli uciec za skradzione pieniądze. Ja lecę na własny koszt. Z klasą i w wielkim stylu. – Siostro, co robimy najpierw po przylocie na Wyspy Kanaryjskie?

– Jak to co? Od razu po rozpakowaniu idziemy do zarezerwowanej restauracji w najlepszym hotelu. Na pamiątkę odzyskania twojego mieszkania ja stawiam pierwszą kolację. Jedzmy do syta, zwiedzajmy do syta i bawmy się dobrze.

Niech ci źli ludzie jedzą w więzieniu suchy chleb, a my będziemy pić wino i jeść homary. Spojrzałam na ogromny samolot za oknem i uśmiechnęłam się szeroko. Cały stres i poczucie zdrady zostawiłam tutaj na lotnisku. Ludzie, którzy wkroczyli w moje życie, teraz będą smakować swojego piekła w więzieniu i pod ciężarem ogromnych długów.

Z głośników rozległ się łagodny komunikat o rozpoczęciu boardingu. – Dobrze, mamo, siostro, jeśli dopiłyście szampana, to chodźmy na pokład. Wstałam z miejsca i stylowo poprawiłam nowe okulary przeciwsłoneczne. Moje kroki, gdy ciągnęłam walizkę, były lekkie, jakbym stąpała po chmurach.

Moje przyszłe życie będzie tak czyste i promienne jak błękitne morze u wybrzeży Wysp Kanaryjskich. Najbardziej satysfakcjonująca i odświeżająca zemsta, którą starannie przygotowałam, ryzykując własne życie, zakończyła się doskonałym happy endem.