Zasiedziałam się w pracy do późna. Po powrocie do domu dotknęłam szafki nocnej i zamiast mojego telefonu wyczułam tanią różową gumkę z kokardką. Po drugiej stronie łóżka ktoś oddychał cicho, jakby celowo wstrzymywał oddech. Na podłodze stały dwie pary butów.

Skórzane mojego męża i różowe trampki bardzo małego rozmiaru. Nie włączyłam światła. Wyszłam, cicho zamykając drzwi. Stanęłam na korytarzu i spojrzałam na plamę po wodzie na suficie.
Rok temu prosiłam Adama, żeby wezwał fachowca. Mówił „dobrze” i nic nie zrobił. W końcu sama zakleiłam przeciek. Zadzwoniłam do teścia.
Było po trzeciej w nocy. – Panie Janie Pawle, przepraszam, że dzwonię tak późno. Chcę podpisać wniosek o rozwód. Czy będzie pan świadkiem?
Teść milczał chwilę. – Przemyślałaś to? – Tak. O siódmej rano teść siedział przy stole.
Przygotowałam śniadanie dla trojga. Jajecznica, tosty, kawa. Dla stażystki nic. O 7:40 Adam zszedł na dół w ciemnoniebieskim garniturze, z mokrymi włosami.
Zobaczył ojca i zamarł. Na stole leżały dokumenty. „Umowa o rozwiązaniu małżeństwa”. – Co to znaczy?
– Głos mu zadrżał. – Dokładnie to, co jest napisane. – Ania, posłuchaj…
– Nie dotykaj mnie. Wróciłam o trzeciej.
Widziałam wszystko. Gumka tej dziewczyny nadal leży na szafce. Adam spojrzał na ojca, szukając ratunku. Teść powiedział tylko:
– Siadaj i podpisuj.
Adam próbował odmawiać. Mówił, że nie da rozwodu. Teść położył przed nim długopis. – Pomyśl, co narozrabiałeś.
Zniszczyłeś reputację rodziny. Adam drżącą ręką złożył podpis. Litery wyszły krzywo. – Spakuj swoje rzeczy i wyprowadź się dziś – powiedziałam.
– To mieszkanie kupiłam przed ślubem. Nic od ciebie nie chcę, ale i ty nie dotkniesz moich pieniędzy. Wyszłam, zostawiając klucze na szafce. Za drzwiami usłyszałam uderzenie pięścią w stół i gniewny krzyk teścia.
Zadzwoniłam do mamy. – Mamo, rozwiodłam się. – Zjadłaś śniadanie? – Tak.
– No to dobrze. Przyjdź na obiad. W biurze usiadłam do raportów. Pół godziny później zadzwoniła teściowa.
– Jak śmiesz rozwodzić się z moim synem? – Pani Ewo, pański syn spał w moim łóżku ze stażystką. – No i co z tego? Żona powinna przymykać oko.
– A czy nie zapomniała pani, jak rzuciła się pani na włosy kobiecie, z którą pan Jan Paweł tylko obiadował? Cisza. – Skąd to wiesz? – Czy jest coś w tym domu, czego nie wiem?
Odłożyłam słuchawkę i wyciszyłam telefon. W przerwie obiadowej zadzwoniła Marta Wiśniewska. Słodkim głosem powiedziała, że to nie ona jest przyczyną rozwodu. – Nie jesteś przyczyną.
Jesteś skutkiem. A ten mężczyzna zdradzał mnie, tak samo zdradzi ciebie. Wieczorem teść zaprosił mnie do restauracji. Wręczył mi brązową kopertę.
– Przekazuję ci 15% akcji holdingu. Chcę, żebyś została dyrektorem finansowym. – Nie mogę tego przyjąć. – To nie jest majątek rodziny.
To moje osobiste. I nie chcę, żebyś powtórzyła los mojej pierwszej żony. Spojrzałam na niego. – Katarzyna była podobna do ciebie.
Kiedy Adam miał trzy lata, odeszła z niczym. Nie chciała niczego od naszej rodziny. Pracowała w małej firmie, żyła skromnie, umarła sama na raka. Przed śmiercią powiedziała, że żałuje, iż nie zabrała swojej części.
Nie dla pieniędzy. Dla dumy. Podsunął mi umowę. – Ty jesteś jej kopią.
Nie pozwól, żeby twoja duma stała się twoim więzieniem. Przyjęłam dokumenty. Tej nocy spałam w czystej pościeli. Wyrzuciłam to, na czym spała tamta kobieta.
Telefon zadrżał. Adam napisał: „Przepraszam, żałuję”. Nie odpowiedziałam. Następnego dnia przed biurem czekała Marta.
– Adam mnie zwolnił. – I po co mi to mówisz? – Nie mogłaby mi pani pomóc? – A co myślałaś?
Że się dla ciebie rozwiedzie? Adam nikogo nie kocha. Ani mnie, ani ciebie. Potrzebuje kogoś, kto go dowartościuje.
Gdy tylko przestaniesz to robić, zostawi cię tak samo. Zarumieniła się i uciekła. W południe pod biuro podjechała Ewa Nowicka. – Rozwieść się z moim synem, dostać akcje, fotel dyrektora?
Za kogo ty się uważasz? – Decyzję w sprawie akcji podjął pan Jan Paweł. Jeśli ma pani zastrzeżenia, proszę rozmawiać z nim. – Tak tego nie zostawię.
Wieczorem zadzwonił nieznany mężczyzna. – Trzymaj się z daleka od rodziny Nowaków, albo pożałujesz. – Ta rozmowa jest nagrywana. Jeśli zadzwonisz jeszcze raz, zgłaszam na policję.
Po drodze do domu poczułam, że ktoś za mną idzie. Skręciłam w wąską uliczkę. Mężczyzna w czarnej kurtce i masce szedł za mną. Wyjęłam gaz pieprzowy i psiknęłam mu w twarz.
Pobiegłam do całodobowego sklepu i zadzwoniłam na 112. Policja spisała zeznania. Następnego dnia w firmie zaczęła się kontrola. Cztery działy, mnóstwo dokumentów.
Pracowaliśmy po dwanaście godzin. Piątego dnia ujawniliśmy, że Ewa Nowicka i jej krewni wyprowadzili z holdingu Blask ponad sześćset pięćdziesiąt milionów złotych. Spotkałam się z teściem. – Ten raport to prokuratura – powiedział.
– Panie Janie Pawle, Adam też ma swoje grzechy. Przekazałam mu dowody na defraudację Adama. Teść patrzył na papiery drżącymi rękoma. – Ten szczeniak.
– Nie bronię go. Ale to dwie różne sprawy. Kiedy wychodziłam, sekretarka Iwona zatrzymała mnie. – Ewa Nowicka prowadzi na boku interesy na nazwisko firmy.
Projekt deweloperski w Piasecznie. Kupiła ziemię za pieniądze z holdingu. Sprawdziłam. Działka sześciu hektarów, kupiona przez spółkę powiązaną z kuzynem Ewy.
Za sto dwadzieścia milionów. Pieniądze wyprowadzone z Blasku. Poprosiłam kolegę z prokuratury o sprawdzenie zagranicznych kont. Po tygodniu miałam wszystko.
Cypryjskie konto na nazwisko Anny Jaworskiej. Sto dwadzieścia milionów. Pojechałam do Ewy Nowickiej. Siedziała w salonie bez makijażu, postarzała o dziesięć lat.
Położyłam przed nią raport. – Mogę to zanieść na policję. Albo pani oddaje wszystko, rezygnuje z funkcji i znika z firmy. – Za kogo ty się uważasz?
– Pani wybór. Napadła na mnie histerycznym śmiechem. – Wiesz, jak on mnie traktował? Przez dwadzieścia lat byłam w tym domu na drugim planie.
Zawsze myślał tylko o swojej pierwszej żonie. – To nie daje pani prawa kraść. W końcu podpisała umowę. Odwróciłam się i wyszłam.
Trzy dni później ktoś zapukał do moich drzwi. Adam stał w pomiętej koszuli, z czerwonymi oczami. – Aniu, nie mam dokąd pójść. Wpuściłam go.
Usiadł na kanapie i powiedział, że macocha błaga go o pomoc, żeby zniszczyć raport. – Nie zniszczę go. A ty, Adamie, obudź się. To nie jest twoja matka.
Ona cię nigdy nie kochała. Wiem to lepiej niż ty. – Skąd ty wszystko wiesz? – Byłam twoją żoną.
Pamiętam o tobie wszystko. A ty nie wiesz nawet, kiedy mam urodziny. Jego ramiona drżały. Po policzkach spływały łzy.
– Przepraszam. – Twoje przeprosiny nic nie zmienią. Wstałam, podeszłam do okna. Patrzyłam na światła Warszawy.
– Aniu, gdyby wtedy…
– Nie ma żadnych „gdyby”. Wracaj do domu. Na progu odwrócił się. – Jesteś najlepszą osobą, jaką spotkałem.
– Idź. Zamknęłam drzwi. Pochłonęła mnie nocna cisza. Wieczorem Ola przyniosła mi jedzenie.
To ona nauczyła mnie płakać, kiedy nikt nie widzi. Ale płakałam dopiero wtedy, gdy zostałam sama. Następnego ranka w biurze powiedziała:
– Pani Anno, u nas w firmie nazywają panią żelazną damą. Ale ja wiem, że pani po prostu ukrywa strach.
Spojrzałam na talerz z kotletem schabowym. Poczułam pieczenie w nosie. – Można płakać. Nikt się nie będzie śmiał.
Łzy spadły do jedzenia. Było słone. Ola położyła obok mojej ręki paczkę chusteczek. – Jutro przyniosę barszcz.
Moja mama mówi, że gorący barszcz odpędza wszelkie smutki. – Twoja mama ma rację. Wieczorem została sama w biurze. Porządkowałam raport.
Mój telefon leżał ekranem do dołu. Nie oczekiwałam już żadnych wiadomości od Adama. Ten rozdział był zamknięty. Wyszłam z budynku około dwudziestej drugiej.
Warszawa w listopadzie pachniała zimnem i dymem z kominów. Zapięłam płaszcz, wsiadłam do windy w moim domu i włożyłam klucz do zamka. W przedpokoju paliło się światło. W salonie było cicho.
Usiadłam na kanapie, zdjęłam buty i położyłam się na czystej pościeli. Przez szparę w zasłonach przebijało się światło księżyca. Zamknęłam oczy.
Jutro było moje.