Wszyscy zazdrościli mi teściowej. Mówiła do mnie „córeńko”, a ja wierzyłam, że to czułość. Prawda była inna – wystarczyło, że ktoś spojrzał, a już zapominała, jak mam na imię. Mieszkaliśmy u jego…

Hela szybko zauważyła, że Marianna Kowalska mówi do niej „córeńko” tylko wtedy, gdy ktoś patrzy. Gdy zostawały same, przyszła teściowa jakby zapominała o tym czułym słowie. Hela tłumaczyła to sobie zażenowaniem obcych sobie ludzi. Zresztą to był ich z Sergiuszem wybór, żeby zamieszkać u jego rodziców – chcieli oszczędzić pieniądze, a nie od razu brać kredyt.

Thumbnail

Tuż przed ślubem okazało się, że Hela jest w ciąży. Sergiusz odkładał rozmowę z matką, bo ta od początku podejrzewała, że syn żeni się z powodu dziecka. Powiedział rodzicom prawdę dopiero w przeddzień ceremonii. Hela nie miała siły myśleć o ich reakcji – mdłości i zmęczenie odbierały jej resztki energii.

Pierwszy poranek w nowym domu zaczął się od głosu teściowej. – Nie kłopotałabyś się przygotować kolację? Jeszcze nie umyłam naczyń. Hela ucieszyła się z poleceń.

Uznała, że to znak, że teściowa ją przyjmuje. Przez pierwsze trzy miesiące małżeństwa sprzątała, gotowała, prała i starała się nie obrażać na uwagi. Ale Marianna ani razu nie wspomniała o ciąży, o wnuku. Zachowywała się, jakby ten temat jej nie dotyczył.

W trzecim miesiącu Hela trafiła do szpitala z bólami brzucha. Lekarz zalecił odpoczynek i zakaz dźwigania. Teściowa przyjęła to spokojnie, a potem zaczęła mówić o Helenie w trzeciej osobie, jakby jej nie było w pokoju. – Ile ona jeszcze zamierza leżeć?

Pół dnia w łóżku, a ona śpi. – Lekarz przepisał jej leżenie – bronił żony Sergiusz. – To niedługo przestanie chodzić do pracy. Będzie tu mieszkała taka księżniczka.

Hela zrywała się z łóżka i nie odpoczywała. W ósmym miesiącu zaczęła rodzić przedwcześnie. Syn przyszedł na świat zdrowy. Hela wierzyła, że serce babci zmięknie.

Nie zmiękło. Wcześniej nosiła w sobie ranę. Podsłuchała rozmowę teściowej z przyjaciółką. – Mówiłam Sergiuszowi: nie śpiesz się ze ślubem.

Nie posłuchał. I co on w niej znalazł? Ani wykształcenia, ani wychowania. Sprzedawczyni ze sklepu sportowego i leniwa.

Hela zapukała do drzwi sypialni. – Musimy porozmawiać. – O czym? – Teściowa wyszła, mierząc ją wzrokiem.

– Za co mnie pani nienawidzi? – Ja ciebie? Kim ty jesteś, żeby cię nienawidzić? Jesteś niestosowną partią dla mojego syna.

Marzyłam, żeby znalazł sobie kogoś mądrego, jak Olga, córka mojej znajomej. A z tobą jaka przyszłość czeka mojego syna? – My się kochamy – próbowała Hela. – Znam taką miłość, z której dzieci rodzą się przed ślubem.

Hela rozpłakała się i uciekła do pokoju. Kilka dni później dostała skurczów. Po narodzinach Maksymiliana Mariannę irytowało wszystko: płacz dziecka, nocne pobudki, suszące się ubranka, wypijane mleko. Ani razu nie wzięła wnuka na ręce.

Mleko Helenie zanikało, a Sergiusz narzekał na wydatki. Tylko teść, Wiktor, mył po sobie filiżankę, jakby przepraszając za resztę rodziny. Hela znała cenę zaufania. Gdy matka umarła, miała niecałe szesnaście lat.

Pojawiła się wtedy ciotka Natalia, siostra matki, która kiedyś kochała się w ojcu Heleny i nigdy nie wybaczyła siostrze, że go wybrała. Pomogła Helenie przetrwać, ale w zamian kazała podpisać zrzeczenie się praw do mieszkania po rodzicach na rzecz swojego syna. Hela podpisała wszystko – była wdzięczna, że nie trafiła do domu dziecka. Wtedy właśnie zadzwonili z kancelarii adwokackiej.

Wujek Heleny od strony ojca zmarł i zostawił jej dom. Hela schowała dokumenty do szafy i nie powiedziała mężowi, bo sama nie wiedziała, co z tym zrobić. Po urodzinach Heleny teściowa nagle się zmieniła. Znów mówiła „córeńko”, proponowała, że umyje naczynia, zostawała z wnukiem, pozwoliła Helenie pójść na zakupy.

Hela bała się cieszyć, ale po dwóch miesiącach takiej sielanki odżyła. Wracała z zakupów, gdy usłyszała z kuchni głosy. – Czasem wydaje mi się, że to wcale nie jest mój wnuk. – Oj, daj spokój – odpowiadała przyjaciółka.

– Przecież to Sergiusz w dzieciństwie. – Ani trochę nie jest podobny ani do mnie, ani do Sergiusza. Serce mi nie leży do tego dziecka. To wina jego matki.

Nigdy nie pogodzę się z tym, że mój syn się z nią ożenił. Ale niedługo będę mogła się jej pozbyć. Ufa mi jak rodzonej matce. Namówię ją, żeby sprzedała ten odziedziczony dom.

Kupi mieszkanie i zapisze je na mojego Sergiusza. – A jeśli nie pójdzie na to? – Pójdzie. Już raz przepisała mieszkanie na kuzyna.

Jest za głupia i zbyt ufna. Hela weszła do kuchni, wzięła synka na ręce i bez słowa zaczęła pakować rzeczy. Teściowa najpierw tłumaczyła, że wszystko źle zrozumiała, potem zrzuciła maskę i wykrzyczała wszystko, co myślała o Helenie. Hela nie odpowiedziała.

Dopiero przy drzwiach powiedziała:

– Współczuję pani. To pani jest tak głupia, że dalej być nie może. Nie miała ani dachu nad głową, ani pieniędzy, ani planu. Miała tylko torbę, dziecko i dokumenty domu odziedziczonego po wuju.

Ale pierwszy raz od dawna czuła się wolna. Sergiusz odezwał się tylko dwa razy. Najpierw kazał jej wracać, bo uznał, że to tylko kaprysy i że nie ma prawa podejmować samodzielnych decyzji. Gdy jechała już na lotnisko, wykrzyczał, że matka miała rację, że jest kompletną idiotką, po czym rzucił słuchawką.

Dom stał w niewielkiej miejscowości na Mazurach. Parterowy budynek z garażem i sauną. Gdy Hela rozglądała się po podwórku, zatrzymała się przy niej dziewczynka z sankami. – To twój maluch?

Mogę go zobaczyć? – Poznajcie się. To Maksymilian, twój nowy sąsiad. – A ja wiem, że jesteś siostrzenicą wujka Sławka – powiedziała dziewczynka.

– Szkoda, że już nie naprawi moich zabawek. Ale mama mówi: takie jest życie. Wieczorem zapukali sąsiedzi: Kasia z mężem Pawłem, córka Luiza i Mikołaj z synem Ignacym. Przynieśli jedzenie, środki czystości, pościel, ręczniki – wszystko, czego Hela potrzebowała na początek.

– Tu żyjemy jak jedna rodzina – powiedziała Kasia. – Sławka wszyscy lubiliśmy. Teraz będziemy kochać ciebie i twojego chłopca. Minęły cztery miesiące.

Hela znalazła pracę w kombinacie rybnym, Maksymilian poszedł do żłobka. Z Kasią zaprzyjaźniła się, jakby znały się od zawsze. Z Mikołajem było inaczej. Był starszy o trzynaście lat, sam wychowywał syna, a Hela czuła przy nim coś, czego nie chciała nazwać.

Dowiedziała się, że matka Ignacego porzuciła rodzinę – najpierw wyjechała na rok, potem wróciła po trzech latach tylko po to, by przekazać prawa do dziecka i wyjść za mąż gdzieś we Francji. Kiedyś przed domem Mikołaja zatrzymała się karetka. Ignacy wdrapał się na dach po piłkę i spadł. W szpitalu okazało się, że chłopiec potrzebuje transfuzji, a krew ojca nie pasuje.

– Jaka grupa jest potrzebna? – zapytała Hela. – Czwarta, Rh ujemny. – Mam czwartą, Rh ujemny.

Oddała Maksymiliana Kasi i poszła za lekarzem. Gdy leżała po pobraniu, poczuła na dłoni czyjąś rękę. – Dziękuję ci – usłyszała głos Mikołaja. – Mam tylko jego.

Gdybym go stracił… Kiedy pierwszy raz wziąłem go na ręce, zrozumiałem, co to jest miłość. – Mówił o tym, jak bał się, że może go stracić. – Nie wiem, co mogę dla ciebie zrobić.

– Przytul mnie – szepnęła na wpół śpiąca. Mikołaj objął ją. Gdy otworzyła oczy, odsunął się, przepraszając. Ale od tego dnia nie była już tylko sąsiadką.

Ignacy wracał do zdrowia, a Hela coraz częściej myślała o rozwodzie, ale zwlekała. Pewnego ranka w drzwiach jej domu stanął Sergiusz. – Jak nas znalazłeś? – Nie ukrywałaś się przecież.

– Rozglądał się po przedpokoju. – Przyjechałem się pogodzić. Wszystko przemyślałem. Nie powinniśmy mieszkać z moimi rodzicami.

Sprzedamy ten dom, kupimy duże mieszkanie. Będziesz żyła jak królowa. – Nie chcę sprzedawać tego domu. I nie chcę wracać.

– Znalazłaś sobie kochanka? – Sergiusz podniósł głos. W drzwiach stanął Mikołaj. – Co się tu dzieje?

– O, jest i kochanek – zaśmiał się Sergiusz. Mikołaj chwycił go za ramię. – Wyjdźmy na zewnątrz. Hela patrzyła z okna, jak rozmawiają.

Widziała, jak Mikołaj z trudem powstrzymuje się, by go nie uderzyć. Po chwili Sergiusz skierował się do furtki i wyszedł, ani razu się nie obejrzawszy. Mikołaj wrócił. – Przepraszam, że się wtrąciłem.

Może ty z mężem planowaliście się pogodzić. – Planowałam złożyć pozew o rozwód. Sergiusz przyjechał bez zapowiedzi. Mikołaj milczał chwilę.

– Hela, wiem, że jestem od ciebie starszy. Chciałem zaprosić cię na kolację. Ale jeśli cię krępuje… – Bardzo bym chciała.

Wieczorem, w nowej lawendowej sukience, zadzwonił Sergiusz. Był pijany. – Myślisz, że cierpiałem przez ten czas? Też miałem inną kobietę.

Ma salon, paznokcie i samochód. I bardzo się cieszę z tego powodu, idiotko. – Ja też się cieszę, Sergiusz. Rozłączył się.

Hela spojrzała na wygaszony ekran. Cieszyła się, że znalazł kobietę, która spodoba się jego matce. I cieszyła się, że przyjechał, bo choć o tym nie wiedział, pomógł jej zrozumieć, że chce zacząć nowe życie u boku Mikołaja. Pobrali się następnej wiosny.

Jabłonie, które miejscowi nazywali szpaczkami, zakwitły wyjątkowo wcześnie, jakby chciały pokazać Helenie, że trafiła na swoje miejsce. Maksymilian od niedawna nazywał Mikołaja tatą.