Dostałem od żony drogi zegarek na rocznicę, choć od dawna byliśmy sobie obcy. Godzinę później zadzwoniła. – I jak zegarek? – Twój brat wyjechał z nim.

Przez chwilę milczała. Potem wybuchła. – Co ty zrobiłeś? Mam na imię Rafał.
Mam pięćdziesiąt lat i czasem łapię się na tym, że we własnym domu poruszam się tak, żeby nikomu nie przeszkadzać. Brzmi głupio, wiem. Mieszkamy w domu na obrzeżach Wrocławia, który należy do Renaty. Kiedy się wprowadzaliśmy, mówiła, że to będzie nasz dom.
Przez kilka pierwszych lat tak myślałem. Później coraz częściej czułem się jak gość z wyjątkowo długim terminem pobytu. Duża w tym zasługa Bożeny, matki Renaty. Bożena zawsze wie wszystko najlepiej.
Kiedyś wróciłem z pracy i zobaczyłem, że w salonie nie ma mojego fotela. – Gdzie jest fotel? – W garażu. Tu źle wyglądał.
Spojrzałem na Renatę. – Ty o tym wiedziałaś? Wzruszyła ramionami. – Mamo, przeszkadzał.
Możesz siedzieć na kanapie. Fotel, w którym przez lata czytałem wieczorami, wylądował między kosiarką a starymi doniczkami. Jacek, młodszy brat Renaty, nigdy nie widział granicy między swoim a cudzym. Potrafi wejść bez zapowiedzi, otworzyć lodówkę i zapytać, czy jest coś do jedzenia.
Kilka miesięcy temu wziął mój samochód bez pytania. Oddał wieczorem, prawie z pustym bakiem. – Rafał, przecież to mój brat. Nie rób problemu z każdej rzeczy.
I chyba z takich rzeczy składało się nasze życie. Setki małych sytuacji, po których człowiek mówi sobie: dobra, nieważne. Potem mijały lata. Dlaczego nie odszedłem?
Chyba dlatego, że człowiek przyzwyczaja się do własnego życia szybciej, niż by chciał. Poza tym gdzieś we mnie siedziała pamięć o dawnej Renacie. Tej, która potrafiła zadzwonić w środku dnia tylko po to, żeby powiedzieć: „Kupiłam truskawki. Wracaj wcześniej”.
Za kilka dni mieliśmy rocznicę ślubu. Nie spodziewałem się niczego. Mimo to kupiłem jej perfumy, te, które kiedyś lubiła. Zamówiłem bukiet i zarezerwowałem stolik w restauracji.
Prezent schowałem na dnie szafy. W dniu rocznicy wstałem wcześniej niż Renata. Szukając ładowarki w sypialni, zauważyłem na komodzie pudełko, którego wcześniej nie było. Ciemne, eleganckie, ciężkie.
Na wieczku widniała nazwa luksusowego salonu z zegarkami. Renata jeszcze spała. Wiedziałem, że nie powinienem otwierać prezentu przed czasem. Ale po tylu latach, kiedy rocznica była u nas właściwie kolejnym dniem w kalendarzu, ciekawość wygrała.
W środku leżał męski zegarek. Ciężka stalowa bransoleta, ciemna tarcza, wszystko dopracowane. Markę kojarzyłem – Jacek tyle razy opowiadał o szwajcarskich modelach, że nawet ja nauczyłem się je rozpoznawać. To kosztowało fortunę.
Usłyszałem za sobą ruch. Renata podniosła się na łóżku. – Rafał! Odwróciłem się z pudełkiem w rękach.
Jej twarz zmieniła się natychmiast. To nie było zaskoczenie kobiety, której mąż za wcześnie znalazł niespodziankę. Wyglądała raczej tak, jakby zobaczyła coś, czego absolutnie nie powinno tam być. Ale ja widziałem tylko zegarek.
– Renata, to dla mnie? Zapadła krótka cisza. Potem się uśmiechnęła. – Tak, to dla ciebie.
Poczułem ścisk w gardle. – Ale po co takie drogie? – Rafał, mamy rocznicę. Przestań wszystko przeliczać.
Powiedziała to łagodnie, bez tego zniecierpliwienia, które słyszałem od niej codziennie. Wzięła pudełko z moich rąk, wyjęła zegarek i podała mi go. – Przymierz. Założyłem go na lewy nadgarstek.
Bransoleta była trochę za luźna. – Trzeba będzie skrócić. Zawiozę go do salonu. – Nie przeszkadza mi.
– Rafał, nie będziesz tak nosił. Spojrzałem jeszcze raz na zegarek. Naprawdę nie wiedziałem, co powiedzieć. – Możesz powiedzieć „dziękuję”.
– Dziękuję. Pocałowała mnie w policzek. Krótko, zwyczajnie. A dla mnie to było więcej niż cały ten cholernie drogi prezent.
– Poczekaj. Stań przy oknie. Zrobię ci zdjęcie. – Renata, mam pięćdziesiąt lat.
– Oj, przestań. Pokaż rękę. Stanąłem przy oknie, trochę skrępowany. Zrobiła dwa zdjęcia.
Patrzyłem na nią i sam nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Przez te kilka minut naprawdę poczułem się ważny. Jak mąż. Jak ktoś, o kim żona pomyślała.
Na kim jej jeszcze zależy. Przypomniałem sobie o perfumach w szafie. Jej zegarek kosztował pewnie kilka razy więcej niż mój prezent. Ale wieczorem nie będziemy rozmawiać o cenach.
Dam jej perfumy przy kolacji. Może pierwszy raz od dawna usiądziemy naprzeciwko siebie bez Bożeny, bez Jacka, bez telefonów między talerzami. Jacek wpadł jeszcze przed południem, jak zwykle bez zapowiedzi. – Jest ktoś w domu?
Macie coś do jedzenia? Otworzył lodówkę. Wtedy spojrzał na moją rękę i zatrzymał się. – Pokaż.
– Co? – Zegarek. Uśmiechnąłem się. – Renata dała mi na rocznicę.
Jacek podniósł brwi. – Renata? A kto? Przez sekundę miał dziwną minę.
Jakby chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. – No proszę. Siostra zaszalała. Podszedł bliżej i złapał mnie za nadgarstek.
– Dobry model. Ile dała? – Nie pytałem. – I dobrze.
Jeszcze byś zemdlał. Roześmiał się, ale coś w nim było inne. Za długo oglądał tarczę. Potem spojrzał na mnie, jakby się nad czymś zastanawiał.
– Daj zobaczę, jak wyglądają na nodze. – No co ci szkodzi? Zdjąłem zegarek i podałem mu. Jacek założył go na rękę.
– U mnie lepiej siedzi. Masz chudszy nadgarstek. – Nie rozpędzaj się. – Spokojnie, nie ukradnę ci prezentu ślubnego.
Nagle spojrzał na telefon i poderwał się. – Cholera, muszę lecieć. – Gdzie? – Mam jedną rzecz do załatwienia.
Dopiero przy drzwiach zauważyłem, że zegarek nadal jest na jego ręce. – Jacek. Zegarek. Spojrzał na nadgarstek, jakby dopiero teraz sobie przypomniał.
– A, dobra. Oddam za chwilę. – To zdejmij teraz. – Rafał, jadę dosłownie na godzinę.
Chcę zobaczyć, jak się nosi. I zamknął drzwi. Telefon zadzwonił może kwadrans później. – Rafał, wszystko dobrze?
– Tak. A co? – Pytam. Masz zegarek?
– Nie. Jacek przyjechał, chciał przymierzyć i pojechał w nim coś załatwić. Jej głos zmienił się natychmiast. – Co?
Jak mogłeś mu go dać? – Spokojnie, zaraz odda. – Ale jak mogłeś mu go dać? To nie było zwykłe zdenerwowanie.
Ona naprawdę się przestraszyła. – Trzeba skrócić bransoletę. Miałam go zawieźć do salonu. – To zadzwonię do niego.
– Nie. Ja zadzwonię. Powiedziała to za szybko. Rozłączyła się.
Wieczorem wróciła późno. – Jacek oddał? – Tak. – To gdzie jest?
– Zajmę się tym jutro. – Mamy stolik na ósmą. – Rafał, nie mam dziś siły. Przełóżmy to.
Nie chciałem zaczynać kłótni. Bukiet stał w wazonie. Perfumy nadal leżały na dnie szafy. Siedziałem sam przy stole i myślałem o jej głosie, kiedy powiedziałem, że Jacek zabrał zegarek.
I po raz pierwszy przyszło mi do głowy, że może w tym zegarku było coś, o czym nie wiem. Następnego ranka Renata zachowywała się, jakby nic się nie wydarzyło. – A zegarek? – Zawiozę go dzisiaj do salonu.
Trzeba skrócić bransoletę. Powiedziała to tak spokojnie, że prawie poczułem się głupio z wczorajszym niepokojem. Po południu dostałem wiadomość: „Zegarek już w salonie”. Odpisałem „dobrze” i powinienem był zamknąć temat.
Ale coś we mnie nie chciało się zamknąć. Wieczorem wróciłem wcześniej niż Renata. Jej telefon leżał na komodzie. Nie ruszałem go.
Ale ekran sam się podświetlił. „Nie martw się, poczekam. Tyle tylko”. Od kogoś zapisanego jako Paweł.
Patrzyłem na ekran może dwie sekundy. Paweł. Nie kojarzyłem żadnego Pawła. „Nie martw się, poczekam” mogło znaczyć wszystko.
Wtedy wyszła z łazienki. Od razu spojrzała na telefon i wzięła go do ręki. – Dawno wróciłeś? – Przed chwilą.
Nie zapytałem, kim jest Paweł. Jeszcze nie. Ale później zaczęły mi wpadać w oczy rzeczy, których wcześniej nie chciałem widzieć. Siedziała wieczorem na kanapie, dostała wiadomość i uśmiechnęła się pod nosem.
Gdy wszedłem, wygasiła ekran. – Coś śmiesznego? – Nic. Coś przeczytałam.
Potem zadzwonił telefon. Wstała i wyszła do korytarza. Drzwi zostały uchylone. Słyszałem pojedyncze słowa: „Nie teraz”.
Kiedy wróciła, zapytałem, kto dzwonił. – Z pracy. Normalna odpowiedź. Tylko dlaczego wyszła z pokoju?
Wieczorem zadzwoniłem do Jacka. – Czemu Renata tak zareagowała przez ten zegarek? Po drugiej stronie zrobiło się cicho. – Jak zareagowała?
– Nie udawaj. Jak jej powiedziałem, że pojechałeś w nim, wpadła w panikę. – Rafał, nie wiem, o co ci chodzi. – Pytam ciebie.
Coś wiesz? Westchnął. – Serio, nie szukaj problemu tam, gdzie go nie ma. Rozłączył się.
Gdyby naprawdę nic nie wiedział, odpowiedziałby prościej. Bez ostrożności. Bez uciekania od rozmowy. Minęły dwa dni.
Zegarka nadal nie było. – Kiedy będą gotowe? – zapytałem przy śniadaniu. – Co?
– Zegarek. – Jak będzie gotowy, to ci powiem. Ton miała taki, jakbym od pół godziny wiercił jej dziurę w brzuchu. A zapytałem raz.
– Sama mi go dałaś. Myślałem, że będziesz wiedzieć. – Zadzwonią z salonu. Wstała od stołu.
Rozmowa była skończona. Ale dla mnie właśnie wtedy się zaczęła. Tego dnia wróciła później. Napisała: „Mam jeszcze trochę pracy”.
Wróciła wieczorem, weszła z telefonem w ręku, uśmiechała się do ekranu. – Cześć. Drgnęła. – Cześć.
Ekran od razu zgasł. Po chwili znowu się podświetlił. Zobaczyłem imię. Paweł.
Złapała telefon tak szybko, jakby leżał na nim gorący węgiel. Tamtej nocy długo nie mogłem zasnąć. Leżałem obok niej i patrzyłem w ciemność. W głowie wracało jedno imię.
Próbowałem się uspokajać: jedna wiadomość, kilka późnych powrotów, telefon ekranem do dołu. To wszystko mogło mieć normalne wyjaśnienie. Tylko Jacek. Jego spojrzenie na zegarek.
To, jak specjalnie z nim wyjechał. I to, jak potem nie chciał ze mną rozmawiać. Następnego dnia po pracy pojechałem do Jacka. Otworzył w dresie, wyraźnie zdziwiony.
– Rafał, co ty tu robisz? – Możemy pogadać? Wpuścił mnie. Nie chciałem wstępów.
– Jacek, Renata kogoś ma? Znieruchomiał. I już samo to wystarczyło, żeby serce zaczęło mi walić. – Co ty gadasz?
– Powiedz mi tylko: tak czy nie. Patrzył na mnie długo. Potem odwrócił wzrok. Wtedy właściwie już znałem odpowiedź.
– Nie chcę się w to mieszać. – Już się wmieszałeś. Jedno pytanie. Milczał.
– Czyli mam rację. – Nie powiedziałem tego. – Nie musisz. Jacek przeszedł kilka kroków po pokoju.
Zatrzymał się przy oknie. – Jutro koło osiemnastej pojedź na Partynice. Sam zobaczysz. – Co zobaczę?
Nie odpowiedział. Wyszedłem. W samochodzie siedziałem kilka minut z rękami opartymi o kierownicę. Do tej pory miałem tylko podejrzenia.
Teraz bałem się tego, co zobaczę. Następnego dnia od rana chodziłem jak struty. W pracy robiłem swoje, ale cały czas miałem w głowie jedno zdanie. Im bliżej wieczora, tym bardziej chciałem tam nie jechać.
Podejrzenie można zagłuszyć. Pewność już niczego nie zostawia. Pojechałem na miejsce wcześniej. Zatrzymałem się na bocznej części parkingu, skąd widziałem wejście do restauracji, ale sam nie rzucałem się w oczy.
Wyłączyłem silnik i czekałem. Po osiemnastej przyjechał mężczyzna. Ciemny samochód, nic szczególnego. Wysiadł, rozejrzał się.
Nie wszedł do środka. Mógł mieć trochę ponad pięćdziesiąt lat. Dobrze ubrany. Spokojny.
Co jakiś czas spoglądał na telefon. Potem zobaczyłem samochód Renaty. Serce uderzyło mi tak mocno, że poczułem to w gardle. Zaparkowała bliżej restauracji.
Przez moment siedziała w aucie. Potem wysiadła. Mężczyzna ruszył w jej stronę. Ona poszła prosto do niego.
Miałem w sobie jeszcze idiotyczną nadzieję, że podadzą sobie ręce, że zobaczę zwykłe służbowe spotkanie. Nic takiego się nie wydarzyło. Renata zatrzymała się przed nim bardzo blisko. Uśmiechnęła się.
Nie tym uśmiechem, którym wita się klienta. Znałem ten uśmiech. Kiedyś uśmiechała się tak do mnie. Mężczyzna dotknął jej ramienia.
Zaczęli iść w stronę restauracji, ale po kilku krokach skręcili na ścieżkę. Szli powoli, rozmawiali. W pewnym momencie położył dłoń na jej plecach. Nie na sekundę, żeby ją przepuścić.
Swobodnie. Jak ktoś, kto robił to już wcześniej. Renata wsunęła rękę pod jego ramię. Siedziałem nieruchomo.
Mogłem wysiąść. Mogłem podejść. Mogłem powiedzieć: „Renata, co ty robisz? ” Nie zrobiłem nic.
I wtedy przypomniało mi się: „Nie martw się, poczekam”. Ten facet dosłownie na nią czekał. Nagle ta wiadomość przestała być niewinnym zdaniem, które można tłumaczyć na dziesięć sposobów. Patrzyłem jeszcze chwilę.
Potem uruchomiłem silnik. Nie chciałem czekać, aż się pocałują, żeby mieć prawo poczuć się zdradzony. Miałem już dość. W domu było cicho.
Wszedłem, rzuciłem klucze na komodę i stałem w przedpokoju. Jeszcze rano ten dom był dla mnie czymś stałym. Może nie ciepłym, ale stałym. Teraz wyglądał tak samo, a ja miałem wrażenie, że wróciłem do obcego miejsca.
Usiadłem w salonie i czekałem. Nie chciałem do nikogo dzwonić. Chciałem tylko zobaczyć, z jaką twarzą wejdzie do domu. Przyjechała późno.
– Nie śpisz? – Nie. Zdjęła płaszcz. – Coś się stało?
– Byłem dzisiaj na Partynicach. Znieruchomiała. Potem spróbowała wrócić do normalnego tonu. – Na Partynicach?
Po co? – Wiesz po co. – Rafał, naprawdę nie wiem, o czym mówisz. – Widziałem cię z nim.
Zbladła. Odwróciła wzrok. – Z kim? – Naprawdę chcesz teraz w to iść?
Kim on jest? – Znajomy. – Jaki znajomy? Znajomy nie dotyka cię w ten sposób.
Zapadła cisza. Skrzyżowała ręce. – Widziałeś kawałek sytuacji i dopowiadasz sobie resztę. – To wyglądało bardzo prosto.
– Nie rób sceny. To zdanie uderzyło mnie mocniej, niż powinno. Nie zamierzałem robić sceny. Przez całe życie bałem się takich rozmów.
Wyobrażałem sobie krzyk, trzaskanie drzwiami, oskarżenia. A teraz czułem tylko chłód. – Powiedz mi, kim on jest. – Mówiłam: znajomy.
– Od kiedy? – Nie będę z tobą rozmawiać, jeśli będziesz mnie przesłuchiwał. – Chcę wiedzieć, czy moja żona ma kogoś. Renata zamknęła oczy.
– Paweł nie ma z tym nic wspólnego. Zamarłem. – Czyli to Paweł. Milczała.
– Ten sam Paweł, który do ciebie pisze? „Nie martw się, poczekam”? – Czytałeś moje wiadomości? – Nie musiałem.
Telefon leżał na komodzie. – To jest chore. – Nie zmieniaj tematu. Od jak dawna?
Usiadła w końcu na krześle. Nagle wyglądała na zmęczoną. – Kilka miesięcy. Poczułem, jak coś we mnie opada.
Nie pęka – opada. Jakby zniknęło napięcie, które nosiłem od paru dni. – Spotykacie się? – Tak.
– Jesteście razem? – Nie wiem. Zaśmiałem się cicho. – Dla mnie to zaczyna być proste.
Renata spuściła wzrok. I wtedy coś wróciło mi do głowy. Zegarek. Jej panika.
Jacek. Salon. Bransoleta. – A zegarek?
Zesztywniała. Jeszcze przed chwilą próbowała rozmawiać o Pawle tak, jakby wszystko dało się rozmyć. Ale kiedy powiedziałem „zegarek”, coś w niej siadło. – Przecież mówiłam: był za luźny.
– Nie pytam o bransoletę. Dlaczego wpadłaś w panikę, kiedy Jacek go zabrał? – Nie wpadłam w panikę. Byłam zdenerwowana.
– Nie byłaś zła na Jacka. Byłaś przerażona tym, że ma ten zegarek. I za każdym razem, kiedy pytam, robisz wszystko, żebym o nim zapomniał. Nie odpowiedziała.
– Nie był dla mnie, prawda? Dla Pawła. Podniosła głowę. Przez kilka sekund patrzyła mi prosto w oczy.
Potem powiedziała bardzo cicho:
– Tak. Nie wiedziałem, czego się spodziewałem. Może że zaboli bardziej. Może że się wścieknę.
A ja tylko stałem i patrzyłem na nią. – Kupiłaś mu zegarek. Przyniosłaś do domu. Ja go znalazłem i zapytałem, czy jest dla mnie.
– Spanikowałam. – Mogłaś powiedzieć prawdę. – Nie mogłam. Nagle przypomniałem sobie wszystko z tamtego poranka.
Jak podała mi pudełko. Jak kazała przymierzyć. Jak poprawiała bransoletę. Jak zrobiła mi zdjęcie.
Jak pocałowała mnie w policzek. – Chciałaś go odzyskać, żeby dać Pawłowi. Ta bransoleta była za luźna, ale nie dlatego chciałaś go zabrać. – Tak.
– Jacek wiedział. Dlatego go zabrał. Żeby cię powstrzymać. Zacisnęła szczękę.
– Tak. Specjalnie. – I dlatego wydarłaś się na mnie przez telefon. – Byłam wściekła, bo popsuł ci plan.
Nie odpowiedziała. Nie musiała. – Co było potem? – Spotkałam się z nim.
Oddał mi zegarek. – A mnie powiedziałaś, że jest w salonie. – Tak. – Gdzie jest teraz?
– U mnie. To zdanie było niemal śmieszne. Mój prezent, który nigdy nie był mój, schowany przez moją żonę, bo miał trafić do innego faceta. – Wiesz, co jest w tym najgorsze?
– zapytałem. Renata spojrzała na mnie. – Przez kilka godzin byłem szczęśliwy. Naprawdę.
Jak idiota. Myślałem, że sobie o mnie przypomniałaś. A ty tylko czekałaś, żeby zabrać mi ten zegarek i dać jemu. Zdjęcie, które mi zrobiłaś – po co?
Żeby wyglądało normalnie? – Rafał…
– Nie. Posłuchaj. Ja też miałem dla ciebie prezent.
Perfumy. Te, które kiedyś lubiłaś. Zarezerwowałem stolik. Chciałem ci je dać przy kolacji.
Myślałem, że może jeszcze potrafimy. Odwróciła wzrok. – Nie mówię tego, żebyś miała wyrzuty sumienia. Chociaż może powinnaś.
Wstałem. Przeszedłem kilka kroków po salonie. – Gdzie jest teraz ten zegarek? – Mam go.
– Zrób z nim, co chcesz. Oddaj, sprzedaj, daj Pawłowi. Mnie to już nie obchodzi. – Nie dam mu go.
– To też mnie nie obchodzi. Patrzyła na mnie, jakby dopiero zaczynała rozumieć, że nie zamierzam walczyć o zegarek. Ani o nią. – Co teraz?
– zapytała cicho. – Jutro zacznę szukać mieszkania. – Chcesz się wyprowadzić? – Tak.
– Rafał, nie podejmuj takich decyzji teraz. – Właśnie teraz pierwszy raz od dawna podejmuję decyzję sam. – Możemy porozmawiać za kilka dni. – Rozmawiamy teraz.
Ja od lat próbuję coś zrobić z nami. Za długo milczałem. Za długo pozwalałem, żeby każdy w tym domu decydował za mnie. Ty, Bożena, Jacek.
Ja tylko przytakiwałem. – Czyli odchodzisz przez niego? – Nie. Przez nas.
Paweł tylko sprawił, że przestałem udawać, że jakieś „nas” jeszcze istnieje. Poszedłem na górę. Otworzyłem szafę. Na samym dnie pod swetrami leżało pudełko z perfumami.
Wyjąłem je i włożyłem do torby. Nie na złość. Po prostu nie było już dla kogo. Kiedy zszedłem na dół, Renata nadal siedziała przy stole.
Nie powiedziałem nic więcej. Tamtego wieczoru zrozumiałem jedną rzecz. Nie straciłem zegarka. On nigdy nie był mój.
Straciłem tylko złudzenie, że tamtego poranka ktoś naprawdę wybrał mnie. I pierwszy raz od wielu lat sam wybrałem siebie.