W Wigilię, o piętnastej, dotarłam do domu rodziców. Matka otworzyła drzwi, zanim zdążyłam wejść na schody. Popatrzyła na moją flanelową koszulę, na buty z podnoskiem i na drewniane pudełko w moich rękach. “Kiedy ty wreszcie staniesz na własnych nogach?

” – zapytała zamiast przywitać. Pudełko było z cedru, zrobiłam je własnoręcznie w warsztacie dziadka. W środku był powód, dla którego przejechałam cztery godziny w Wigilię. Ale ona jeszcze o tym nie wiedziała.
“Postaw to na komodzie” – powiedziała machnięciem ręki. “Do prezentów dojdziemy później. “