Kiedy drzwi szpitalne zamknęły się za jej synem, Halina stała wyprostowana jak zawsze – elegancka, opanowana, z torebką na ramieniu. Ale w środku coś się w niej załamało. Piotr wyjechał służbowo,…

Kobieta, która zamknęła te drzwi, stała nieruchomo. Elegancka, wyprostowana, w dobrze skrojonym płaszczu, z torebką na ramieniu – wyglądała, jakby szła na lunch, a nie do szpitala. Ale to był szpital. I to jej syn leżał po drugiej stronie tych drzwi.

Thumbnail

Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Osunęła się na zimną podłogę korytarza, ściskając telefon. Zadzwoniła do Piotra. Raz, drugi, trzeci.

Za trzecim razem nie wiedziała już, czy chce z nim porozmawiać, czy po prostu potrzebuje usłyszeć głos, który wyrwie ją z tej koszmarnej chwili. Kiedy wreszcie odebrał, powiedziała tylko: „To Kuba”. Potem zapisała w małym niebieskim notatniku wszystko, co było potrzebne: terminy, nazwiska, zalecenia. Wyszła z gabinetu z teczką przyciśniętą do piersi.

Piotr obiecał wrócić z Katowic wystarczająco wcześnie.