Zawsze myślałam, że znam prawdę o mojej rodzinie, ale jeden list otworzył mi oczy na coś, o czym bałam się nawet myśleć. Kiedy zobaczyłam dokumenty w starym szkicowniku Tadeusza, świat się…

Halina stała w drzwiach biblioteki, a jej sylwetka odcinała się od ciepłego wieczornego światła. Miała na sobie elegancką sukienkę, a czarne włosy upięte w niski kok podkreślały jej dumną postawę. Zofia czuła, jak serce bije jej szybciej, gdy Halina zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów. To nie była zwykła rozmowa, to było starcie.

Thumbnail

— Witamy — powiedziała Halina chłodno, a jej głos brzmiał formalnie, nie pasując do przytulnego wnętrza domu. Zofia zacisnęła dłonie na torebce. Wiedziała, że musi coś powiedzieć, ale słowa uwięzły jej w gardle. W końcu udało jej się wykrztusić: — Dzień dobry.

Dziękuję, że zgodziła się pani na spotkanie. Halina uniosła brwi. — Nie mam wiele czasu. Mam nadzieję, że to ważne.

Zofia skinęła głową. — To dotyczy testamentu pani matki. I listu do Tadeusza. Na twarzy Haliny pojawił się cień niepokoju, ale szybko go ukryła.

— Proszę wejść — powiedziała, wskazując jej krzesło. Weszły do biblioteki. Zofia rozejrzała się po pomieszczeniu pełnym starych książek. Pachniało tu kurzem i historią.

Na ścianach wisiały portrety przodków. W powietrzu czuło się napięcie, które nie pasowało do piękna tego miejsca. Halina usiadła naprzeciwko niej. — Słucham.

Zofia wyjęła z torebki kopertę. — To list od pani matki. Był zaadresowany do Tadeusza, ale pani matka poprosiła, żeby został otwarty dopiero po jego osiemnastych urodzinach. Halina zacisnęła usta.

— To było życzenie mojej matki. Tadeusz ma to przeczytać, gdy skończy osiemnaście lat. Skoro pani ma ten list, to znaczy, że testament został już odczytany? Zofia skinęła głową.

— Tak. I właśnie dlatego muszę z panią porozmawiać. Halina pochyliła się do przodu. — Co pani wie?

— Wiem o Róży Wiatrów. O instrukcjach, które pani matka zostawiła. I o tym, że tajemnica, którą pani skrywa, może zniszczyć wszystko. Halina drgnęła, ale nie spuściła wzroku.

— To sprawy rodzinne. Nie zamierzam o nich dyskutować z obcą osobą. — Ale ja już wiem — powiedziała Zofia łagodnie. — I nie jestem wrogiem.

Zapanowała cisza. Halina wstała i podeszła do okna. Przez chwilę patrzyła na ogród. Na dworze zaczynało się ściemniać.

— Moja matka zawsze miała swoje sekrety — powiedziała w końcu. — Myślałam, że wszystko już się skończyło. Ale najwyraźniej nie. Zofia wyczuła w jej głosie zmęczenie.

— Proszę mi opowiedzieć o Róży Wiatrów. To pomoże Tadeuszowi. Halina odwróciła się w stronę niej. — Róża Wiatrów to mapa.

Ale to nie jest zwykła mapa. To klucz do czegoś, co moja matka ukrywała przez całe życie. — Do czego? — Do majątku.

Ziemi, którą rodzina straciła wiele lat temu. Moja matka nie mogła pogodzić się z tym, że wszystko przepadło. Zofia znała ból Haliny. Sama znała tę winnicę.

To tam przyjechała jako młoda służąca, a potem poznała Tadeusza. Znała historię tej ziemi. — Wiem, że winnica była ważna dla pani rodziny — powiedziała cicho. Halina uniosła brew.

— Skąd pani to wie? Zofia zawahała się, ale postanowiła powiedzieć prawdę. — Bo ja tam kiedyś pracowałam. Byłam służącą w tym domu.

Halina nie ukrywała zdziwienia. — Pani? Nie poznaję pani. — Zmieniłam się.

Ale pamiętam wszystko. Pamiętam, jak pani matka uczyła mnie winorośli. Jak mówiła o historii tego miejsca. Halina milczała przez chwilę.

— To może pani rozumie, dlaczego nie mogę pozwolić, żeby to wszystko poszło w nieznane ręce. — Dlatego właśnie musimy działać razem — powiedziała Zofia. — Tadeusz nie wie o wszystkim. List, który pani matka zostawiła, zawiera więcej niż tylko wspomnienia.

— Co jeszcze? Zofia wyjęła z torebki kilka dokumentów. — To akty własności. I mapa.

Pokazują, że winnica była częścią większego majątku. Ziemia należała do rodziny Tadeusza od pokoleń. Halina wzięła dokumenty do ręki. Jej ręce lekko drżały.

— To niemożliwe. Myślałam, że te dokumenty spłonęły. — Przeżyły. Moja matka je przechowywała.

Wiedziała, że kiedyś mogą być potrzebne. Halina spojrzała na nią z podejrzliwością. — Skąd pani ma te dokumenty? Zofia westchnęła.

— To długa historia. Ale najważniejsze jest to, że zna pani prawdę. Teraz musi pani zdecydować, co zrobić dalej. Halina położyła dokumenty na stole.

— Co pani proponuje? — Musimy otworzyć list od pani matki. To on wyjaśnia wszystko. Ale zgodnie z życzeniem, powinien przeczytać go Tadeusz.

— A jeśli treść tego listu zmieni wszystko? — Może zmienić. Ale to jego prawo poznać prawdę. Halina długo milczała.

Potem skinęła głową. — Dobrze. Ale chcę być przy tym. Zofia zgodziła się.

— Oczywiście. Wstały. Zofia poczuła, że to dopiero początek. Wychodząc z biblioteki, usłyszała kroki na korytarzu.

To był Wiktor. Stał przy drzwiach i patrzył na nie z dziwnym wyrazem twarzy. — Co tu robisz? — zapytał ostro.

— Rozmawiam z twoją matką — odpowiedziała Zofia spokojnie. Wiktor przeniósł wzrok na Halinę. — Mamo, nie powinnaś jej ufać. Halina zmarszczyła brwi.

— To nie jest zwykła osoba. Ona wie o Róży Wiatrów. Wiktor był zaskoczony. — Róża Wiatrów?

Myślałem, że to legenda. — To nie legenda — powiedziała Zofia. — To mapa. I klucz do czegoś znacznie ważniejszego.

— Co masz na myśli? Zofia spojrzała na Halinę, czekając na jej reakcję. Halina skinęła głową. — Mapa prowadzi do miejsca, gdzie ukryte są dokumenty potwierdzające prawa do winnicy.

To ważne, bo to zmieni wszystko. Wiktor zaśmiał się gorzko. — Chcesz powiedzieć, że Tadeusz nie jest prawowitym dziedzicem? — To znaczy, że jest — odparła Zofia.

— I że ktoś chciał to ukryć. W korytarzu zapadła cisza. Wiktor zmierzył Zofię wzrokiem. — To nie koniec — powiedziała Zofia.

— List od pani matki wyjaśnia wszystko. Ale to Tadeusz musi go przeczytać. — On nie ma pojęcia o niczym — powiedziała Halina. — Wiem.

I dlatego musimy mu powiedzieć. Wkrótce. Wiktor cofnął się o krok. — Nie możecie tego zrobić.

To zniszczy naszą rodzinę. — Wasza rodzina już jest zniszczona — odparła Zofia. — Tajemnice tylko pogarszają sytuację. Halina podeszła do Wiktora.

— On ma rację. Musimy zmierzyć się z prawdą. Wiktor odwrócił się i wyszedł. Halina westchnęła.

— Boję się tego, co się stanie, gdy Tadeusz dowie się prawdy. — Ja też — przyznała Zofia. — Ale nie mamy wyboru. Zofia opuściła dom.

Wychodząc, zauważyła Tadeusza siedzącego na ławce w ogrodzie. Rysował w szkicowniku. Chciała podejść i porozmawiać, ale wiedziała, że to nie czas.

Wiedziała, że nadchodzi burza, która nie ominie nikogo.