Bogna siedziała nieruchomo przed monitorem, a przed nią przewijały się obrazy z kamery, którą Miłosz zamontował rok temu, gdy z garażu zniknął rower. To miało być tylko zabezpieczenie, ale teraz pokazywało coś, czego nie chciała zobaczyć. Przewinęła nagranie do dnia, gdy pierwsze liście zaczęły zmieniać kolor. I zobaczyła wszystko.

Wstała bez pośpiechu. Zamknęła komputer, podeszła do okna i przez chwilę patrzyła na zniszczony ogród. Sadzonki, które czekały w skrzynce w domu, trafiły do ziemi z korzeniami kogoś, kto rósł pod jej opieką. A teraz ogród też został zaatakowany.
Następnego ranka Bogna wróciła do ogrodu w gumowych rękawiczkach i z mocną plastikową torbą. Ostrożnie sprawdziła korzenie każdej rośliny. Te, które wyglądały na zdrowe, odłożyła na bok. Skażone próbki zapakowała starannie i włożyła do torby termoizolacyjnej na dnie lodówki, z etykietką do badania laboratoryjnego.
Gdy weszła do kuchni, Iga dzwoniła już wcześniej, żeby zaprosić Miłosza na niedzielny obiad. Bogna usiadła przy stole i czekała. Miłosz wszedł do kuchni z rozczochranymi po śnie włosami. Poszedł prosto do ekspresu i dopiero gdy miał rękę na uchwycie, zauważył, że siedzi tam nieruchomo i patrzy na niego.
„Co? ” – rzucił. „Usiądź” – powiedziała cicho, ale tak, że nie było to prośbą. Wzruszył ramionami, nalał kawy, usiadł naprzeciwko.
Bogna otworzyła laptopa i odwróciła ekran w jego stronę. Na nagraniu widać było, jak ktoś wychodzi z domu w środku nocy, niesie butelkę i wlewa zawartość do grządek. Twarz była jasna, mimo ciemności. Miłosz odstawił filiżankę.
„Skąd to masz? ” – zapytał. „Z kamery, którą sam zamontowałeś” – odpowiedziała. „Żeby pilnować roweru, pamiętasz?
”
Przez chwilę patrzył na ekran, potem na nią. „Co chcesz zrobić? ” – spytał. Bogna wstała bez pośpiechu, podeszła do blatu, wzięła laptopa, który leżał tam odwrócony ekranem do dołu, i postawiła go otwartego przed sobą.
Wzrok powędrował do filiżanki, którą trzymała w ręku. Była tam nazwa laboratorium, numer protokołu i dwie linijki opisujące przesłany materiał – próbki tkanki roślinnej z zanieczyszczeniem chemicznym do identyfikacji. Wyjaśniła, że wynik przyjdzie w ciągu 10 dni roboczych, że z protokołem i nagraniem pójdzie do notariusza, żeby wszystko poświadczyć, i że złoży wniosek o odszkodowanie za umyślne zniszczenie mienia, bo tak przewiduje prawo i bo miała do tego prawo. „Masz wybór” – dodała.
„Możesz przyznać się teraz, publicznie, i naprawić to, co zniszczyłeś. Albo poczekasz, aż zrobią to za ciebie. ”
Miłosz patrzył na nią długo. Potem odstawił filiżankę, która stała na stole, i powiedział cicho: „Nie wiem, o czym mówisz”.
Bogna nie odpowiedziała. Zamknęła laptopa, wstała i wyszła z kuchni. Miłosz siedział jeszcze przez chwilę przy stole, patrząc na puste miejsce po laptopie, a potem sięgnął po telefon. Bogna wróciła do ogrodu.
Praca była ciężka, ale nie czuła zmęczenia. Wiedziała, że to nie koniec, ale to nie ona pierwsza musiała zrobić następny krok. Niewiele było do powiedzenia. Tego ranka Bogna usiadła przy stole, wzięła filiżankę i wypiła.
A kiedy wypiła, wstała i poszła do ogrodu. Bo człowiek, który uważa, że wygrał, nie podejrzewa zaproszeń do zgody. [NIE WIEM, CZY TO KOŃCZY HISTORIĘ – W TRANSCRIPT JEST JESZCZE: „i miała usiąść do stołu i wziąć filiżankę i wypić. […] czego będziesz chciał zobaczyć do końca.
[…] Po obejrzeniu zachęcam do subskrypcji i polubienia. To pomaga kanałowi i motywuje mnie do dalszego opowiadania inspirujących historii. Bardzo dziękuję za oglądanie i do zobaczenia w następnym filmie. ” – ALE TO NIE NALEŻY DO FABUŁY, WIĘC JE POMIJAM.
]