Najpierw zadzwoniłam do Marka. Powiedziałam mu, że widziałam jego żonę w restauracji. Milczał przez chwilę, a potem zapytał, czy na pewno to była ona. Potwierdziłam.

Wtedy usłyszałam w jego głosie coś, czego nie znałam – zimny spokój. Poprosił, żebym nie dzwoniła do niej. Powiedział, że sam to załatwi. Drugi telefon wykonałam do teściowej.
Usłyszałam od niej, że nie powinna się mieszać. Trzeci telefon był do matki Leny. Ta z kolei zaczęła płakać, mówiąc, że córka zawsze była trudna. Nikt nie chciał mi pomóc.
Nikt nie traktował tego poważnie. Zawiozłam Filipa do Oli. W drodze powrotnej cały czas myślałam o tym, co zobaczę w domu. Kiedy weszłam, Tomek stał w korytarzu.
Miał na sobie mokrą koszulę. Spojrzał na mnie i zapytał, gdzie byłam. Odpowiedziałam, że u Oli. Skinął głową i poszedł do łazienki.
Wtedy usłyszałam dźwięk telefonu – twój telefon, powiedziałam do siebie. Podniosłam go i zobaczyłam wiadomość od Leny: „Kocham cię, do jutra”. Siedziałam na kanapie i trzymałam telefon w ręku, kiedy Tomek wyszedł z łazienki. Zapytał, czy wszystko w porządku.
Odpowiedziałam, że tak. Ale nie było. W nocy nie spałam. Rano, gdy tylko wyszedł do pracy, zaczęłam przeglądać jego rzeczy.
Znalazłam rachunek z restauracji. Dla dwóch osób. Data – wczoraj. To była ta sama restauracja, w której widziałam Marka z Leną.
Zadzwoniłam do adwokat Ewy. Umówiłyśmy się na spotkanie. Powiedziała mi, że jeśli chcę rozwodu, mam prawo do połowy majątku, ale muszę udokumentować zdradę. Powiedziałam jej, że mam dowody.
Zapytała, czy mam świadków. Marka nie chciałam w to mieszać. Ale wiedziałam, że to on siedział z Leną w tej restauracji. Czyżby Lena zdradzała również jego?
Następnego dnia pojechałam do szkoły Emilki. Wychowawczyni powiedziała mi, że Emilka ostatnio jest smutna i często płacze. Zapytała, czy coś się dzieje w domu. Odpowiedziałam, że nie wiem.
Ale to kłamstwo. Wiedziałam, że to przez Tomka. Kiedy wróciłam do domu, zastałam Tomka i Leny w salonie. Siedzieli blisko siebie.
Lena trzymała go za rękę. Spojrzałam na nich. Tomek powiedział: „To nie to, co myślisz”. Lena dodała: „On mnie rozumie”.
Nic nie odpowiedziałam. Weszłam do sypialni i zamknęłam drzwi za sobą. Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w ścianę. Serce waliło mi jak oszalałe.
Wiedziałam, że muszę działać. Wieczorem zadzwoniłam do Karola. To mój adwokat od spraw rodzinnych. Powiedziałam mu wszystko.
Poradził mi, żebym zabezpieczyła dowody – zrzuty ekranu, rachunki, wszystko. Zrobiłam to. Potem zadzwoniłam do swojego księgowego i zapytałam, czy mogę uzyskać dostęp do dokumentów finansowych firmy Tomka. Okazało się, że mam do nich pełne prawo jako współwłaścicielka.
Następnego dnia rano Tomek poszedł do pracy. Skoro wyszedł, weszłam do jego gabinetu. Znalazłam umowę, którą podpisał z Leną – zobowiązał się, że przekaże jej połowę swoich udziałów w firmie. To było nie do pomyślenia.
Zadzwoniłam do Karola i złożyłam pozew o rozwód. Zażądałam również unieważnienia tej umowy. Po południu Lena zadzwoniła do mnie. Powiedziała, że chce porozmawiać.
Spotkałyśmy się w kawiarni. Patrzyłam na nią i czułam, jak gotuje się we mnie złość. Powiedziała: „Wiem, że to boli, ale Tomek i ja jesteśmy sobie przeznaczeni”. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam: „Życzę wam szczęścia”.
Wstałam i wyszłam. Kiedy wychodziłam, usłyszałam, jak mówi do kelnerki – prosiła o rachunek dla siebie. Tego samego dnia zadzwoniłam do Marka. Zapytałam go wprost: „Wiedziałeś o Leny i Tomku?
”. Milczał. Potem powiedział: „Tak”. Zapytałam, dlaczego mi nie powiedział.
Odpowiedział: „Bo to nie była moja sprawa”. Odłożyłam słuchawkę. Czułam się zdradzona przez wszystkich. Wieczorem wrócił Tomek.
Zastał mnie w salonie z dokumentami rozłożonymi na stole. Zapytał, co robię. Powiedziałam: „Pakuję się. Złożyłam pozew o rozwód”.
Zbladł. Zaczął mówić, że to był błąd, że mnie kocha, że Lena nic dla niego nie znaczy. Patrzyłam na niego i czułam tylko pustkę. Powiedziałam: „To już koniec”.
Następnego dnia rano wyprowadziłam się do mieszkania mojej siostry. Zabrałam dzieci. Tomek dzwonił do mnie wiele razy, ale nie odbierałam. Napisał wiadomość: „Proszę, wróć.
Zrobię wszystko”. Nie odpowiedziałam. W sądzie zapadła decyzja. Dostałam pełną opiekę nad dziećmi i połowę majątku.
Umowa Tomka z Leną została unieważniona. Lena straciła wszystko. Marka nigdy więcej nie widziałam. Podobno wyjechał z kraju.
Pewnego wieczoru, kilka miesięcy później, zadzwoniła do mnie wychowawczyni Emilki. Powiedziała, że Emilka wreszcie zaczęła się uśmiechać. Zapytała, czy wszystko jest w porządku. Odpowiedziałam: „Tak, wszystko jest w porządku”.
I uwierzyłam w to po raz pierwszy od dawna. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Ale wiem, że gdybym wtedy nie zadzwoniła do Marka, nigdy nie dowiedziałabym się prawdy. Nie żałuję niczego.
Moje dzieci i ja wreszcie możemy zacząć nowe życie.