Moja starsza siostra Teresa mieszkała 20 minut od nas z mężem Bartkiem i dwójką dzieci. Przez lata to ona uchodziła za tę idealną – zawsze o krok przede mną, zawsze z planem. Ja byłam tą drugą, tą, która nie do końca się wyrobiła. Tego dnia miałam to zmienić.

Segregator z zakładkami był od lat stałym elementem domu naszych rodziców. Babcia trzymała w nim wszystko, co ważne – umowy, zaświadczenia, notatki. Wsunęłam jednak do torebki coś, czego babcia nie miała tam odkładać. Tego wieczoru zadzwoniłam do matki, a w niedzielę rano do ojca.
Wróciłam do biurka i czekałam. We wtorek wieczorem babcia zadzwoniła do mnie. – Gabi, mam do ciebie sprawę – powiedziała. – Taką, która trafia do segregatora z zakładkami.
W środę w południe napisała do mnie Teresa. Wyszłam na zewnątrz i zadzwoniłam do siostry. Pracował do późna. Potem napisałam do Sarzy.
Pojechałam wypożyczoną Toyotą do wydziału komunikacji i wsunęłam dokumenty do brązowej teczki. Notariuszka nie zapytała, do czego mi to. Wróciłam do domu z teczką na siedzeniu pasażera. Do nikogo nie zadzwoniłam.
Gdybym była Teresą, zadzwoniłabym do siostry, wujka Romana, ustawiłabym narrację, zanim ktokolwiek zdążyłby w sobotę dotrzeć do babci. Ja milczałam. Wypiłam zimną wodę w kuchni, wsunęłam ręce do kieszeni i poszłam korytarzem do windy. Na górze, przed drzwiami, stałam jeszcze przez chwilę.
Potem je otworzyłam. W przedpokoju panował tłum – ciocia, wujkowie, kuzyni. Teresa stała przy drzwiach ze stoickim spokojem. Bartek wniósł ciasto.
Nikt nie zauważył teczki, którą trzymałam przy boku. Babcia wyszła z kuchni, rozejrzała się i uśmiechnęła. Potem pocałowała Teresę, przywitała się z Bartkiem, pogłaskała dzieci po głowach. Kiedy dotarła do mnie, zatrzymała się.
W jej spojrzeniu coś mignęło, ale nie powiedziała ani słowa. Weszłam do salonu, a babcia usiadła przy stole. Odwróciła się do Teresy. – Teresa, kochanie, mogę zobaczyć kluczyki do Lexusa?
– zapytała. Teresa uśmiechnęła się i podała jej kluczyki. Babcia wsunęła je do prawej kieszeni swetra i odwróciła się do Bartka. – Bartek, a ty mi kiedyś pokażesz tę fakturę za remont?
– powiedziała spokojnie. Bartek zbladł. – Babciu, o czym ty mówisz? – zapytała Teresa.
Babcia sięgnęła do brązowej torby na ramieniu. Wyjęła z niej segregator z zakładkami i położyła go na stole. Potem odwróciła się do matki. – Dorota, przygotowałam coś do podpisu – powiedziała.
– To dotyczy twojej córki, mojej wnuczki, Gabrieli. Zapanowała cisza. Babcia mówiła tak, jak mówiła do mnie, kiedy miałam osiem lat i zrobiłam coś, do czego musiałam się przyznać. – Dorota, te podpisy nie są takie same – powiedziała.
– Ja muszę wyjść i zadzwonić do dyrektora. Odwróciła się do niego. – Pan, panie Bartku, podpisał coś, czego nie mógł podpisać – dodała. – Ale to nie mój problem.
Babcia odwróciła się powoli do tłumu w przedpokoju. – Planowałam załatwić to prywatnie, ale moja córka postanowiła ogłosić wam wszystkim 20 minut temu, jaki to Gabi zrobiła prezent – powiedziała. – Dzwoniłam do niego rano. Wydział wstrzymał wpis o zmianie właściciela dziś o 9:20.
Odwróciła się z powrotem do matki na krześle. – Powiem ci teraz coś przy tych ludziach, bo 20 minut temu postanowiłaś przy nich przypisać sobie zasługę za hojność Gabrieli – kontynuowała. – Dom, który kupiłaś, nie jest twój. Jest Gabrieli.
Ja wiem, że to ona płaciła. Jeszcze się nie odezwała do mnie. Babcia odwróciła się do mnie. – Gabi, wiem, że rozmawiałaś z notariuszem – powiedziała, sięgając do prawej kieszeni swetra i wyciągając kluczyki.
– Odwieziesz mnie dziś do domu moim autem? Odwróciła się do pokoju jeszcze raz, po czym wsunęła kluczyki z powrotem do torby. Wstała, podeszła do szafy w przedpokoju, założyła płaszcz i wyszła. Nie odezwała ani do matki, ani do ojca, ani do mnie.
Odprowadziłam ją do jej samochodu. Ojciec napisał do mnie maila dziewiątego dnia. – Gabi, jestem ci winna coś, co powinnam była powiedzieć 20 lat temu – napisała babcia, gdy odwróciła się do mnie. – Powinnam była wkroczyć 20 lat temu.
Przepraszam, że czekałam do teraz. – Tak, ale 20 lat to długo, żeby czekać, aż dorośli zrobią właściwą rzecz – odpowiedziałam. Babcia skinęła głową. – Odwieź go dziś wieczorem do domu – powiedziała.
Odwiozłam ją do domu tamtego wieczoru. Potem wróciłam do swojego mieszkania. Do zobaczenia w następnym odcinku. W dwa dni później Teresa zapytała mnie w rozmowie, czy wiem coś o dokumentach.
Powiedziałam tylko, że to sprawa babci. Teresa westchnęła i zmieniła temat. W pokoju babci, na jej biurku, zobaczyłam ten sam segregator. Był otwarty na stronie z tytułem „Ostatnia wola”.
Obok leżała notatka ołówkiem: „Zadzwoń do kancelarii, jak tylko wrócisz”. Jeszcze nic nie jest przesądzone. Wiem tylko, że teraz kluczyki są u mnie.
I że babcia wie, co robi.