Jednego dnia przyszła do mnie jasna myśl, że już nigdy nie chcę być pierwszy. Nie do pilnowania wnuków, nie do podwiezienia kogoś do przychodni, nie do odebrania paczki, nie do naprawienia kranu, nie do pożyczenia pieniędzy. Chciałem przez parę dni należeć do siebie, do porannej mgły, do jeziora, do wspomnień o Eli. Wstałem, podszedłem do zlewu i nalałem sobie szklankę wody.

Potem, kiedy nie odbierałem, podała telefoniczny problem dalej do mojego własnego syna. Ty od razu wszystko bierzesz do siebie. Potem podszedłem do szuflady tej pod kredensem, gdzie Elżbieta trzymała stare notesy, gumki, recepturki i klucze, do których nikt już nie pamiętał zamków. I wtedy przyszła do mnie pierwsza naprawdę jasna myśl tego dnia.
Kiedy oni przylatywali do Polski, nagle wszystko musiało być lepsze. Uśmiechnąłem się do pani Ireny, choć twarz miałem jak z drewna. Wróciłem do domu i zamknąłem drzwi na klucz. Wystarczyło ją wziąć, wsiąść do samochodu i pojechać, zostawić to wszystko.
Poszedłem do salonu i otworzyłem dolną szafkę w kredensie. Wstałem od stołu i wyniosłem talerz do zlewu. Dawniej może bym zadzwonił do Łukasza, tłumaczył, prosił, żeby przemówił żonie do rozsądku. Tyle że ostatni raz w rodzinie bardzo często oznacza tylko do następnego razu.
Tym razem nie poszedłem do sklepu. W takim razie musimy wstrzymać realizację do czasu pisemnej zgody właściciela. Potem zadzwoniłem do Seweryna. Po tej rozmowie pojechałem do małego sklepu budowlanego przy głównej drodze.
Po powrocie przykręciłem tabliczkę do furtki. Potem poszedłem do Bogdana, sąsiada z naprzeciwka. Bogdan był wdowcem, byłym mechanikiem, człowiekiem małomównym, ale uczciwym do kości. Torba nadal stała w pokoju gościnnym, nierozpakowana do końca.
Dziadek krzyknął i podbiegł do mnie. Ryszard podszedł do mnie i wyciągnął rękę. Odstawiłem filiżankę na stół i poszedłem do furtki. Ktoś szeptał do kogoś, że chyba pomylił adres.
Łukasz stał przy tarasie, jakby ktoś przykleił mu buty do ziemi. powiedziałem nie odwracając się do niego. Grażyna podeszła do Moniki położyła jej rękę na ramieniu. Był do tej pory cicho.
Wyszedłem więc o krok bliżej do nich. My naprawdę myśleliśmy, wiem, powiedziałem i nie mam do państwa pretensji. Łukasz w końcu podszedł do niej i cicho coś powiedział. Potem odwróciłem się do rodziny.
o jakimś koledze, który przyniósł do klasy ślimaka w pudełku po lodach. Wytarłem powoli filiżankę i odstawiłem ją do szafki. Odwróciłem się do niego. Wziąłem od niego talerz, wytarłem go i wsunąłem do szafki.
Skinęła głową i wróciła do stołu. Zgasiłem światło na tarasie, ale nie wszedłem od razu do domu.