Siedziałem w dojeździe do domu w Krakowie, czekając na Tomasza. To był środek października, ale on pocił się, gdy w końcu wszedł do domu. Powiedział, że musi coś załatwić i wyszedł. Poszedłem do furgonetki z latarką, bo coś mi nie dawało spokoju.

Pod wykładziną znalazłem paczki. Mój syn używał mojego pojazdu do przewożenia narkotyków. Wygładziłem wykładzinę i wszedłem do domu. Następnego ranka zadzwoniłem do niego.
Powiedział, że może wpaść do domu w weekend. Zapytałem o długi, najpierw mówił 80 000 zł, potem 120 000. Nie pójdę do więzienia – powiedział i rozłączył się. Środa 23 października – tę datę zapamiętam do końca życia.
Poszedłem na komisariat. Przy recepcji siedziała młoda policjantka. Powiedziała, żebym usiadł i poczekał. Przyszedł podinspektor Nowak z wydziału do walki z narkotykami.
Powiedziałem mu o paczkach w furgonetce. Nowak kazał mi zostawić je tam, gdzie były, i udawać, że nic nie wiem. Potem odjechał. Wszedłem do domu, nalałem sobie kawy i czekałem.
Wieczorem Tomasz przyjechał. Zapytał o furgonetkę. Powiedziałem, że może ją wziąć. Wyszedł, ale nie pojechał do sklepu budowlanego.
Ani do Castoramy, ani do Leroy Merlin. Otworzył drzwi pasażera i wsiadł do środka, gdzie siedział mój syn. Zadzwoniłem do Nowaka. – Jedzie na wschód – powiedziałem.
– Jak tylko dojedzie do pierwszego przystanku, ruszą. Tomasz wrócił do Mercedesa i odjechał. Potem zadzwonił. – Posłuchaj, tato.
Mam 160 000 zł w gotówce i trochę fentanylu. To nie moje. Powiem ci wszystko, ale najpierw musisz mi pomóc. Powiedziałem mu, żeby wracał do domu.
Ale on się rozłączył. Następnego wieczoru zadzwoniła Weronika. Powiedziała, że Tomasz zabrał Zuzię i wyjechał. Powiedziała, że groził jej i że mam mu przekazać, że jeśli nie wróci, pójdzie na policję.
Zadzwoniłem do Tomasza. – Nie wracaj do domu – powiedziałem. – To ty włożyłeś te rzeczy do mojego samochodu, Tomku. Przeniosłem je do twojej furgonetki.
Idę do więzienia, bo cię kocham. Pochyliłem się do przodu, spojrzałem mu w oczy. – I tak szedłeś do więzienia, Tomku. Ale mogłeś wybrać, jak.
Siedziałem tam długo po tym, jak go zabrali. Weronika przeniosła się z Zuzią do rodziców w Tarnowie i uzyskała zakaz zbliżania się. Po procesie detektyw Nowak podszedł do mnie na korytarzu. – To był Bóg mówiący do mnie przez moje serce ojca – powiedziałem.
Nie mam co do tego wątpliwości. Moja rada do was, do każdego, kto tego słucha: ufajcie swoim instynktom co do ludzi, których kochacie. Nie uratowałem Tomasza, doprowadzając go do aresztowania. Ale może wtedy w końcu się przełamał, przyznał do wszystkiego, zgodził się na pomoc.
Może wtedy w końcu by się przełamał. Szeptałem do pustego pokoju. Może wtedy w końcu by się przełamał.