Jego serce po prostu należało do Klaudii Wiśniewskiej. Wszyscy to wiedzieli, ale nikt nie chciał tego powiedzieć na głos. Ja też udawałam, że nie widzę. Dopóki pewnego dnia doktor Kowalczyk nie podszedł do mnie na korytarzu szpitalnym i nie powiedział, że przygotowują Kacpra do obserwacji.

Wtedy w końcu do mnie dotarło. Chciałam wejść do sali, ale on zatrzymał mnie wzrokiem i rzucił sucho: „Proszę mówić do mnie, pani Szymańska”. Jakbym była obcą osobą. Jakby minione lata nic nie znaczyły.
Wyciągnął telefon i zadzwonił do mnie. W słuchawce usłyszałam jego zimny głos: „Przestań i wracaj do szpitala”. A potem dodał coś, co sprawiło, że zamarłam. Powiedział, że chce wrócić do swojego mieszkania na Mokotowie.
Sam. Bez mnie. Kiedy wyszłam ze szpitala, nie wróciłam do swojego luksusowego penthouse’u w Śródmieściu. Przeprowadziłam się do posiadłości Czartoryskich.
To był dom mojej matki, miejsce, które kiedyś kochałam. Teraz stało się moją fortecą. Kiedy Kacper przybył do posiadłości, jego matka rzuciła się do telefonu. Potem zadzwonił do mnie.
Nie odbierałam. Wiedziałam, że zostaje do późna w pracy w rodzinnej posiadłości, ale kazał szoferowi najpierw odwieźć Klaudię do domu. Słyszałam, że ucieka do Europy Zachodniej zaraz po wypadku samochodowym. A ja stałam w oknie i patrzyłam, jak jego samochód odjeżdża w noc.
Stojąc przed oknami od podłogi do sufitu w swoim biurze w Śródmieściu, napisał do mnie SMS-a. Przegląd list płac personelu posiadłości. „Oddzwoń do mnie natychmiast”. Tego samego wieczoru moi teściowie otrzymali list od jego kancelarii.
Wiedziałam, co to oznacza. Chciał rozwodu. Kiedy w końcu odebrałam telefon, usłyszałam jego głos. Mówił, że nie powinienem brać sobie do serca słów jego matki.
Ale potem dodał: „Łucjo, Klaudia powiedziała, co miała powiedzieć. To, że jako jego żona podnosisz to do rangi powodu do rozwodu, to już po prostu przesada”. Te szepty dotarły do moich uszu przez mikrofon. Odwróciła się do ekranu, a jej ton był żądający.
Podniosłam do kamery dokument. Zwróciłam się po prostu do babci. Po tym terminie składam pozew do sądu. Dzwoniła do Kacpra, ale nie odbierał.
Więc miej pretensje do niego. Włożyłam telefon do torby. Pchnęłam mój wózek inwalidzki do przodu. Kazałam Leonowi najpierw wysłać kopię do Kacpra.
Zadzwonił do Klaudii. Tej nocy zarezerwował lot do Szwajcarii. „Zakłócasz mój powrót do zdrowia” – powiedział, gdy w końcu go zobaczyłam. Nie poszłam do okna, by patrzeć.
Trzy miesiące później wróciłam do Polski. Gdy tylko mnie zobaczył, ruszył do przodu. „Nie do końca” – powiedział Leon. Kacper zadzwonił do mnie.
„Zmuś Klaudię do przeprosin” – usłyszałam. Wzięłam do ręki mikrofon. Weszliśmy razem do środka. Klaudia ostatecznie wyjechała do Europy Zachodniej.
Babcia Kacpra osobiście sprawiła, że fundusze, które założyłam za posiadłość, zostały w pełni zwrócone przelewem bankowym, a jej prawnik dostarczył list z przeprosinami. Nie wszedł do środka. Ale do środka już nie wejdzie.