W białej koszuli, z uśmiechem, z papierem do podpisu. Ręce pachniały olejem do mechanizmów, a w środku było ciepło. Dominika zawsze umiała wejść do pomieszczenia tak, żeby człowiek odruchowo zrobił jej miejsce. Powiedziała zanim jeszcze zaprosiłem ją do środka: „Serio, ale no wiesz jak jest”.

Dominika zdjęła płaszcz, zawiesiła go na wieszaku równo, jakby od zawsze tu mieszkała i weszła do kuchni. „Do wiosny wszystko poukładamy” – powiedziała. Do wiosny brzmiało rozsądnie. Patrzyłem na ten podjazd, jakby ktoś przestawił wskazówki w zegarze o kilka minut do przodu.
Nie wracałem do tematu. W soboty jeździli do Biedronki albo do Lidla. Łukasz opowiadał o pracy, o klientach, o tym, że rynek jest trudny, ale idzie do przodu. Nie odpowiedziałem od razu, bo jak wytłumaczyć komuś, że przywiązanie do miejsca to nie sentyment, tylko mapa?
Wyszedłem na chwilę do kuchni po herbatę. Ręce pachniały olejem do mechanizmów. Stała przy blacie, plecami do korytarza, telefon przy uchu. W tym momencie mogłem wejść do kuchni.
Odwróciłem się i wróciłem do warsztatu. Siedziałem w warsztacie jeszcze dobre 20 minut. Wyszedłem z warsztatu do kuchni, tak, jakbym dopiero co skończył pracę. Uśmiechnąłem się do siebie w półmroku.
Przez pierwsze miesiące nawet nie zaglądałem do historii operacji. Otworzyłem laptop, zalogowałem się do banku. To zdanie wracało do mnie tamtego popołudnia. Zszedłem na dół do kuchni i nalałem sobie wody.
Ja też wracałem do swojego. Rejestracja twojego auta niedługo wygasa, a ja jutro wyjeżdżam do Poznania na kilka dni. Wziąłem dokument do ręki i rozłożyłem. Pełnomocnictwo ogólne, nie do wydziału komunikacji, nie do konkretnej czynności, ogólne upoważniające Łukasza do reprezentowania mnie we wszystkich sprawach majątkowych, finansowych i administracyjnych bez terminu wygaśnięcia.
To nie jest pełnomocnictwo do rejestracji samochodu. No tak, ale ogólne jest wygodniejsze. Po co robić osobne do każdej drobnej sprawy? Dominika podeszła bliżej, wzięła dokument do ręki, spojrzała na mnie tym swoim spokojnym wzrokiem.
Zawsze padało wtedy, kiedy ktoś próbował przejąć kontrolę nad sytuacją, którą nie do końca kontrolował. Mechanizm był rozłożony, sprężyna napięta, gotowa do ustawienia. Następnego dnia rano zadzwoniłem do izby adwokackiej. Powiedział otwierając notes: „Ochronę majątku i podstawę prawną do działania, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Przeniesiemy nieruchomość oraz środki finansowe do odrębnej struktury”. Dwa dni później pojechałem na Pragę do biura prywatnego detektywa. Wracając do domu nie czułem napięcia, raczej koncentrację. W warsztacie wziąłem do ręki kieszonkowy zegarek.
Zegar w warsztacie tykał równo, a ja wracałem do roli, którą znałem najlepiej. Wziąłem oba dokumenty do ręki. Najpierw test przelewów, sprawdzenie reakcji, potem próba pełnomocnictwa ogólnego, dostęp do decyzji finansowych. To nie był chaos, to było przygotowanie do przejęcia nieruchomości.
Wróciłem do domu przed 15:00. Miałem coś do załatwienia. Poszedłem prosto do gabinetu. Zalogowałem się do banku.
To był moment, w którym sprawa przeszła z etapu obserwacji do etapu działania. Usłyszałem jak Dominika wraca do domu. Odszedłem do warsztatu. Wziąłem do ręki zegarek.
W piątek wieczorem poprosili, żebym przyszedł do jadalni. Wiem do kogo zadzwonić. W poniedziałek rano mecenas Tomasz wysłał oficjalne wezwanie do opuszczenia nieruchomości bez umowy najmu, bez meldunku, bez tytułu prawnego do lokalu, 30 dni. Jednocześnie wezwanie do zapłaty 47500 zł tytułem nienależnie pobranych środków oraz pokrycia kosztów prawnych.
Kilka dni później do domu przyszedł kolejny list, tym razem z kancelarii notarialnej w Warszawie. Oraz o próbie wyłudzenia prawa do nieruchomości. Sprawą zajął się wydział do spraw przestępstw gospodarczych. Zszedłem do warsztatu.
Jeśli ta opowieść dała wam do myślenia, zostawcie po sobie ślad, krótkie słowo, znak, cokolwiek. Do usłyszenia.