Mój mąż przyniósł do domu trzymiesięczne niemowlę, małego chłopca. Powiedział, że to syn jego kuzyna, który zmarł, i że nie będzie problemu z opieką. Marek skończył rozmowę i podszedł do mnie, a ja zapytałam, do kogo dziecko jest podobne. Odpowiedział, że do niego, gdy był mały.

Poszłam do kuchni po szklankę wody, a gdy wróciłam, on już zasypiał. O drugiej w nocy wstałam, żeby pójść do łazienki. Wróciłam do sypialni, zamknęłam drzwi i włączyłam telefon. Zobaczyłam wiadomość, która miała być do jego żony.
Wyjechał na całe dwadzieścia dni, a ja zostałam z dzieckiem, które nie było moje. Zrobiłam zrzut ekranu i przesłałam go do zaszyfrowanych notatek. Rano pojechałam do biura Pawła, który powiedział, że Marek wysyła Sylwię do Szwajcarii, by tam urodziła. Powiedział, że to on za wszystko odpowiada.
Wyszłam z biura i pojechałam prosto do agencji detektywistycznej. Pan Wilk zgodził się pomóc, a co do domu, zaproponował zainstalowanie mini kamer. Wróciłam do domu i zobaczyłam Marka w pokoju Jasia. Powiedział, że wszystko, co należy do Wysockich, będzie moje, ale tylko pod warunkiem, że zostanę darmową nianią, legalnym narzędziem do rodzenia dzieci.
Zadzwoniłam do pana Wilka i powiedziałam, że się zgadzam. Przelewy, które znalazłam, sięgały od pięćdziesięciu do stu dwudziestu tysięcy złotych, a suma przekroczyła już dwa miliony. Wróciłam do sypialni, zamknęłam drzwi i podłączyłam pendrive do komputera. Zobaczyłam wiadomość wysłaną do kuzynki: „Zobaczymy, kto wytrwa do końca”.
Wyłączyłam monitoring i wysłałam wiadomość do Pawła, że jestem gotowa na rozwód. W tym momencie, kiedy przygotowywałam się do kontrataku, zamknęłam oczy. Wróciłam do sypialni i sprawdziłam na monitoringu, że Marek wciąż jest w gabinecie. Wysłałam wiadomość do Pawła, że jeśli nie wierzy, możemy jechać do szpitala.
Umówił mnie do specjalisty ginekologa. Kiedy weszliśmy do gabinetu, lekarz powiedział, że Marek zmusza mnie do aborcji. Po drugie, zażądałam jednorazowych alimentów w wysokości dwudziestu procent jego majątku. Weszliśmy do windy, a potem do gabinetu.
Lekarz powiedział, że to potrwa dwadzieścia minut. W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Pan Wilk wszedł i powiedział, że mamy mało czasu, więc przejdzie do rzeczy. Powiedział, że kolejka do pobrania krwi to tylko formalność, ale zaburzenia krzepnięcia mogą prowadzić do krwotoku.
Zalecił odczekać, aż parametry wrócą do normy. Wyszliśmy ze szpitala i wsiedliśmy do samochodu. Kiedy wjechaliśmy do garażu, wysiadłam i weszłam do domu. Marta podeszła do mnie, a ja kazałam jej iść do swojego pokoju.
Powiedziałam, że wszystko będzie dobrze, aż do mojego wyczerpania, aż do narodzin dziecka, aż do jego dorosłości. Marek mówił o dwudziestu procentach. Wstałam i włożyłam kopertę do torebki. Poszłam na górę i zapukałam do drzwi gabinetu.
Marek odwrócił się plecami do mnie. Powiedziałam, że ojcostwo Jasia w stosunku do niego to dziewięćdziesiąt dziewięć procent. Jeśli nie podpisze, pójdę do sądu. Powoli wrócił do biurka, usiadł i wziął długopis.
Doszedł do miejsca na podpis. Podeszłam do pani Zofii, a następnego ranka o siódmej ktoś zapukał do moich drzwi. Marek wszedł do sypialni i stanął przy oknie plecami do mnie. Zapytał, czy naprawdę musimy do tego dojść.
Odpowiedziałam, że to on mnie do tego zmusił. Wyrwałam rękę i podeszłam do okna, odwracając się do niego plecami. Paweł wepchnął mi do torebki kartę dodatkową do konta Marka. Powiedziałam, że Marek właśnie do mnie dzwonił.
Drzwi do gabinetu były zamknięte. Podeszłam do biurka i spojrzałam na dokumenty. Zapytałam o dziecko w moim brzuchu. Wyłączyłam telefon i schowałam go do torebki.
W tym momencie teściowa Barbara Wysocka wpadła do środka. Zachwiałam się, straciłam równowagę i upadłam do tyłu. W prawej ręce miałam wenflon podłączony do kroplówki. Drzwi do sali były otwarte.
Ale tępy ból w podbrzuszu zmusił mnie do powrotu do pozycji leżącej. Kobieta w białym kitlu weszła do sali. Mój głos był ochrypły, nie do poznania. Dwadzieścia minut później dziecka nie dałoby się uratować.
Dziesięć minut spacerem do metra. Potem wróciłam do mieszkania, wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka.