Aleksander wchodzi do restauracji w kaszmirowym płaszczu i prosi o stolik. Kelnerka prowadzi go w głąb sali, ale on nie patrzy na nią. Patrzy na drzwi do kuchni. Patrzy na nie tak, jakby od tego zależało jego życie.

Paweł podchodzi i mówi cicho, że ona źle się poczuła i wyszła wcześniej. Aleksander kiwa głową, chociaż wie, że to kłamstwo. Wie, bo widział ją poprzedniej nocy, widział jak zamykała oczy przy tym stoliku, przy tym samym stoliku, przy którym siedział tamtego wieczoru, gdy powiedziała mu o moście. O moście Grunwaldzkim.
O tym, że jechała do siostry i nagle coś się urwało. Od tamtej pory omija ten most. Ale nie omija jej. Następnego dnia wraca do restauracji.
Podchodzi do niej, gdy ściera stolik. Pyta, co się wtedy naprawdę wydarzyło. Ona patrzy w bok i mówi, że nie chce o tym mówić. Prosi, żeby jej nie zmuszał.
Mówi, że musi wracać do pracy. Ale on widzi, jak drżą jej ręce. Widzi, jak blednie, gdy ktoś wymawia imię Mateusz. Pewnego wieczoru, gdy restauracja jest już prawie pusta, siada naprzeciwko niej.
Mówi, że zna dobrą kawiarnię niedaleko, otwartą do północy. Proponuje, żeby tam poszli, żeby porozmawiali. Ona kręci głową. Mówi, że zamówiła coś do jedzenia.
Ale on nie ustępuje. W końcu odprowadza ją na przystanek tramwajowy. Stoją w milczeniu, dopóki tramwaj nie nadjeżdża. Ona wsiada, ale nawet nie odwraca się w jego stronę.
Rano dzwoni do Pawła. Pyta, jak Natalia trafiła do tej restauracji. Paweł mówi, że przyszła tuż po śmierci narzeczonego. Aleksander czuje, że coś jest nie tak.
Zamawia prywatnego detektywa, człowieka, z którym współpracował przy innych sprawach. Mówi mu, żeby sprawdził, kto miał dostęp do kuchni tamtego wieczoru. Detektyw dzwoni po trzech dniach. Mówi, że znaleziono próbki.
Mówi, że zabezpieczono je do dalszych badań. Aleksander czuje, jak coś ściska go w żołądku. Tego wieczoru przychodzi do restauracji. Natalia uśmiecha się do klientów, nosi talerze, zachowuje profesjonalny dystans.
Podchodzi do niej, gdy zdejmuje fartuch. Mówi, że musi z nią porozmawiać. Robi krok do przodu, ale widzi, że ona cofa się. Widzi, że boi się go, boi się prawdy, boi się tego, co może usłyszeć.
Odwraca się i wybiega z budynku. On zostaje sam. Natalia nie przychodzi do pracy przez trzy dni. Paweł dzwoni, ale nie odbiera.
Aleksander jedzie do jej mieszkania. Puka raz, drugi, trzeci. W końcu drzwi się otwierają. Ona stoi w drzwiach, blada, z podkrążonymi oczami.
Wpuszcza go do środka. Siadają w kuchni. On mówi jej o truciźnie, o tym, że miała wywołać niewydolność serca wyglądającą jak naturalny zawał. Mówi, że była trudna do wykrycia, jeśli nie wiedziało się, czego szukać.
Mówi, że ktoś miał dostęp do kuchni tamtego wieczoru. Natalia patrzy na niego, jakby nie rozumiała. Potem mówi, że Mateusz był zdrowy. Że nikt nie podejrzewał, że to mogło być coś więcej niż zawał.
Aleksander mówi, że wie. Mówi, że detektyw znalazł coś jeszcze. Kogoś, kto miał motyw. Pół roku przed śmiercią Mateusza jego siostra Agnieszka złożyła skargę do sądu przeciwko Natalii.
O coś, czego Aleksander nie chce jej powiedzieć wprost. Ale Natalia widzi to w jego oczach. Widzi, że wie coś więcej. On prosi, żeby została.
Mówi, że pojedzie do Gdańska. Że sam sprawdzi, co się dzieje. Ona kręci głową, ale on już wstaje. Aleksander jedzie do Gdańska o świcie.
Nie mówi nikomu, nie dzwoni do policji. Adres Agnieszki prowadzi do eleganckiego apartamentu w centrum miasta, niedaleko Molo. Dzwoni do drzwi. Po chwili otwiera jej kobieta.
Patrzy na niego długo, z chłodnym uśmiechem. Mówi, że wie, kim jest. Że widziała go wcześniej, w restauracji. On pyta ją o Mateusza, o skargę, o to, co się naprawdę wydarzyło.
Ona wstaje, podchodzi do niego powoli. Mówi, że Natalia nie była niewinna. Mówi, że Mateusz chciał z nią zerwać, a ona nie potrafiła tego znieść. Aleksander cofa się do drzwi.
Wie, że to nie jest cała prawda. Wraca do Krakowa w nocy. Dzwoni do domofonu Natalii. Raz, dwa, trzy.
W końcu odpowiada. On mówi, żeby zeszła na dół. Kiedy otwiera drzwi, on stoi w półmroku. Widzi w jego oczach, że coś jest bardzo, bardzo złego.
On mówi jej o Agnieszce, o tym, że to ona zatrudniła człowieka, który dodał truciznę do jedzenia Mateusza. I że to ona zarządziła, żeby Natalia dostała pracę w tej restauracji. Żeby cierpiała każdego dnia. Natalia cofa się do ściany.
Nie płacze. Tylko patrzy gdzieś obok niego, jakby widziała coś, czego on nie widzi. Potem mówi cicho, że zawsze czuła, że to nie był zwykły zawał. Przez całą noc siedzą w jej małym mieszkaniu.
On trzyma jej rękę. Ona mówi, że przez rok każdego wieczoru wracała do tego stolika, bo nie potrafiła uwierzyć, że on po prostu odszedł. Że widziała jego twarz za każdym razem, gdy zamykała oczy. Następnego dnia Aleksander jedzie ponownie do Gdańska.
Dwie ulice dalej od apartamentu Agnieszki czeka na niego detektyw. Aleksander wchodzi do środka z ukrytą kamerą, z podsłuchiem. Agnieszka przyjmuje go z uśmiechem. Mówi, że myślała, że nie wróci.
On pyta ją wprost o truciznę. O człowieku, który dodał ją do sosu. O tym, że ktoś to widział. Agnieszka blednie.
Mówi, że to nieprawda, że on nie ma dowodów. Aleksander wyjmuje telefon z nagraniem rozmowy, którą detektyw przeprowadził z byłym kucharzem restauracji. Agnieszka cofa się do ściany. Potem marszałkowie wchodzą do środka.
Policja wbiega do drzwi. Jest pani aresztowana za morderstwo Mateusza Zielińskiego, podżeganie do samobójstwa oraz podejrzenie morderstwa Klaudii Mazur. Agnieszka patrzy na Aleksandra. W jej oczach nie ma strachu.
Jest tylko nienawiść. Aleksander wychodzi na zewnątrz. Dzwoni do Natalii. Ona odbiera po pierwszym sygnale.
On mówi, że to koniec. Że wraca do niej. W słuchawce słyszy tylko jej oddech. Potem jej głos, cichy, jakby mówiła do kogoś innego.
Mówi, że nigdy nie będzie do końca szczęśliwa. Że pewne rzeczy odchodzą z człowiekiem na zawsze. Aleksander zamyka oczy. Wie, że ma rację.
Kiedy wraca do Krakowa, Natalia czeka na niego na przystanku. Stoi w tym samym miejscu, w którym stała tamtego wieczoru. On podchodzi i bierze ją za rękę. Ona przytula się do niego.
Nie mówi nic. On też nie mówi. Stoją tak w ciszy, dopóki tramwaj nie nadjeżdża.
Tym razem wsiadają razem.