„Zmusiłeś mnie do tego! ” – krzyknął Robert, ale głos uwiązł mu w gardle, bo nikt nie słuchał. Przed chwilą w szpitalnym korytarzu jego żona Magda wypowiedziała zdanie, które rozwaliło cały jego świat: „Zabieram dzieci na studia do Londynu”. A on, zamiast walczyć, patrzył, jak wchodzi do pokoju z Alicją – kobietą, dla której zostawił rodzinę.

Alicja leżała na stole do badań, a lekarz właśnie odwracał się do nich z wynikami. Lekarz spojrzał najpierw na Roberta: „Proszę usiąść. To nie jest dobra wiadomość”. Robert gwałtownie odwrócił się do Alicji, szukając w niej wsparcia, ale ona unikała jego wzroku.
Dopiero wtedy usłyszał szept Lidii, swojej siostry, która stała przy drzwiach: „Powiedziała ci prawdę? Cokolwiek zrobisz, nie ufaj jej”. Nim zdążył zapytać, co to znaczy, zadzwonił telefon. Warknął do słuchawki: „Jadę do biura natychmiast”.
W biurze czekał na niego dyrektor finansowy Andrzej z plikiem dokumentów. „Mamy wyczerpujące dowody na to, że przelał pan ponad 850 000 zł ze wspólnego konta na swoje osobiste, aby kupić mieszkanie dla pani Alicji” – powiedział, a w pokoju zapadła cisza. Robert nie zaprzeczył. Wiedział, że to prawda.
Ale nie wiedział, że Magda już złożyła pozew. Kara: 4 miliony złotych, zablokowane konta, zakaz zbliżania się do dzieci. Wieczorem, w pustym gabinecie, siedział sam. Przeglądał dokumenty i nagle zauważył coś, czego wcześniej nie widział – pełnomocnictwo do sprzedaży mieszkania Alicji z jego podpisem.
Ale on go nie podpisał. Podpis był sfałszowany. Ktoś go wrobił. Ktoś, kto znał każdy szczegół jego życia.
Sięgnął po telefon, ale zamiast zadzwonić do prawnika, otworzył drzwi. Stała w nich Magda. „Wiem wszystko” – powiedziała cicho. „Ale to nie ja podpisałam ten dokument”.
Odsunęła się, a za nią stała Alicja z kluczami w dłoni. „To klucze do domu” – powiedziała, rzucając je na stół. „Domu, który kupiłeś za moje pieniądze. A teraz wrócę do Stanów.
Na dobre”. Robert patrzył, jak obie kobiety wychodzą. Został sam, z dokumentami, które wskazywały na jedno – ktoś perfekcyjnie zaplanował jego ruinę.
I dopiero teraz zrozumiał, że od początku był tylko pionkiem.