Barbara uśmiechała się, ale to nie był ten ciepły uśmiech babci, jakiego się spodziewasz. To był uśmiech kogoś, kto właśnie ułożył ostatni element planu, którego nikt inny nie widział. Weszła do domu bez zaproszenia, mówiąc, że przyszła zobaczyć wnuczka. Natalia wierzyła, że czas i dobra wola wszystko załatwią, ale Barbara sięgnęła do szafki, której nie znała, z poufałością kogoś, kto uważa, że ma do tego prawo.

To była diagnoza, którą Natalia nosiła w sobie, nie mając do kogo zadzwonić. Tej nocy, gdy Oskar zasnął, otworzyła telefon i zaczęła pisać do Adriana, ale potem położyła go ekranem do dołu i nie obudziła go. W piątek rano sekretarka szkoły poprosiła ją, żeby przyszła jak najszybciej. Gdy weszła do gabinetu, zobaczyła Barbarę siedzącą dokładnie tam, gdzie nie powinna.
Dwie sekundy to wieczność, gdy widzisz osobę, która niszczy twoje życie, uśmiechającą się do ciebie przez całe zebranie. Natalia schowała telefon, poszła po Oskara i przytuliła go bez słowa. Całe popołudnie musiała udawać, że wszystko jest w porządku – uśmiechać się do dziecka, gotować obiad, odrabiać lekcje, dźwigając ciężar, na który nie miała jeszcze słów. Adrian wrócił do domu wieczorem z twarzą kogoś, kto rozwiązuje trudny problem.
Potem Oskar zaczął przychodzić do szkoły bardziej wypoczęty, a nauczycielka napisała w zeszycie, że chłopiec jest spokojniejszy. Natalia złożyła karteczkę i schowała do portfela. Telefon Adriana leżał na stole ekranem do góry.
Natalia wiedziała, że to jeszcze nie koniec.