Te same słowa, te same litery. Wsadziłam telefon do kieszeni i natrafiłam na szef. Mówiła głośno jak do głuchej: „Przyjdziesz do nas, Marto? ”
Myłam jego kubek, gruby, biały, z niebieską obwódką i odstawiałam na miejsce, gdzie stoi do dziś, na drugiej półce.

Obok ołówek, start do kruszyny. Chciałam przytulić te deski, przycisnąć policzkiem jak do jego ramienia, ale za plecami usłyszałam kroki. A jednocześnie jak nie wierzyć, skoro od tamtego dnia mój dom zaczął mówić do mnie. Pomyślałam i schowałam kartonik do popielniczki, choć dawno nie palę.
Słowo przyszłość z obcego języka jakby nie do mnie należało. Podchwycił Adam profesjonalnej mieważ no napady. Wstałam, poszłam do kuchni, zdjęłam ze ściany ręcznik. Przytuliłam do twarzy.
Metal przykleił się do skóry jak zimna kropla. Po ich wyjściu poszłam do warsztatu. Zadzwonić do Stanisława i numer telefonu. Zdjęłam z okna firanki do prania.
Przyjdź do mnie. Mała kartka jak zapomniany bilet do kina. Dziękuję, ale my potem idziemy do restauracji. Czajnik, który nie pasował do mojej kuchenki.
Szeptałam do siebie: „No tak, są zajęci, mają pracę, mają rodzinę. ” Zaprowadzili mnie do małej, zimnej sali z mleczną szybą. Jak Erzy zawsze mówił: „Nie wlewaj nic do zbiorników bez etykiety. ” Erzy, który wnosił sąsiadce węgiel do piwnicy, choć nikt go nie prosił.
Znajdziesz przyjaciółki, w miejscu, gdzie pachnie środkiem do podłóg i wymuszoną wesołością. A gdzie wasze przyjaciółstwo było do tej pory? Wieczorem przywieźli mnie do domu, żebyś nie była sama. Wstałam, poszłam do przedpokoju.
Jedną wzięłam do ustem. Jutro pojedziemy do wszystkich miejsc, które chcecie. Paragon wsunęłam do kieszeni fartucha. Powiedział do mnie mój wewnętrzny głos.
Nad ranem spakowałam do torby dokumenty, które zostały u mnie po nic. Kacper podążył moim spojrzeniem, a potem gwałtownie odwrócił głowę do okna. Odpowiedziałam i pochyliłam się do notariuszki. Chcę zgłosić wątpliwości co do przyczyny śmierci męża.
Wieczorem, gdy zamknęłam drzwi na oba zamki, napisałam na kartce trzy zdania i przykleiłam do lodówki. I powiedziałam do siebie szeptem: Jeśli to był żart, ktoś za niego zapłaci. Usiadłam na starym stołku, wzięłam do rąk lis Erzego i poczułam, że teraz nie mogę się już cofnąć. Pod spodem trzy kolumny co mam, czego potrzebuję, do kogo iść, pod co mam, wpisałam listego.
Wstałam, założyłam żakiet, włożyłam do torebki dyktafon, list, paragon i dwa cukierki miętowe. Zamknęłam dom na klucz i zanim wsunęłam go do kieszeni, spojrzałam na zamek. Na wszelki wypadek wysyłamy do pani patrol. Wszystkie dostępy do bankowości, wszystkie na wszelki wypadek.
W sklepie z żelaznym towarem wybrałam najcięższy zamek jaki był i do tego długi łańcuch na bramkę. Siadł bez pytania, odłożył telefon ekranem do dołu. Dlaczego zatrzymałaś dostęp do kąt? Kiedy mówię do niego pan zdejmuje to z niego wygodną skórę syna.
No z pośpiechu. Masz jakieś wątpliwości co do naszej uczciwości? Zabrali list Erzego do kopii. Skopiowali pliki z kamery, poprosili o dyktafon, wydali świstek o zabezpieczeniu mienia w warsztacie do czasu zakończenia czynności.
Po południu poszłam do proboszcza, nie żeby pytać o grzechy synów. Przesunęłam palcem do pierwszego SMS-a sprzed kilku dni. Tego dnia zaniosłam pendrivea do prokuratury. Za oknem wiatr poruszył liśćmi, jakby ktoś szeptał: „Idź dalej, Marta, i ja pójdę do końca.
”
Pozbawienie prawa do praktyki. Notariuszka zawieszona do odrębnej sprawy dyscyplinarnej. Całą resztę oddałam do szkoły zawodowej, a na miejscu największego stołu usypałam grządkę. Niosę mały nożyk do trawy i gałąź lawendy.
A do was, do tych, którzy wysłuchali mnie do końca, mówię prosto, bez ozdu.