Helena potknęła się do tyłu, aż uderzyła plecami o krawędź stołu prezydialnego. Dwadzieścia pustych talerzy zadzwoniło o blat. „Jak śmiesz porównywać się do mnie? ” – syknęła, ale głos jej drżał, bo właśnie przeczytałam na głos jej własne słowa z notesu.

„Zmieniałam ci pieluchy, ale zgaduję, że nie dostawałaś za to 240 000 złotych rocznie” – powiedziałam spokojnie, trzymając otwarty notes, który miała w swojej gabinecie przez dwadzieścia lat. Nie miała pojęcia, że te same wiadomości głosowe były wysyłane do mnie pięć minut po każdej jej rozmowie. Ciotka Danuta rzuciła się do przodu, próbując wyrwać mi notes, ale Janek stanął między nami. „To ty doprowadziłaś swoją synową do ostateczności” – powiedział, a w jego głosie była ulga, że ktoś wreszcie to powiedział.
Kuzyn Paweł zaczął krzyczeć, że wziął tylko milion sześćset tysięcy, a nie – jak krzyknęła Danuta – że dwadzieścia tysięcy wydał na zamężną modelkę internetową. Rodzinna dynastia, którą Helena budowała przez dwadzieścia lat, rozpadała się w dwie godziny. Przeszłam do kolejnego slajdu. Danuta – milion czterysta tysięcy.
Paweł – milion sześćset tysięcy. Wujek Dawid – osiemdziesiąt cztery tysiące. Ciotka Karolina – siedemset pięćdziesiąt sześć tysięcy. Nawet daleki kuzyn, który cały czas milczał, był na liście płac przez cztery lata.
„Obecny limit kredytowy dla Kowalski Tekstylia w holdingu Konarska wynosi tysiąc złotych” – przeczytałam z ekranu. Ktoś jęknął. Ktoś pobiegł do łazienki. Helena odwróciła się do mnie, a w jej oczach nie było już wrogości.
Była tam czysta, lodowata kalkulacja. „Co masz do powiedzenia? ” – zapytała cicho. „To ja zadzwoniłam do Heleny wczoraj” – powiedziałam do mikrofonu.
„Obiecałaś te same udziały wszystkim, ale dałaś swojej córce piętnaście procent, a mojej rodzinie zostawiłaś długi”. Ciotka Danuta i Helena poszły sobie do gardeł. Ktoś krzyknął, że taśma klejąca świetnie nadaje się do wycierania stołów. Ja przeszłam do ostatniego slajdu – czerwona księga rachunkowa, strony wypełnione liczbami i okrutnymi notatkami.
Wrzuciłam je do ciężkiej niszczarki. Następnego dnia sprzedałam apartament typu penthouse, spakowałam dwanaście wieczorowych sukienek i dwadzieścia pustych luksusowych pudełek. W nowym mieszkaniu nie było sklepionych sufitów ani prywatnej windy, ale kuchnia była jaśniejsza, a poranne słońce docierało do kącika śniadaniowego. Janek podpisał umowę o pracę z wynagrodzeniem dwadzieścia razy mniejszym niż projekt Nowa Przystań.
W dniu podpisania był bardziej nerwowy niż w dniu naszego ślubu. Przyniosłam do naszego nowego domu tylko jeden przedmiot – ten sam czerwony notes, który przez lata zbierał wszystkie ich sekrety.