Siedziałam na skórzanej sofie, trzymając w dłoni bilet pierwszej klasy do Paryża. Za mną stała Zosia, moja młodsza siostra, która właśnie próbowała mnie zniszczyć. Prawdopodobnie myślała, że sama wysyłka zdjęć wystarczy, bym chciała zniknąć, ale nie znała całej historii. Wręczyłam jej bilet z uśmiechem i powiedziałam, żeby zabrała go do penthausu na Powiślu, bo tam czeka na nią niespodzianka.

Spojrzałam w niebo za oknami od podłogi do sufitu, a samochód włączył się do ruchu na ulicach Warszawy. Byłam spokojna, chociaż w środku kipiałam. Kiedy Zosia myślała, że wygrywa, ja przeglądałam telefon i czytałam artykuł zatytułowany „Estetyka zemsty w wyższych sferach” – to była ironia, której nikt nie rozumiał. Dwadzieścia minut później podwiozłam Oliwię na jej terminal, uśmiechając się do niej słodko, a gdy weszła do budynku, Jan zadzwonił do mnie.
– Pasażerowie lotu Air France 23 do Paryża, prosimy o wejście na pokład – usłyszałam w tle, ale on wyłączył telefon, zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej. Odłożyłam teczkę i weszłam do salonu, gdzie Zosia krzątała się przy stole. Jan wrócił do domu wściekły, z mieszkaniem w kompletnym chaosie. Ruszył do sypialni, zamierzając zażądać odpowiedzi, ale tam zobaczył Zosię leżącą na ich małżeńskim łóżku, uśmiechającą się do kamery.
Praktycznie krzyczał do telefonu, ale ja tylko się uśmiechnęłam, słysząc jego głos przez głośnik. – Co ty do cholery próbujesz wyczyniać? – ryknął. Jan mechanicznie podszedł do garderoby i otworzył drzwi.
Zobaczył moją walizkę i pustą stronę szafy, ale to nie był koniec. Twierdził, że pracował wtedy do późna i wrócił do domu o drugiej w nocy, ale ja wiedziałam, że to kłamstwo. Ożenił się ze mną, bo byłam posłuszna i łatwa do kontrolowania. Idealna żona, idealne narzędzie, idealny idiota do manipulacji.
Sekretarz Janek, twoje hasło do telefonu to urodziny Oliwii – powiedziałam cicho, widząc, jak blednie. Inwestor dwoił się i troił, aby uzyskać limit pięciu milionów dolarów, ale moja karta zaczynała się od cyfr zarezerwowanych wyłącznie dla absolutnie najbogatszych klientów prywatnych JP Morgan. – Upewnię się, że zapamiętasz ten dzień do końca życia – rzuciłam, a Jan ryknął, rzucając się do wyłączenia laptopa. Podeszłam do stołu nadawczego i poprawiłam włosy w monitorze, czując, że to mój moment.
– Kiedy pierwszy raz mnie zobaczyłeś, czekałam w kolejce w stołówce uniwersyteckiej, ubrana w sweter z wyprzedaży za dwadzieścia złotych, bez makijażu, wyglądając dokładnie jak każda inna zmagająca się studentka – zaczęłam, patrząc prosto w kamerę. – Ale to był plan. Nie do końca plan, a raczej zemsta. Schowałam raport medyczny i odwróciłam się do kamery.
– Mam dowody na przekazywanie poufnych danych korporacyjnych Orłowska Enterprises twoim konkurentom – oznajmiłam, sięgając do torebki i wyciągając telefon. Podeszłam prosto do niego, a jego źrenice skurczyły się do wielkości szpilek. – Oliwia należy do kogoś innego – dodałam, widząc, jak próbuje zrozumieć, co się dzieje. Odwróciłam się do stołu nadawczego i podniosłam mikrofon.
– Co jeszcze zostało do powiedzenia? – zapytałam z uśmiechem, patrząc na Jana, który stał jak sparaliżowany. Zosiu, co ty do cholery opublikowałaś w internecie? – wydyszał, ale ja tylko się uśmiechnęłam.
– Do widzenia, pani Kowalska – powiedziałam, a w tle usłyszałam głos asystenta: – Szefowo, prywatny odrzutowiec jest gotowy do startu. Skinęłam głową i weszłam do kabiny. Żadne przemyślenia, nic do powiedzenia. Nie biegł do tej bramki, bo mnie kochał, ale to nie miało znaczenia.
Odwróciłam wzrok i wróciłam do okna, gdy lot do Paryża trwał trzynaście godzin. Po kolacji Janek zaoferował, że odwiezie Oliwię do hotelu, ale ja wiedziałam, że to tylko gra. Ponadto właśnie pobiłam Mariusza z jego biura aż do Soru – mruknęłam do siebie, podeszłam do niego i uśmiechnęłam się. Bałam się, że jeśli wrócę do domu, przyznam się do porażki, ale dwadzieścia lat później to już nie miało znaczenia.
Poszłam na górę i otworzyłam drzwi do mojego pokoju w Paryżu, a potem podeszłam do okna i otworzyłam je. Na obiedzie mój ojciec zadzwonił do mnie na FaceTime, mówiąc, że Zosia próbowała mnie zniszczyć, ale to ja znałam prawdę. Ten chłopak Kowalski dzwonił do mnie trzy razy dzisiaj – powiedziałam mu, a on zapytał, czy mogę wrócić do Warszawy. W tym momencie Sara wbiegła do ogrodu, trzymając iPada.
Oboje należą do śmietnika – powiedziała, a ja spojrzałam na nią zdziwiona. – Wyniosą cię do nieba i wciągną do piekła w tym samym oddechu – dodała, a ja zrozumiałam, że to koniec. W rzeczywistości Oliwia zanosiła dokumenty prosto do Mariusza, a ja wiedziałam, że muszę działać. – Idę do więzienia federalnego – powiedziałam, ale ona próbowała uciec do swojego rodzinnego miasta na Mazurach.
Sara przywróciła mnie do rzeczywistości. – Milot do Warszawy. Do Warszawy? – Była oszołomiona, ale ja wiedziałam, co robię.
Karol zapukał do drzwi i powiedział: – Słyszałem, że wracasz do Warszawy. Dobrze, więc wracaj do domu. Wyjęłam telefon i przewinęłam do albumu zdjęć, a potem weszłam do windy i wcisnęłam przycisk do lobby.