Gdy weszła do mieszkania, była prawie pewna, że zastanie chaos. Zamiast tego zobaczyła pustkę, która bolała bardziej niż krzyki. Dawid nie powiedział ani słowa, tylko siedział na kanapie, a jego telefon milczał w kieszeni. Wiedziała, że nie zadzwoni, żeby przeprosić.

Jeszcze tego samego popołudnia zadzwoniła do działu HR i złożyła wniosek o awans na dyrektora strategii, ten sam, o którym mówiła rano. Tydzień później dostała oficjalne potwierdzenie. Awans i bonus 300 000 zł. Przez kolejne miesiące wymieniała z Dawidem tylko pojedyncze wiadomości, życzenia świąteczne, czasem suchy komentarz do polityki.
Widziała go raz na mieście, z dłuższymi włosami i tymi samymi pustymi oczami, jakby szukał odpowiedzi, których nikt już nie chciał mu dać. Wsiadła do samochodu i zamknęła drzwi. Może kupi nowy, może nie. Nie dlatego, że był popsuty, ale dlatego, że ktoś odebrał jej prawo do decyzji.
A ona obiecała sobie, że już nigdy więcej nie odda go nikomu.