Kiedy pani Edyta powiedziała mi w aptece, że widziała Adriana z obcą kobietą, zaśmiałem się i uznałem to za plotkę. Ale potem zauważyłem, że Justyna jest coraz bardziej zmęczona, a Adrian ciągle…

– No, no, spokojnie, młody człowieku. Wyprowadził 42 000 zł ze wspólnego konta, a on nawet własnej matce nie potrafił pomóc. Rano robiłem sobie kawę, otwierałem okno i słuchałem miasta budzącego się do życia. Czasem odwiedzałem Justynę, czasem ona przyjeżdżała do mnie z małym Adasiem.

Thumbnail

Kiedy wpadał do mojego mieszkania, nagle robiło się tu głośno i wesoło. Kiedy przychodził do mnie w odwiedziny, zawsze pytał o zdrowie i pomagał mi założyć płaszcz przy wyjściu. Skończyły mi się tabletki na ciśnienie, więc poszedłem do osiedlowej apteki. Włosy miała już całkiem siwe, ale oczy wciąż te same, żywe i uważne.

Do domu Justyny jechałem powoli. Justyna dopytywała, czy zjadłem już swoje lekarstwa, a Adrian nalewał wszystkim sok do szklanek. No właśnie powiedziała. Ale kiedy Adrian się śmiał, kiedy nalewał Justynie sok do szklanki, kiedy mówił spokojnym głosem o swoich wyjazdach, coś w środku mnie nie dawało spokoju.

Justyna odprowadziła mnie do drzwi. W drodze do domu było już ciemno. Kiedy wszedłem do mieszkania, zapaliłem tylko małą lampkę w salonie. Jeśli chcę chronić swoją córkę, muszę zacząć patrzeć dużo uważniej niż do tej pory.

Zacząłem częściej dzwonić do Justyny. Zadzwoniła do mnie wtedy z takim podekscytowaniem w głosie, jakiego dawno u niej nie słyszałem. Wyjazdy, problemy z pieniędzmi, zmęczona twarz Justyny i słowa pani Edyty, które ciągle wracały mi do głowy. Zadzwoniłem do mojej siostrzenicy, która pracowała w kancelarii prawnej.

Powiedziałem tylko, że potrzebuję kontaktu do kogoś zaufanego. Od czasu do czasu zapisywał coś w notesie. Siedziałem właśnie przy kuchennym stole i czytałem gazetę, ale prawdę mówiąc od kilku dni prawie nic do mnie nie docierało. Myśli ciągle wracały do tej samej sprawy.

Tego samego tygodnia Adrian powiedział Justynie, że jedzie na ważne spotkanie służbowe do innego miasta. Wziąłem ze sobą notes, w którym zapisałem kilka pytań. To są rzeczy, które udało się ustalić do tej pory. Justyna zadzwoniła wtedy do mnie bardzo podekscytowana.

Wszystko wskazuje na to, że Adrian przekonał pańską córkę do tej inwestycji. Powiedział w końcu spokojnie, a pieniądze trafiły do firmy powiązanej z Oliwią. Wiedziałem dokładnie, co to znaczy dla Justyny i w tej chwili zrozumiałem coś, czego wcześniej nie chciałem dopuścić do siebie. Kilka dni później detektyw zadzwonił do mnie ponownie.

Wsiadłem w samochód i pojechałem do tego miasteczka. Po wizycie u pani Stefanii wracałem do domu w zupełnej ciszy. Kiedy dojechałem do Wrocławia, było już ciemno. Na blacie leżał mój stary notes.

Następnego dnia zadzwoniłem do osoby, której kontakt dała mi wcześniej siostrzenica, mecenas Paulina. Wieczorem wróciłem do domu i usiadłem przy stole w kuchni. Kilka razy brałem ją do ręki i odkładałem z powrotem. Adaś wbiegł do mieszkania pierwszy.

Nie minęło 10 minut, a chłopiec spał już głęboko, przytulony do poduszki. Zamknęliśmy drzwi cicho, wróciliśmy do kuchni. Potem powoli wstała od stołu i podeszła do okna. Nie chciała wracać do domu, dopóki nie uporządkuje myśli.

Adaś biegał po mieszkaniu z samochodzikami, nie rozumiejąc do końca, dlaczego mama jest taka cicha. Silną, rozważną, taką, która kiedy już podejmie decyzję, idzie do przodu. Wracała powoli do swojej pracy w szkole. Dzieci mają w sobie niezwykłą zdolność przystosowywania się do zmian.

Justyna pojechała do niej kilka tygodni po całej sprawie. Ale Justyna odpowiedziała jej coś, co zapamiętam chyba do końca życia. Od tamtej pory odwiedzamy ją od czasu do czasu.

Adaś mówi do niej: „Prababciu”, choć formalnie nie jest już jego babcią przez małżeństwo, ale ona zawsze się wtedy uśmiecha, a ja widzę w jej oczach ogromną wdzięczność.