Walczyłem z zaciśniętymi zębami o naszą wspólną emeryturę. Kiedy powiedziałem: „Mam dość”, jej twarz pozostała nieruchoma. Nie było nic więcej do powiedzenia. Spakuj to, czego potrzebujesz, i jedź do Adriany.

Wtedy zobaczyłem, jak wstaje i zaczyna pakować walizkę. Po 23 latach milczenie mówiło wszystko. Następnego dnia rano zadzwoniłem do Ernesta i powiedziałem mu, że wszystko się skończyło. Jego głos przez telefon był spokojny, ale wyczułem ulgę.
„Zrobiłeś to, co należało”, powiedział. Odwiedziłem go w szpitalu Świętego Rafała, tym samym miejscu, w którym po wypadku poznałem Martę. Leżał w łóżku, blady, ale uśmiechnięty. Dał mi kopertę.
„To od mojego syna”, powiedziałem. „Nie mam do niego kontaktu”. Uścisnął moją dłoń. „Napisałem mu o tobie.
Kiedyś ci podziękuje”. Schowałem list, ale go nie przeczytałem. Nie byłem gotowy. Poszedłem do Samuela, mojego prawnika, i podpisałem wszystkie dokumenty rozwodowe.
Patrzyłem, jak moje nazwisko przestaje być jej nazwiskiem. Przez cały czas trzymałem w kieszeni stary zegarek Ernesta. Po wyjściu z biura pojechałem prosto do jego domu, ale gdy otworzyłem drzwi, znalazłem go w łóżku, podłączonego do aparatury. Pielęgniarka powiedziała, że miał kolejny atak.
Stałem przy drzwiach, patrząc na niego, gdy nagle otworzył oczy. „Jestem gotowy”, powiedział cicho. „Idź już”. Pielęgniarki prosiły, żebym wyszedł, ale nie spieszyłem się.
Kilka dni później przeczytałem wreszcie list od jego syna. Był krótki: „Dziękuję, że byłeś przy moim ojcu, kiedy mnie nie było”. Jego słowa sprawiły, że schowałem list do kieszeni, obok zegarka. Zapisałem się na kurs fotografii i dołączyłem do klubu czytelniczego.
Wszystko dla nowych ludzi, nowych rozmów. Mój dom już dawno przestał być domem. Marta próbowała wypłacić 45 000 złotych z naszego konta inwestycyjnego, tego na emeryturę. Razem z 20 000 złotych, które ukryła wcześniej, chciała zabrać łącznie 65 000 złotych.
Ale bank zadzwonił do mnie pierwszy. Zatrzymałem to wszystko. Mimo to nie czułem satysfakcji. Dom, który był naszym domem, stał się tylko nieruchomością do spieniężenia.
Ernest wracał do zdrowia. Zaprosiłem go na obiad do jego ulubionej restauracji. „Czas na nowe zajęcia”, powiedziałem. „Może dołączysz do jakiegoś klubu?
”. Uśmiechnął się. Zawiozłem go do domu. Przez chwilę siedziałem w samochodzie, myśląc o naszych słowach.
23 lata małżeństwa sprowadzone do kilku podpisanych papierów. Samuel wezwał mnie do biura, by podpisać ostatnie dokumenty. „Zadzwoni pan do syna? ” zapytał.
Odpowiedziałem tak. I zrobiłem to. Syn Ernesta przyjechał kilka dni później. Otworzyłem drzwi, a on stał tam, z oczami tymi samymi co ojciec.
Wręczyłem mu stary zegarek. „Twój ojciec chciał, żebyś to miał”, powiedziałem. Chwycił go i długo milczał. Podziękował mi łamiącym się głosem.
Potem usiedliśmy w kuchni, a on opowiadał o latach, które spędził za granicą, o pracy, o rodzinie, o wszystkim, czego nie zdążył powiedzieć ojcu. Słuchałem go i zdawałem sobie sprawę, że to był dobry czas na spotkanie. Tego wieczoru wróciłem do mojego małego mieszkania. Wyjąłem list od jego syna i przeczytałem go jeszcze raz.
Potem wyjąłem zdjęcie Marty i włożyłem je do szuflady. Nie czułem już złości. Tylko dziwny spokój. Dzień później zadzwonił telefon.
To była Adriana, siostra Marty. „Marta chce się spotkać”, powiedziała. „Twierdzi, że musi ci coś powiedzieć”. Zgodziłem się.
Spotkaliśmy się w kawiarni, w tej samej, w której dawno temu była nasza pierwsza randka. Była spięta. „Przepraszam”, powiedziała cicho. Patrzyłem na nią.
„Za co? ” zapytałem. Spuściła wzrok. „Wiem, że to niczego nie zmieni, ale musiałam to powiedzieć”.
Odpowiedziałem: „Przepraszam, ale to niczego nie zmienia”. Nie było już złości, tylko koniec. Wstałem i zostawiłem ją samą. Na zewnątrz wsiadłem do samochodu i pojechałem do Ernesta.
Nie musiałem nic mówić. Wystarczyło, że na mnie spojrzał. Wiedziałem, że zrozumiał.