Milcząco kiwnąłem głową, ale kiedy wszedł do sali zarządu, zamarłem. Miałem wtedy 62 lata i robiłem dokładnie to samo, co robiłem od ponad 20 lat. Zawsze gotów do pracy. Jakby chciała, żebyśmy do siebie pasowali, ja i on, a jednocześnie już przeczuwała, że to się nie uda.

Paulina podeszła do mnie, przytuliła mnie na moment dłużej niż zwykle. Kiedy ich kroki ucichły, wróciłem do zlewu. I wtedy pomyślałem to, co myślę zawsze, kiedy ludzie próbują mnie wrzucić do jakiegoś pudełka. Do dziś pamiętam zapach świeżych bułek, który ciągnął się za nią, kiedy wracała po 12 godzinach na nogach.
Potem zaczęli mnie dopuszczać do prostszych napraw, później trudniejszych. Miałem wrażenie, że jeśli zostanę tam na zawsze, to skończę jak pan Marian, który po 20 latach pracy mówił już tylko o krzywych rurach i szefie debilu. Wtedy zarabiałem niewiele, ale po kilku latach uzbierałem około 20 000 zł. Do tego bank zgodził się dać mi hipotekę na około 100 000 pod zastaw małego mieszkania na Pradze, które dopiero co kupiliśmy z moją żoną.
Ojciec nic nie mówił, tylko przychodził, brał do ręki młotek albo klucz i pomagał mi po cichu. Wtedy jeszcze podchodziłem do tego bez emocji. Liczyło się jego podejście do ludzi. Konrad spojrzał na mnie, kiwnął głową i wrócił do opowieści o swoim projekcie Na Woli.
Droga do domu minęła nam spokojnie. Paulina podeszła do mnie od razu. Potem prowadząca catering dziewczyna zaprowadziła mnie do mojego stolika. Stał najdalej od głównego stołu, tuż obok wyjścia do kuchni, gdzie kelnerzy krążyli tam i z powrotem z tacami.
Najpierw Marek, ojciec Konrada, mówił długo, kwieciście, jak człowiek, który całe życie przedywał wśród ludzi podobnych do siebie. Kiedy przemówienia się skończyły, a ludzie zaczęli się przemieszczać między stolikami, Konrad podszedł do mnie. Konrad poklepał mnie po ramieniu, gest poufały, nieproszony, i odszedł do grupki znajomych. Kiedy wróciłem późnym wieczorem do swojego mieszkania na Żoliborzu, usiadłem w kuchni przy wyłączonym świetle.
Kilka razy byłem zaproszony na rodzinny obiad do Wilanowa. Przez chwilę wyglądała na młodą dziewczynę, jak wtedy, gdy przychodziła do mnie poradę w sprawie szkoły albo pierwszej pracy. Tego popołudnia wracając do domu pomyślałem, że Paulina właśnie zrobiła pierwszy krok do zrozumienia czegoś. Cena około 4 miliony złotych, modernizacja około milion 200 000.
Mogę mieć najlepszy zespół na świecie, ale jeśli nie wejdę do budynku, nie dotknę ściany, nie powącham kotłowni, nie zajrzę do piwnicy, nie kupuję. Wszedłem do pierwszego budynku i po pięciu minutach wiedziałem, że go chcę. W głowie już miałem listę rzeczy do zrobienia. Wróciłem do biurka, zdjąłem marynarkę, podwinąłem rękawy i zacząłem przeglądać dokumenty.
Zadzwoniło Property Inside, potem rynek nieruchomości, potem jeszcze ktoś. Urodzona do takich sytuacji. Rzuciła do mnie z uśmiechem, chowając telefon. Do biura na 24 piętrze dotarłem przed 8:00.
Konrad słuchał, choć jego uwaga wracała do mnie jak bumerang. Wróciliśmy do omawiania danych. Zgodziliśmy się przejść do kolejnego etapu analizy. Po chwili odwrócił się do mnie Piotr: “Ja naprawdę nie wiedziałem.
” Taką, czyli nie pasującą do obrazu człowieka, którego zobaczył w piwnicy ze ścierką w tylnej kieszeni. Mój dział prawny i ich dział prawny doszli do tego samego wniosku, właściwie niezależnie. Spotkaliśmy się na Powiślu, w małej kawiarni, do której chodziła jeszcze na studiach. Powiedziała to rzeczowo, bez zawahania, tak jak mówi się coś, co wreszcie zaczęło pasować do prawdy.
Bo wiedziałem jedno, moja córka wracała do siebie. Wchodzę do holi, mijam porpierów, jadę windą, schodzę do piwnic, przechodzę przez korytarze, które znam od lat. W tym momencie do budynku weszła Paulina, zobaczyła mnie przy recepcji i uśmiechnęła się szeroko. Wiesz, zaczęła naciskając guzik do czwartego piętra.
Przez następne tygodnie dzwoniła do mnie regularnie.