Zawsze było coś do załatwienia. Mieliśmy jeden stary mikser, dwa blaty i tyle pieniędzy, że każdy worek mąki liczyłem niemal co do złotówki. Przestałem sam wozić pieczywo, ale do dziś potrafię po zapachu poznać, czy chleb wyszedł jak trzeba. Rachunki opłacały się same.

Po prostu przyzwyczaiła się do wygody, do tego, że ktoś pamięta o terminach, przelewach, ubezpieczeniu, biletach i hotelach. Raz mówiła, że spotyka się z koleżanką, innym razem, że idzie do kosmetyczki albo po zakupy. Kiedy wchodziłem do pokoju, szybko odwracała ekran albo odkładała aparat wyświetlaczem do dołu. Któregoś popołudnia postanowiłem zajrzeć do jednej z naszych kawiarni bez zapowiedzi.
On pochylił się do niej i powiedział coś cicho. Cofnąłem się o krok i zostałem na zapleczu między regałem z papierowymi kubkami a drzwiami do magazynku. Po prostu człowiek czasem potrzebuje kilku sekund, żeby przyjąć do wiadomości coś, czego wolałby nie widzieć. On poprawił fartuch, uśmiechnął się do niej i podał jej filiżankę.
Nigdy nie miałem cierpliwości do zabawy w detektywa. Brała go wtedy do łazienki albo wychodziła na balkon. Nie był to lokal, do którego chodziła z Bożeną. Spojrzałem na dwie eleganckie sukienki, buty na obcasie i błyszczącą torebkę, które właśnie wkładała do walizki.
Zaniosłem walizkę do samochodu. Pocałowała mnie szybko w policzek i wsiadła do samochodu. Kiedy samolot był już w powietrzu, pojechałem do biura Doroty. Znałem ją od ponad 20 lat.
Jego rezerwację przeniesiemy do hostelu. Kamil miał zostać skierowany do hostelu, gdzie czekało na niego górne łóżko, metalowa szafka i siedmiu nowych współlokatorów. Zadzwoniłem do banku i zablokowałem rodzinną kartę do płatności zagranicznych. Karta była powiązana z moim rachunkiem, a ja po prostu ograniczyłem dostęp do własnych pieniędzy.
Tymczasem na miejscu recepcjonistka wręczyła Elżbiecie kartę do eleganckiego pokoju z balkonem. Obiecał, że następnego dnia wszystko wyjaśni, po czym ruszył do hostelu. Trzeci należał do człowieka, który najwyraźniej potrafił spać mimo własnego alarmu. Kamil opowiadał jej o restauracjach nad wodą, eleganckich lokalach i miejscach, do których podobno nie wpuszczano przypadkowych turystów.
Wieczorem zaprowadził ją do jednego z droższych lokali. Wrócił do hostelu długo po północy, pachnąc płynem do naczyń i smażoną rybą. Elżbieta tymczasem szła sama do hotelu. Po raz pierwszy pomyślała, że pewność siebie Kamila była imponująca tylko do chwili, w której na stole pojawiał się prawdziwy rachunek.
Kamil podszedł do przewodniczki i próbował z nią dyskutować. Po 20 minutach głos zaczął jej wyraźnie słabnąć. „Potrzebuję ochotnika do mikrofonu. Mamy 20 minut” – powiedziała.
„Sympatyczny młody człowiek” – powiedziała do Elżbiety pani w słomkowym kapeluszu. Kiedy jednak jedna z uczestniczek zaczęła klaskać mu nad uchem, nie miał wyjścia i dołączył do refrenu. Starsza kobieta siedząca przed Elżbietą odwróciła się do niej. Opowiedział, że stara nie pasuje do jego nowego wizerunku.
Była przyzwyczajona do dobrych hoteli, spokojnych śniadań, kolacji przy białym obrusie i poczucia, że ktoś nad wszystkim panuje. Wtedy ktoś zapukał do drzwi. Później Dorota opowiedziała mi, że Elżbieta zadzwoniła do niej niemal natychmiast. Kamil przyszedł do hotelu niespełna godzinę później.
„Powinnaś była wcześniej załatwić dostęp do pieniędzy” – powiedział. Przez pierwsze dwa dni pisał do Elżbiety krótkie wiadomości. Nie wzywałem go do biura i nie urządzałem przedstawienia przed pracownikami. Elżbieta wróciła do domu późnym wieczorem.
Pytała, czy będzie miała dostęp do konta i co stanie się z jej dotychczasowym życiem. Wstałem, podszedłem do kredensu i wyjąłem teczkę. Wybaczyć nie znaczy wrócić do tego samego życia. Pierwszego dnia zadzwoniłem do Wojciecha trzy razy, drugiego tylko dwa.
Pojechałem też do Krakowa.