„Numer biopsji należy do Marii Kaczor. ” Łucja wpatrywała się w ekran, a słowa Laury wibrowały jej w głowie. Próbka, którą pobrano jej do badań, nie była jej próbką. Ktoś podmienił materiał w laboratorium.

Ktoś chciał, żeby uwierzyła, że jest śmiertelnie chora. Rano, zanim cokolwiek powiedziała mężowi, zadzwoniła do prawniczki. Umówiły się na spotkanie. Łucja wiedziała, że musi działać sama.
Darek, jej mąż, od tygodni zachowywał się dziwnie – zbyt troskliwie, zbyt obecny. Mówił o przyszłości, o remontach, o tym, że musi odpoczywać. A ona czuła, że coś jest nie tak. Wieczorem Darek zaproponował szampana.
„Chciałem uczcić początek twojego powrotu do zdrowia” – powiedział, nalewając dwa kieliszki. Łucja upiła łyk, ale natychmiast poczuła mdłości. Ukradkiem wylała resztę do doniczki, gdy odwrócił się do kuchni. Później, gdy zasnął, przeszukała jego telefon.
Znalazła wiadomości do Beaty, asystentki z fabryki. „Jutro sam zadzwonię do Kaczmarka”. „Taki motyw pasuje do planu Darka”. Serce biło jej mocno, ale ręce były spokojne.
Zrobiła zdjęcia wszystkiego. Następnego dnia pojechała do fabryki. W jej gabinecie, na biurku, stał nadmiarowy kieliszek. Jakby ktoś świętował wielki zakup rodzinny, zanim jeszcze cokolwiek zostało podpisane.
Łucja włączyła dyktafon ukryty w torebce i wezwała Darka. – Powiedz mi, dlaczego numer biopsji należy do Marii Kaczor? – zapytała spokojnie. Darek pobladł.
Zaczął bełkotać coś o pomyłce, o złym laboratorium. Ale Łucja widziała prawdę w jego oczach. Podmienił jej wyniki. Chciał, żeby myślała, że umiera.
Chciał, żeby podpisała pełnomocnictwo, przekazała mu pieczątki, licencje, dostęp do archiwum. A potem, gdyby zniknęła, on przejąłby wszystko. Wyszła z gabinetu, nie czekając na jego wyjaśnienia. W korytarzu zadzwoniła do Laury.
– Zabezpiecz dokumenty. Zanim on to zrobi. Pojechała do szpitala, do ordynatora. Potwierdził: próbka została podmieniona.
Ktoś w laboratorium działał na czyjeś zlecenie. Łucja nie pytała o nazwisko. Znała odpowiedź. Wróciła do domu, gdy zapadał zmierzch.
Darek siedział w sypialni, nie wychodził przez cały wieczór. Łucja przygotowała herbatę, zaniosła mu ją. – Przepraszam, że cię o to wszystko podejrzewałam – powiedziała cicho. – Po prostu boję się o nas.
Darek objął ją, a ona pozwoliła mu uwierzyć, że wygrał. Ale w jej kieszeni leżał telefon z wiadomościami. W pokoju obok spała Laura z kopią dokumentów. Łucja wiedziała, że to jeszcze nie koniec.
Specjalna klauzula w umowie zobowiązywała ją do przekazania pieczęci i licencji. Ale zanim podpisze cokolwiek, zamierzała odkryć wszystkie powiązania. Jutro rano miała spotkać się z Antonim Wójcikiem. Człowiekiem, którego nazwisko pojawiało się w wiadomościach męża.
Kto jeszcze był w to zamieszany? I dlaczego Beata, asystentka, znała plan Darka od początku?